Jeszcze nie jest za późno, czyli "Zjadanie zwierząt" - recenzja

Jeszcze nie jest za późno, czyli "Zjadanie zwierząt" - recenzja

  • Dodał: Patryk Rzemyszkiewicz
  • Data publikacji: 05.05.2019, 17:44

Istnieją dla mnie autorzy, po których sięgam bez zastanowienia. Jednym z nich jest Jonathan Safran Foer, którego żadna z publikacji nie zeszła poniżej dobrego poziomu. Tym razem jednak miało być trochę inaczej. Wszystko dlatego, że Zjadanie zwierząt to nie powieść, a reportaż.

 

Jak na odpowiedzialnego przyszłego ojca przystało, Foer postanowił przygotować się do nowej roli. Jednym z głównych punktów tego przedsięwzięcia było odżywianie i jego wpływ na przyszłe latorośle. Dokładniej zaś, przedmiotem zainteresowania autora, stało się mięso. Jako że należę do grona jego entuzjastów, muszę przyznać, że byłem tą tematyką zdrowo zaintrygowany. W końcu bekon dobra rzecz, ale czy warto na niego postawić?

 

Od razu uprzedzam, to nie jest książka, która ma sprawić, że przestaniecie jeść mięso. Owszem, autor poszedł w tę stronę, ale nikomu swojej woli nie narzuca. Oferuje za to szerokie spojrzenie i różnoraką perspektywę. Począwszy od sfer filozoficznych, przez rys historyczny, aż po współczesną wielogłosową analizę. Głos dostają aktywiści, pracownicy rzeźni, hodowcy i wielu, wielu innych. Wszystko po to, by pokazać przemysł mięsny od podszewki.

 

Foer potrafi namącić i, co ciekawe, nie potrzebuje do tego od razu gromad statystyk i wypowiedzi. Wystarczy mu kontekst kulturowy i odwrócenie wyjściowej sytuacji. Co, jeśli pojawi się obca, bardziej rozwinięta, cywilizacja, dla której będziemy przysmakiem? W końcu wiemy, że zwierzęta cierpią, mają swoje uczucia, zakładają rodziny i  porozumiewają się między sobą. Mimo to nie mamy oporów, żeby je zjadać, a we wspomnianej sytuacji sami moglibyśmy stać się posiłkiem. Mętlik w głowie gotowy, a to przecież dopiero początek.

 

 

Jeśli doszukiwać się tutaj głównego antagonisty, z pewnością byłby nim chów przemysłowy. Nastawiony na ilość i szybkość, obejmuje praktycznie cały rynek mięsnego przedsiębiorstwa. Na początku poznajemy jego genezę. Zmianę w sposobie myślenia, przez co wolny wybieg stał się procentowym odsetkiem. Potem przechodzimy do sfery tu i teraz, co nie jest ani łatwe, ani przyjemne, ale zdecydowanie potrzebne.

 

I, jak już wspomniałem, nie chodzi tu o zaprzestanie jedzenia mięsa, ale uświadomienie sobie pewnych rzeczy. W końcu - czy mamy wpływ na to, jakie mięso trafia na sklepowe półki? Czy zastanawiamy się, z czego może wynikać niska cena? Prędzej wrzucamy mięso do koszyka, ciesząc się z oszczędzonej gotówki. To, co potem dzieje się z naszym zdrowiem  jest zupełnie inną kwestią. Nie bez powodu slogan  "jesteś tym co jesz" ma wielkie uzasadnienie.

 

Zresztą, wcale nie tak dawno, mogliśmy oglądać reportaż o zabijaniu chorych zwierząt i przeznaczaniu ich na sprzedaż. Usłyszeć o kontrolach mięsa na Słowacji czy w Czechach, które wykazały, że często nie nadaje się ono do spożycia. W związku z tym, nie możemy zbagatelizować problemu, mówiąc, że skupia się on na realiach Stanów Zjednoczonych. Dotyczy on kwestii globalnej i trzeba zająć się nim bez zwłoki.

 

 

Nie należę do osób, które warunkują egzystencję zwierząt ponad istnienie ludzi. Mimo to, nie jestem w stanie zaakceptować bólu istot, które wkrótce zostaną pozbawione życia. Po co dokładać im cierpień? Z jak poważną sytuacją mamy do czynienia świadczy choćby fakt, że przedstawiona jest tu sylwetka weganina, projektującego humanitarną rzeźnię. Tak wielka jest skala nadużyć i nikomu niepotrzebnego bestialstwa. 

 

Dziwimy się pladze nowotworów, alergii i innych trudnych do określenia chorób. Patrzymy na wszelkie E znajdujące się na pojemnikach z jedzeniem. Ale w kwestii mięsa zdajemy się być kompletnymi ignorantami. Niby tu i ówdzie wspomina się o paszach z antybiotykami czy chowie klatkowym, ale w pewnym momencie dyskusja jest ucinana. Kiedy cierpi pies, ludzie idą do więzienia. Znęcanie się nad zwierzętami w rzeźni i narażenie życia ludzkiego, zdaje się nikogo nie obchodzić.

 

Chcemy tego czy nie, takie traktowanie przyszłej żywności ma znaczenie. Foer przybliża poszczególne etapy produkcji i nie raz można złapać się za głowę, czytając te treści. Ilość bakterii i nieprzestrzegania norm jest wprost porażająca. Martwe ciała pływają w wodnej zupie. Nabierając dodatkowej masy, pozwalają rozwijać się zarazkom. Następnie lądują na naszych stołach, gdzie spożywamy je w błogiej nieświadomości.

 

 

Krytyka to jedno, a nie popadanie w skrajności - drugie. Autor odwiedza osoby, które trudnią się tradycyjną formą hodowli. Zwierzęta nie są stłoczone w ciasnych boksach, ale przebywają na powietrzu. Nie ma tu śladu bestialstwa, za to dbanie o swoich podopiecznych. Żywy dowód na to, że można inaczej. Oczywiście, wpływa to na ceny. Jednak czy nie warto jeść mięsa rzadziej, za to z pewnością, że jego spożycie nie grozi naszemu zdrowiu i życiu?

 

Klucz do tej książki to świadomość. Dbamy o nasze potomstwo i najbliższych, a tymczasem w tak podstawowej kwestii nie mamy zbyt szerokiej wiedzy. Nie chodzi o to, by zrezygnować z mięsa, ale powalczyć o umiar w jego spożyciu. Tu chodzi o nasze istnienie, a planeta, na której żyjemy, też nie jest na to obojętna. Zanieczyszczenia związane z masową hodowlą to jeden z głównych czynników efektu cieplarnianego.

 

Zjadanie zwierząt to jedna z tych pozycji, o których powinno mówić się w szkołach. W końcu jedzenie to nasz napęd, ale jeśli jest zatrute, prędzej czy później to odczujemy. Jonathan Safran Foer pokazuje nam rzeczywistość, o której być może wolelibyśmy nie wiedzieć. Godzi ona w naszą wygodę, nabyte od lat przyzwyczajenia. Jednak prędzej czy później będziemy musieli przejrzeć na oczy. Jak sam autor mówi, nigdy nie jesteśmy sami. Mamy rodziny, przyjaciół. Im więcej osób będzie świadomie wybierało jedzenie, tym bardziej zwiększy się presja na wytwórcach, by zmienili swoje praktyki. Wszystko jest w naszych rękach. Pytanie - czy wolimy udawać, że nic się nie dzieje, czy może w końcu zacząć działać?

 

Ocena - 8/10