Ziarno w oryginalnych proporcjach - o rekonstrukcji cyfrowej słów kilka

Ziarno w oryginalnych proporcjach - o rekonstrukcji cyfrowej słów kilka

  • Dodał: Jakub Pienta
  • Data publikacji: 03.05.2018, 12:00

Lata 2006/2007, to przełom na polskim rynku audio/video. Start telewizji “n” nadającej w HD, premiera nośnika Blu-ray. W związku z tymi zmianami, w internecie zaczęły powstawać fora i portale zajmującę się tematyką wysokiej rozdzielczości. Szczególnie ciekawe w tamtym czasie - przynajmniej dla mnie - były dyskusje toczone na polskich forach, gdzie już wtedy można było zaobserwować początek pewnych dziwnych, wyssanych z palca stwierdzeń. Niestety, choć minęło już 12 lat, spotykam się z nimi do dzisiaj.


Moje ulubione, już mityczne stwierdzenie to "stare filmy nie były kręcone w HD, więc Sami Swoi czy Miś na Blu-ray to przesada". Nic bardziej mylnego! Jak patrzę na to z perspektywy czasu, to zastanawiam się, jak ktoś mógł pisać takie brednie i być przy tym całkowicie przekonanym o swojej nieomylności. Co gorsza, ja to częściowo przyswajałem, ale na szczęście postanowiłem dalej drążyć temat, bo gdy u nas powstawały tego typu posty, w tym samym czasie w USA wydawano w HD takie filmy, jak Przygody Robin Hooda z Errolem Flynnem (1938) czy Łowcę Androidów (1982). Co więcej, na zagranicznych portalach, filmy te dostawały świetne noty za obraz i dźwięk. Czyli z jednej strony mamy negowanie takich wydań, a z drugiej zachwycanie się tym, co Amerykanie postanowili opracować. Jak się okazało, takie wydania miały, mają i będą miały sens. Do początku lat 2000 standardem było, że filmy powstawały na taśmie. Dzisiaj wygląda to zupełnie inaczej, głównym sposobem rejestracji obrazu stały się kamery cyfrowe. Choć, co trzeba zaznaczyć, niektórzy twórcy wciąż konsekwentnie korzystają z taśmy filmowej, ale to kwestia na zupełnie inny artykuł. Taśma filmowa, w większości przypadków ma szerokość 35 mm i potrafi zarejestrować informacje, których cyfrowym odpowiednikiem jest rozdzielczość około 6K. Oczywiście taśma taśmie nierówna, jeśli film powstawał na taniej taśmie, to jakość obrazu finalnie może być odpowiednikiem o wiele mniejszej rozdzielczości. Jednak, jak widać, 6K to wciąż więcej niż nawet teraz osiągnęliśmy technologicznie w mediach domowych, a w 2007 roku dyskusje krążyły wokół rozdzielczości niecałych 2K.


Kwestia rekonstrukcji cyfrowej polskich dzieł kinematografii pojawiła się w latach 2009/2010. Wtedy w wybranych kinach sieci Multikino oraz na płytach Blu-ray pojawiły się pierwsze filmy. Odbyło się to w ramach projektu "KinoRP", na niebieskim nośniku pojawiły się takie tytuły, jak: Popiół i diament, Pociąg czy Austeria, a wydawcą była, już nieistniejąca firma, Pro-Motion. Dla osób zainteresowanych tematem było to nie lada wydarzenie, a moim zdaniem nawet swego rodzaju cud. Pamiętam, że w sierpniu 2009 kupowałem  wspomniany Popiół i diament na DVD, a od jednej z osób w moim otoczeniu usłyszałem wtedy pytanie, czy nie lepiej poczekać na Blu-raya. Uznałem, że nie ma co czekać, bo jest to na tę chwilę niemożliwe. Biorąc pod uwagę, jak wtedy wyglądał u nas rynek Blu-ray, a właściwie jak dalej wygląda, to doprawdy cud, że polskie klasyki zostały wydane. No bo, właściwie, grupa docelowa jest bardzo, ale to bardzo wąska. Oczywiście, gdy film wyszedł w tej nowej technologii, zakupiłem go ponownie. Na szczęście ceny tych wydań były, jak na tamte czasy, bardzo korzystne. Udało mi się również załapać na seans Popiołu i diamentu w Multikinie, a był to jedyny film, z tych zrekonstruowanych, który wtedy znałem i lubiłem.


