Przetańczyć koniec świata, czyli "Gloria Bell" - recenzja
imdb.com

Przetańczyć koniec świata, czyli "Gloria Bell" - recenzja

  • Dodał: Patryk Rzemyszkiewicz
  • Data publikacji: 01.06.2019, 21:58

Kręcenie remake’u własnego filmu sprzed lat wydaje się dziełem cokolwiek karkołomnym. Mimo to, zdobywca Oscara za Fantastyczną kobietę zdecydował się na taki krok i wprowadził Glorię Bell na ekrany kin.   

 

Od razu zaznaczam - nie widziałem oryginalnej Glorii, także powstrzymam się od porównywania obu obrazów. Przyznać muszę za to, że, już od pierwszej zapowiedzi, nowa produkcja Sebastiana Lelio skradła moją uwagę. Być może niewiele mi trzeba, ale Julianne Moore śpiewająca w akompaniamencie tanecznych hitów w zupełności do tego wystarczyła. Dopełniała to dawka nieposkromionej, pozytywnej energii i w mojej głowie zaświtała myśl, że to może być jedna z większych filmowych niespodzianek roku.

 

Prędko przekonałem się, że moje nastawienie nie jest do końca odpowiednie. Wszystko dlatego, że Glorii Bell daleko do prostej, jednoznacznej hollywoodzkiej opowiastki. Kto, podobnie jak ja, spodziewał się po zwiastunie historii o przebojowej, dojrzałej kobiecie, która roznosi przeciwności w drzazgi, musiał zrewidować podobne podejście. Okazuje się bowiem, że, choć siły i pozytywnej energii tu nie brakuje, dramat jest ważną częścią przedstawianej na ekranie układanki.

 

Twórcy Nieposłusznych nie interesują proste rzeczywistości czy ugładzone koncepcje tworzone przez pryzmat różowych okularów. Lelio, ukazując codzienność Glorii Bell, nie popada w pułapkę tanich, motywacyjnych opowiastek. Widząc Glorię, czuję, że to kobieta o ogromnym sercu przepełnionym miłością, które nie chroni jej wszakże od dobrze znanych trudności - wpadek, rozczarowań, bólu wynikłego z utraty bliskich, ale i drobnych niepowodzeń towarzyszących nam na każdym kroku.

Emocje, jakie wynikają z podobnego podejścia, są skrajnie i w większości bardzo dobrze rozegrane. Ogromna w tym zasługa Julianne Moore, która po raz kolejny nie tyle efekciarsko eksponuje swoje aktorskie umiejętności, co skromnie i prawdziwie wciela się w Glorię Bell. Ona jest Glorią, czuje jej każde zwycięstwo i porażkę całym sobą. Jest w niej porywająca naturalność i szczerość, która rezonuje. To żywy fundament tej produkcji, dzięki któremu tętni w niej fascynujący żywioł.

 

Bardzo ważnym elementem jest tu muzyka. Towarzyszy głównej bohaterce praktycznie przez całą projekcję i jest czymś więcej, niż miłym dźwiękiem sączącym się w tle. Czasem treści zawarte w melodii przekazują aktualny stan Glorii, innym razem są namacalną zapowiedzią przyszłych wydarzeń. Prezentowane utwory mogą być także pretekstem do przemiany czy podsumowaniem dotychczasowych przejść. Co równie ważne, to sprzężenie disco, latino i ballad miłosnych tworzy porywający rytm i niezwykle pociągające połączenie.

 

Podobnie jak przy Słodkim końcu dnia, cieszy mnie ukazanie na ekranie bohaterki, która nie zawiera się w ogólnym portrecie trzydziestolatki wyciętej z szablonu. Osobowość Glorii Bell nie składa się z rozwodu i dwójki dorosłych dzieci. To zaledwie pewne składowe w jej życiu, które nie przysłaniają jej charakteru - kobiety pełnej determinacji, świadomej własnej wartości i gotowej zmierzyć się z poszczególnymi przeciwnościami. Mającej swoje wzloty i upadki, ale wciąż doceniającej otaczające ją przyjemności.

Rollercoaster nastrojów po części wpływa na przystępność odbioru śledzonych losów. Choć w większości przeciwstawne odczucia następują płynnie, to zdarzają się chwile, gdy dzieje się to zbyt nagle. Cierpi na tym dynamika, podobnie jak w samochodowo-muzycznych segmentach, postępujących zbyt prędko po sobie. Można zauważyć, że gdyby zmontować pewne sekwencje inaczej, wpłynęłoby to z korzyścią na rzecz całości.

 

Nie mam zamiaru nikogo oszukiwać - Gloria Bell to nie tak łatwy film, jak Wam się wydaje. Pod pewnym względami wręcz zwodniczy. Potrafi rozbawić, wprawić w dobry humor, by za chwilę wprowadzić bardziej melancholijne nuty. Wspominam o tym, bo choć jawi się w tej produkcji ogromny ładunek energetyczny, trzeba coś z siebie dać, by na niego zapracować.  Poddać się sugestywnej narracji i przeorganizować swoje wcześniejsze oczekiwania. Gloria Bell to produkcja, która da Wam z siebie tyle, ile sami będziecie gotowi jej poświęcić. Podobnie jak główna bohaterka: potrzebuje uwagi, trochę współczucia i cierpliwości, by móc w trakcie seansu odwdzięczyć się tym samym.

 

Ocena - 7+/10