A to Polska właśnie - recenzja "Toeorii opanowywania trwogi" Tomasza Organka

A to Polska właśnie - recenzja "Toeorii opanowywania trwogi" Tomasza Organka

  • Dodał: Bartosz Szafran
  • Data publikacji: 07.06.2019, 14:11

Ostatnio wśród polskich artystów muzyków zapanowała moda na sięganie po pióro i dzielenie się z szeroką publicznością swymi talentami pisarskimi. W trend ten wpisuje się Tomasz Organek, który opublikował niedawno "Teorię opanowywania trwogi".

 

Nie zaliczam się do wielkich znawców muzyki, moje gusta w tym względzie są mało wyszukane i ograniczają się do szukania piosenek sprzyjających szybkiej jeździe po autostradzie, albo odwrotnie - mozolnemu przebijaniu się przez miejskie korki. Dlatego nie będę się wypowiadał na temat talentów muzycznych Tomasza Organka, mogę natomiast z całą stanowczością stwierdzić, że polska literatura wzbogaciła się o bardzo interesującego powieściopisarza, pozostaję więc z nadzieją, że nie był to tylko jednorazowy wyskok na literackie pola, lecz początek czegoś większego i dłuższego.

 

Literackie próby muzyków są różne, na ogół jednak co najwyżej średnie. Klasycznym przykładem jest Katarzyna Nosowska, która w swoim A ja żem ci powiedziała podzieliła się z Polakami swoimi przemyśleniami na rożne tematy. Wyszły z tego wyjęczane triuzmy zmanierowanej celebrytki, która stara się wmawiać nam, że bynajmniej celebrytką nie jest i że posiada dobrą odpowiedź na każde egzystencjalne pytanie, które może komukolwiek przyjść do głowy. Ani się tego czytać nie dało, ani słuchać tym bardziej. Książka osiągnęła szczyty list bestsellerów, co dowodzi jedynie marnej kondycji polskiego czytelnictwa, deprawowanego milionami egzemplarzy kolejnych dzieł ekspresowego pisacza z Opola, jeśli wiecie, kogo mam na myśli.

 

Próba Organka zasługuje na ocenę zgoła inną. Jest to literatura przez duże "L", co skazuje Teorię na niebyt na listach najlepiej sprzedających się książek tygodnia/miesiąca/roku, nie myślę jednak, by było to dla autora powodem do zmartwień. To taki trochę kryminał, przecież są tu i pistolety i pogonie i morodobicia, trupów jedynie brakuje i ostatecznego triumfu dobra nad złem. Jednak ten kryminalny wątek to tak naprawdę tło i pretekst do przejmującej opowieści o współczesnej Polsce i jej mieszkańcach. Jest to też swoista powieść drogi, przypominająca momentami Lolitę Nabokova, ale ten wątek służy jako taki sam pretekst jak intryga kryminalna.

 

Organek bez gryzienia się w język i używając nieco krzywego zwierciadła rysuje nam obraz współczesnej Polski. Mamy tu Warszawę i plotkarski portal, żerujący na wpadkach i wypadkach celebrytów, w którym stosunki i zwyczaje panują typowe dla korporacji, mamy obraz prowincjonalnego światka, zdominowanego przez przygłupiego pseudo-mafioso, rządzącego "żelazną ręką" nie tylko okolicznymi wioskami, ale i własną rodziną, którego największym biznesem jest rozlatująca się, opuszczona nieomal przez klientów stacja benzynowa, nieudanego ojca, który swojej jedynej córce funduje wesele z niechcianym partnerem w Święto Zmarłych, mamy patologiczną rodzinę, w której matka zapada się w mętny świat Alzheimera, a ojciec wyprowadza się do ogrodowej altany, gdzie w zupełnej samotności zmaga się ze swoimi demonami i "onymi", którzy pozbawili go nadziei, marzeń, przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, z córką, która wyjeżdża z rodzinnego domu na studia, ale tak naprawdę ucieka przed odpowiedzialnością. Mamy też kobietę, niszczoną psychicznie i fizycznie przez partnera, która to przed nim ucieka, ale zaraz potem wraca, bo "on zadzwonił i przeprosił". Mamy wreszcie obraz wykrzywionej polskiej religijności, pełnej formy, ale krzyczącej pustką treści. Żadne ze zdań tej powieści nie jest przypadkowe. Każde niesie jakąś wartość, pokazuje, wytyka, wali po oczach i sercach. Trzeba tylko uważnie czytać, niekoniecznie w przerwach w klikaniu myszą komputera, albo między spoglądnięciami na świecący kolorowy ekran smartfona.

