Marvel wypowiada „Wojnę bez granic” dla przyzwyczajeń widza

Marvel wypowiada „Wojnę bez granic” dla przyzwyczajeń widza

  • Dodał: Łukasz Skórko
  • Data publikacji: 04.05.2018, 16:00

Znalezione obrazy dla zapytania infinity war posterAvengers: Wojna bez granic pojawiła się na polskich ekranach po raz pierwszy 25 kwietnia. Premiera dziewiętnastego filmu w Marvel Cinematic Universe (MCU) już od początku budziła wiele emocji, miał to bowiem być pierwszy film z tak dużą ilością bohaterów. Wielu z nich nie miało jeszcze okazji się spotkać, nie mówiąc nawet o jakiejś sensownej wymianie zdań. Dlatego więc na barkach braci Russo spoczywało nie lada wyzwanie – stworzenie ciągłej, spójnej historii z wielką ilością akcji oraz humoru, potrafiącej dostarczyć rozrywki dla najwierniejszych fanów Marvela, nie odstraszając przy tym zwykłych, nie oglądających tego typu filmów, widzów. Brzmi to jak misja nie do wykonania. Czy jednak reżyserom udało się stworzyć dobry film, czy jednak utonęli w oceanie wątków i postaci, nie mogąc ułożyć z układanki sensownego obrazu?

 

Po pierwsze, warto zaznaczyć, że film przedstawia około 25 głównych postaci, mających coś do zrobienia w kontekście historii. Mówię tu oczywiście o większych rolach, pomijając te mniej istotne lub epizodyczne. Jest to liczba ogromna, nie tyle ze względu na ilość możliwości, jaką niesie za sobą posiadanie tak wiele postaci, co trudność prowadzenia historii. Znacznie ciężej jest zapanować nad wieloma wątkami prowadzonymi z perspektyw różnych bohaterów, niż pójść na łatwiznę i opowiedzieć tę samą historię z jednym lub dwoma bohaterami. Scenariusz Avengers: Wojna bez granic jest czymś wyjątkowym – Christopher Markus i Stephen McFeely spisali się na medal łącząc w sposób wyjątkowo udany wiele historii. Jesteśmy co chwila w innym miejscu, niemal co scenę znajdujemy się wśród coraz to nowych bohaterów… Nie powoduje to jednak bałaganu, czy problemu z odebraniem całości filmu. Wręcz przeciwnie, uważam, że taka wielowątkowość jest atutem Infinity War.

 

Znalezione obrazy dla zapytania avengers infinity war

źródło: Marvel Studios

 

Trudno powiedzieć dużo o filmie bez spoilerów. Rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę idąc na nowy film MCU jest aktorstwo. W filmach rozrywkowych aktorzy nie mają z reguły wielu miejsc na popisy, nie mogą w pełni zaprezentować swoich możliwości. Infinity War łamie jednak pewne przyzwyczajenia widza. Nie ma tutaj czarno-białych postaci. Niemal w każdym bohaterze możemy zaobserwować bardziej lub mniej wyraźne odcienie szarości, zacząć wątpić w słuszność podejmowanych przez protagonistów decyzji, czy też nawet współczuć naszemu wrogowi.

Właśnie, antagonista. Josh Brolin jako Thanos jest niepowtarzalny. Mogę śmiało stwierdzić, że to najlepiej napisany oraz zagrany wróg w jakimkolwiek filmie Marvela w ciągu ostatnich dziesięciu lat. I, choć stworzony został komputerowo, udało się zachować mimikę, charyzmę Brolina. Widać, że pod tą toną CGI (obrazy generowane komputerowo) znajduje się aktor, nadający bohaterowi właściwych emocji. Jest to niewątpliwie sukces filmu – nigdy nie myślałem, że będę czuł taką więź z wrogiem wygenerowanym w komputerze. No cóż, stało się.

 

Thanos (Josh Brolin) in a scene from Marvel Studios' "Avengers: Infinity War."

źródło: Marvel Studios

 

To teraz czas na naszych superbohaterów. Moimi odkryciami aktorskimi tego filmu są niewątpliwie Benedict Cumberbatch w roli Doktora Strange’a oraz Tom Holland w roli Spider-Mana. Po odtwórcach klasycznej drużyny Avengers wiedzieliśmy już, czego się spodziewać. Robert Downey Jr., Chris Hemsworth, Chris Evans, Mark Ruffalo oraz Scarlett Johansson znają własne postaci na wylot. Wiedzą, co i jak mają zagrać, czują swoich bohaterów. Aktorsko nie ma do czego się przyczepić. Mam wrażenie, że bracia Russo od początku wiedzieli, jak poprowadzić każdego z aktorów, nie ma tu bowiem ani jednego słabego ogniwa.

 

'Avengers: Infinity War': a rousing Marvel mash-up, or a truly epic tease?    Black Panther/T'Challa (Chadwick Boseman), center, and in background, M'Baku (Winston Duke), Captain America (Chris Evans) and Winter Soldier (Sebastian Stan) and other characters in "Avengers: Infinity War."

źródło: Marvel Studios

 

Fani Strażników galaktyki również będą zadowoleni. Wątki tej ekipy były poprowadzone mistrzowsko, relacje Gamory oraz Nebuli z Thanosem zarysowane bardzo dobrze, Chris Pratt ma kilka mocnych scen do zagrania, Dave Bautista wcale nie irytuje humorem Draxa, a Groot i Rocket to czysta przyjemność dla oka.

 

Warto też zaznaczyć, że film był w całości nakręcony kamerami IMAX, dlatego to właśnie seans w tym formacie jest tym właściwym. Film w Sali IMAX wygląda dokładnie tak, jak Joe i Anthony Russo chcieli, żeby wyglądał. A naprawdę jest co zobaczyć na dużym ekranie – zarówno zdjęcia jak i efekty specjalne dostarczają, wyglądają dobrze, sceny walk popisują się swoją choreografią… film po prostu WYGLĄDA dobrze.

 

Znalezione obrazy dla zapytania infinity war photo

źródło: Marvel Studios

 

Podsumowując, Wojna bez granic na pewno nie jest filmem, który można stawiać na równi z jakimkolwiek z klasyków światowej kinematografii czy wzorowych, dobrze zbudowanych historii dramatycznych. Ja jednak preferuję ocenianie filmów w kategoriach, w których zostały stworzone. Dlatego Infinity War jako superbohaterskie kino rozrywkowe jest rewelacyjne, jedyne w swoim rodzaju, łączące ilość z jakością. Jeszcze na długo zapamiętamy trzecią część Avengers dzięki wyjątkowej ilości dobrze połączonych wątków, wielu zabawnych dowcipów, mistrzowsko zbudowanych i poprowadzonych postaci oraz wyjątkowo udanego antagonisty z wyraźnymi i wiarygodnymi motywacjami.

Idźcie na ten film do kina, bo naprawdę warto!

 

Ogólna ocena: 8.5/10

Łukasz Skórko

Redaktor Poinformowani.pl, prywatnie fan w szczególności kina i telewizji, interesujący się również różnego rodzaju literaturą i muzyką.