Pamiętam, że byłem zachwycony poziomem rekonstrukcji, czując się wdzięczny, że w ogóle okazało się możliwe takie przedsięwzięcie. Myślałem, w końcu doganiamy Amerykę pod tym względem, bo przecież te produkcje to dorobek kulturowy Polski, więc oczywistym powinno być, że trzeba się nimi zająć, przejść na technologię cyfrową, żeby mieć kopię bezpieczeństwa, jeśli z negatywami czy z innymi rodzajami taśm miałoby się coś stać. Ale, przypominam - to były lata 2009/2010, więc moja wiedza wciąż była stosunkowo mała.


Niestety, patrząc wstecz, muszę teraz stwierdzić, że rekonstrukcje te nie były zbyt udane. Oczywiście, filmy są oczyszczone, na pierwszy rzut oka dobrze się prezentują. Ale, z przyczyn finansowych (najprawdopodobniej), rekonstrukcje były wtedy przeprowadzane na skanach wykonanych w rozdzielczości 2K. To za mało. Wypadałoby przynajmniej skanować w rozdzielczości 4K. Do tego doszła cyfrowa redukcja szumów (DNR - Digital Noise Reduction) - dla osoby niezorientowanej to akurat pozytywne zjawisko. Nabywca myśli, płacę za HD, że chcę super ostry, sztucznie czysty obraz. Nic bardziej mylnego, w ziarnie wynikającym z taśmy filmowej zawarte są informacje i unikalne detale. Usuwając ziarno, niszczymy te detale, przez co, choć obraz może wydawać się ostry, tak naprawdę traci na szczegółowości. Zgodnie z przysłowiem, że obraz jest wart więcej niż tysiąc słow, zamieszczam link do porównania, w tym konkrentym przypadku chodzi o film Gladiator.


Kolejna kwestia to kadrowanie - zmiana oryginalnych proporcji obrazu, aby wyjść naprzeciw oczekiwaniom typowego odbiorcy. Tutaj za przykład może posłużyć serial Stawka większa niż życie, kilka lat temu zrekonstruowany przez TVP. Najpierw miał premierę w telewizji na kanale TVP HD, edycja Blu-ray ukazała się na rynku po śmierci odtwórcy głównej roli, Stanisława Mikulskiego. Oryginalnie serial o przygodach Hansa Klossa był emitowany i zarejestrowany w proporcjach 1.33:1, czyli 4x3. Jednak serial po rekonstrukcji został pierwotnie wyemitowany, a następnie wydany na Blu-ray w proporcjach 1.85:1, czyli 16x9. Zmiana proporcji obrazu jest możliwa na dwa sposoby - albo poprzez rozciągnięcie obrazu i zaburzenie proporcji, w wyniku czego aktorzy wyglądają nienaturalnie albo poprzez zoom, który zamieni, w tym przypadku, prawie kwadratowy obraz na proporcję 16x9, dzięki czemu w tym momencie zachowujemy proporcję, jednak dosłownie tracimy części obrazu z góry i dołu. Temat ten jest wielokrotnie poruszany przez miłośników sztuki filmowej, włącznie z próbami interwencji poprzez kontakt z TVP. Odpowiedź na taki stan rzeczy jest prosta, większość osób z grupy docelowej wychodzi z założenia, że nie po to kupiła drogi, duży telewizor, aby oglądać film wypełniający tylko część ekranu. Podobnie, jak ze wspomnianym wcześniej ziarnem, tak samo tu, jeśli ktoś nie widział, jak film oryginalnie wygląda, pomyśli, że widzi więcej, bo więcej obrazu wypełnia ekran. Niestety, jest to tylko złudzenie. Załączone zdjęcia są najlepszym dowodem na straty w obrazie. Takie porównanie było możliwe dzięki Kino Polska, która zdecydowała się wyemitować serial w oryginalnych proporcjach.

 

Kwestie poruszane w tym artykule są ważne i powinny być oczywiste, choć niestety nie są. Jakby wyglądała wykadrowana “Bitwa pod Grunwaldem” Matejki, tylko po to aby dostosować ją do ramy? Filmy, seriale, to też dzieła sztuki, jakakolwiek ingerencja osób trzecich w ich formę jest rzeczą nie do zaakceptowania. To rama powinna być dopasowana do dzieła, a nie na odwrót.

 

Fot. 1 “Stawka większa niż życie” po zmianie proporcji na 16x9.

źródło: Forum Polskiego Kina

 

 

Fot. 2 “Stawka większa niż życie” w oryginalnych proporcjach.

źródło: Forum Polskiego Kina

Jakub Pienta – Poinformowani.pl

Jakub Pienta

Redaktor Poinformowani.pl Miłośnik kina, popkultury oraz technologii audio/video.