 

Jak dla mnie najciekawszą postacią powieści jest policjant. Przedstawiciel władzy, toczony z jednej strony przez korupcję, układy ze światem przestępczym, w interesach którego, jak i swoich jest w stanie sprzeniewierzyć się wszystkim wartościom, które nakłada na siebie wraz z policyjnym mundurem. Policjant, przegrywający walkę ze śmiertelną choroba, świadomy rychłej śmierci, a jednak do końca walczący o dobrą przyszłość swoich potomków, gotów w imię tej przyszłości przekroczyć wszystkie granice. Jak dla mnie, może się mylę, to alegoria obecnej naszej władzy, bardzo mroczna i mocna alegoria. Z drugiej strony najjaśniejszą postacią książki jest kazachski repatriant, który gdzieś w ciszy, głębokim lesie, w oderwaniu od szalejącej wokół teraźniejszości, toczy swoje powolne, ale dobre, zgodne z naturą i własnymi wartościami życie. To bardzo znamienne, że dwójka bohaterów powieści właśnie tam, w jego domu, znajduje chwilę spokoju, wytchnienia. Doświadczają dobra, którego reszta świata im skąpi.

 

Na to wszystko patrzymy oczyma typowego polskiego czterdziestolatka, mającego na koncie mnóstwo życiowych i zawodowych zakrętów, porażek i niezrealizowanych nadziei. Czterdziestolatka płynącego przez życie, poddającego się jego nurtowi, choć sprowadzał on na manowce. Niepotrafiącego wykrzesać w sobie siły na zmiany, przejęcie steru, podjęcie decyzji, powalczenie o swoje. Jeśli to nie jest wątek autokrytyczny, to na pewno odczytać go można jako obraz pokolenia autora, wszak organek liczy sobie niewiele ponad 40 lat.

 

Niezwykle mocną strona Teorii opanowywania trwogi jest język i forma wypowiedzi. Jest on antytezą podręcznika pisania książek, który usiłowaniami Remigiusza Mroza ukazał się jesienią ubiegłego roku, jest on długo wyczekiwanym odejściem od uwielbianej przez polskich autorów prostoty, bezpośredniości i oczywistości. Książka jest pełna długi, wielokrotnie złożonych zdań, które czyta się, wbrew opinii Mroza, z przyjemnością, lekkością i łatwością. Czyta się niektóre zdania, akapity, strony po kilka razy, ale nie po to, by zrozumieć, co autor chciał nam powiedzieć, lecz aby napawać się pięknem wypowiedzi, mnóstwem wyszukanych i zaskakujących metafor, porównań, zestawień. Uderzające jest piękno jeżyka w zestawieniu z brakiem piękna w opisywanym świecie.

 

Tej książki, choć nie jest długa, nie da się połknąć w jeden wieczór, a nawet w dwa. Ją się smakuje powoli, niezbyt dużymi kęsami, odkładając ją na chwilę, dzień czy dwa, wyczekuje się okazji, by do niej znów powrócić. A potem przychodzi żal. To już koniec? Tylko tyle? Chcę jeszcze!

 

Tomasz Organek Teoria opanowywania trwogi

Wydawnictwo W.A.B

Premiera: 15 maja 2019

Stron: 347

Ocena 9/10

Bartosz Szafran

Od wielu wielu lat związany ze sportem czynnie jako biegający, zawodowo jako sędzia i medyk oraz hobbystycznie jako piszący wcześniej na ig24, teraz tu. Ponadto wielbiciel dobrych książek, który spróbuje sił w pisaniu o czytaniu.