Zagubione miłosierdzie, stracona pokuta, czyli „Tylko nie mów nikomu” – recenzja subiektywna

Zagubione miłosierdzie, stracona pokuta, czyli „Tylko nie mów nikomu” – recenzja subiektywna

  • Dodał: Patryk Rzemyszkiewicz
  • Data publikacji: 14.05.2019, 11:59

Trudno o bardziej imponującą inicjatywę społeczną, niż powstanie dokumentu Tylko nie mów nikomu. Tomasz Sekielski, dzięki pieniądzom zebranym na patronite, nakręcił film o pedofilii w polskim kościele. W dniu 11 maja miała miejsce jego premiera na Youtube, gdzie można obejrzeć go całkowicie legalnie i za darmo.

 

Po obejrzeniu Tylko nie mów nikomu, targają mną silne emocje. Nigdy nie należałem do ludzi wierzących w sposób powszechnie przyjęty. Dla mnie wiara to coś ponad instytucją kościoła i widzę ją na co dzień w bliskich mi osobach. Wielu jednak uważa inaczej. Dla nich Kościół to ostoja, bardzo ważne miejsce związane z religią. Szanuję to, bo uważam, że każdy powinien odkryć wiarę we własnym zakresie i na własny warunkach. Nikogo przy tym nie krzywdząc i pozostając przy tym dobrym człowiekiem.

 

Mówię o tym wszystkim, nie dlatego, by forsować swoje spojrzenie na religię. Zwyczajnie nie mogę przestać zastanawiać się, jak wielki musi być ból osób ufających instytucji Kościoła, skoro ja, człowiek będący trochę na uboczu, czuję się tym, co widziałem, głęboko dotknięty. Nie powinno się patrzeć na całe duchowieństwo, przez pryzmat pokazanych zwyrodnialców. Jednak trudno mi sobie wyobrazić w tym momencie spotkanie z księdzem, spowiedź, pójście na mszę. Mam wrażenie, że po tej projekcji, resztki mojego zaufania zostały rozerwane na strzępy.

 

Mam ogromny szacunek do reżysera i całej ekipy odpowiadającej za tę produkcję. Przede wszystkim zaś do ofiar, które miały odwagę, żeby o swoich doświadczeniach opowiedzieć przed kamerami. Zwalczyć strach, paraliżujący wstyd i podjąć walkę z traumami z przeszłości. Niektórzy z pokrzywdzonych zdecydowali się nawet na konfrontację z oprawcami. To ogromna cena, jaką musieli ci ludzie ponieść, by prawda mogła ujrzeć światło dzienne.

 

Tworząc taką produkcję, zawsze powstaje zagrożenie, że stanie się ona w pewien sposób stronnicza, bądź natarczywa. Mieliśmy ten problem w Leaving Neverland, ale na szczęście Tomaszowi Sekielskiemu udało się go uniknąć. Każda ze stron dostaje tu szansę na wypowiedź. Nie ma tu ograniczenia do jednej perspektywy. Ofiary, psychologowie, dziennikarze, duchowni – każdy dostaje swój czas. Inna sprawa, że nie każdy decyduje się, by zabrać głos.

 

 

Jak opisać wrażenia z seansu, gdy brakuje słów? Coś więźnie w gardle, łzy napływają do oczu. Śledzenie kolejnych spotkań, wysłuchiwanie, jak wiele żyć zostało złamanych, zepsutych - chwilami to potworne - ale nie sposób odwrócić wzroku czy zatkać uszu. Wtedy też w pewien sposób stalibyśmy się winni. Przeobrazili w poszczególne szczeble hierarchii, udające że nic nie wiedzą, bo przecież tak łatwiej, przyjemniej. Ten ból trzeba poczuć, bo pozycja Kościoła to nie tylko wina wysoko postawionych księży, ale też nasza, wiernych. Odwracających wzrok, milczących.

 

Mam wrażenie, że po tej projekcji nie jestem tym samym człowiekiem. To dziwne, zważywszy na fakt, że zdawałem sobie sprawę z istnienia problemu pedofilii w kościele. Jednak tutaj miałem do czynienia z intymną i bliską relacją. Musiałem zmierzyć się z tymi świadectwami bez żadnej bariery ochronnej. I taka perspektywa jest druzgocąca, to operacja na ludzkim sumieniu, bez znieczulenia.

 

Boli, tak bardzo boli brak miłosierdzia ze strony hierarchów Kościoła. Zwykłej empatii, która pojawia się, gdy chcemy ochronić kogoś, kto został zraniony. Nikt nie pamięta o przykazaniu bliźniego, nikt nie potrafi się skonfrontować się z tym, co miało miejsce. Miłość objawia się także w współodczuwaniu krzywdy i księża powinni się nad tym pochylić. Jednak wolą odmówić rozmowy, liczyć, że sprawa rozejdzie się po kościach.

 

Ale nie tym razem, żywię ku temu wielką nadzieję. Nie bez powodu już miliony osób obejrzały ten dokument. Jest w nas, zwykłych ludziach, jakiś sprzeciw. Chęć zapobieżenia ogromnej niegodziwości. Pragnienie rozliczenia kościoła z jego grzechami. Świadczyła o tym historyczna frekwencja na Klerze Wojciecha Smarzowskiego. Teraz światło dzienne ujrzało Tylko nie mów nikomu. To jasne znaki pokazujące, że czas na bezkarność minął, a zmiany są nieuniknione.

 

Nie sposób myśleć w inny sposób, widząc, jakie machinacje stoją za obecnym systemem, zwanym Kościołem katolickim. Zamiast sprawiedliwego rozliczenia, przerzucanie problemu z miejsca na miejsce. Wywieranie presji na rodzinach, które decydują się na założenie sprawy w sądzie. Kto wie, może i wspieranie się religii na barkach wielkiej polityki, przestanie być mrzonką, a możliwym rozwiązaniem. Bez wielkich protektorów, nie będzie już tak wielu nadużyć.

 

Tylko nie mów nikomu to dokument, z którym każdy powinien się zmierzyć. Tomaszowi Sekielskiemu udało się w rzetelny i kompleksowy sposób ukazać problem pedofilii w Kościele katolickim oraz związanych z tym zaniedbań. Nie jest to obraz łatwy w oglądaniu, często bywa wręcz wstrząsający. I właśnie dlatego należy go zobaczyć. Żeby wysłuchać tych, którzy dotąd nie dostali szansy zabrania głosu. Uświadomić sobie, że dla Kościoła przyszedł czas na pokutę i żal za grzechy, a przede wszystkim mocne postanowienie poprawy. Paradoksalnie to szansa na odrodzenie. Pytanie czy duchownym wystarczy godności i siły, by rozliczyć się ze złem, przeprosić ofiary, a potem ciężko pracować, by podobne bestialstwo już nigdy nie miało miejsca.