Fabularyzowany reportaż z przeszłości - recenzja "Prince Polonia" Maxa Cegielskiego

Fabularyzowany reportaż z przeszłości - recenzja "Prince Polonia" Maxa Cegielskiego

  • Dodał: Bartosz Szafran
  • Data publikacji: 16.06.2020, 23:57

Właśnie wchodzi na rynek Prince Polonia, kolejna książka Maxa Cegielskiego. To całkiem przyjemny w lekturze obraz niedalekiej polskiej przeszłości, który jest trochę powieścią, trochę reportażem, trochę wywiadem, a może i po części biografią.

 

Max Cegielski to człowiek multipotencjalny. Pisze powieści historyczne, podróżnicze, eseje, reportaże, prowadzi programy kulturalne w telewizji i on sam wie co tam jeszcze robi w dziedzinie kultury i sztuki. Prince Polonia to kolejna jego publikacja, która łączy jego umiejętności i zainteresowania. Jak dla mnie jest to gatunkowa mozaika, czasami dość chaotyczna, ale w sumie w odbiorze sympatyczna.

 

Nie jest to klasyczny reportaż i to nie tylko ze względu na objętość, bo jest ona spora - ponad 400 stron, ale także i dlatego, że nie opisuje faktycznej rzeczywistości, czy to bieżącej czy przeszłej, ale jest w głównej mierze (tak mi się wydaje) fikcją literacką. Główni bohaterowie nie są postaciami autentycznymi, które żyły, czy żyją nadal. Opisywane wydarzenia też raczej nie miały miejsca w dokładnie takiej postaci, jak na kartach powieści Cegielskiego. A jednak czytając ją trudno oprzeć się wrażeniu, że autor w stylu reportażowym czuje się dobrze, lubi się nim posługiwać. Mamy wiele faktów, opisów wydarzeń pisanych z perspektywy osoby, która je obserwowała, niekiedy w nich uczestniczyła. Ten reporterski ton wyczuwalny jest szczególnie we fragmentach opisujących zdarzenia, które miejsce miały w Indiach, Singapurze i okolicach i wiązały się z przemytniczym fachem.

 

W innych miejscach jest ta książka w pewnym sensie wywiadem. A może jednak zapisem przesłuchania albo spowiedzi? Jest pisana w pierwszej osobie, z perspektywy dwóch głównych bohaterów Prince Polonia, którzy ze sporej perspektywy czasowej opisują, oceniają swoje losy. Jak nietrudno się domyślić, te oceny są w wielu miejscach różne, tak jak odmienni są Janek i Radek, których połączyła szkolna przyjaźń i wspólne interesy w doroślejszym życiu. W jeszcze innych fragmentach, tych dotyczących lat szkolnych, jest książka Cegielskiego typową beletrystyką, powieścią społeczno - kulturową.

 

Mamy więc miks gatunkowy, ale wrażenie zamieszania potęguje mocno poprzestawiana chronologia opisywanych zdarzeń. Przeskakujemy w czasie, choć w niewielkim, mniej więcej dziesięcioletnim przedziale, w przód i w tył. Najpierw jest 1987, po chwili 1983 i znów 1988. Oczywiście za zmianą umiejscowienia czasowego idzie przemieszczanie geograficzne. Latamy więc sobie (samolotem, podróże lotnicze są jedną z najczęstszych i najważniejszych scen książki) od NRD przez Rosję, Węgry, Czechosłowację, po Indie i Singapur. Z całą pewnością to przemyślany zabieg stylistyczny, a nie błąd edytorski, ale chaos jest tu solidny i mi osobiście utrudnił on odbiór książki. Na tyle, że gdyby ktoś mnie zapytał o dokładną chronologię zdarzeń, miałbym niemałe trudności z jej skonstruowaniem. Może dlatego, że od zawsze byłem zwolennikiem narracji linearnej, prostej, logicznej, prowadzącej od A do B i dalej aż do Z, a nie od G do P i kolejno do B.

 

Bardzo mocną stroną książki jest wierne odtworzenie klimatu lat osiemdziesiątych. Co prawda jako młody człowiek nie latałem do Azji, by budować sobie przyszłość na przemycie złota, elektroniki i waluty, ale opowieść Cegielskiego ma klimat wyjęty z Shantaram czy Cienia góry Robertsa, a przecież te dwie monumentalne powieści są najbardziej hinduskie z wszystkich, które znam. Te same widoki, te same zapachy i smaki, te same kontrasty biedy i bogactwa. Nie jeździłem tez na handel do NRD czy na Węgry, ale na późnosocjalistycznych targowiskach bywałem regularnie i doskonale pamiętam to wszystko, co przedstawia autor Prince Polonia. Jestem ciut młodszy niż bohaterowie powieści, ale i ja chodziłem do liceum tuż przed przełomowymi wyborami 4 czerwca 1989 roku i upadkiem muru berlińskiego. I czytając te polskie fragmenty przenoszę się wprost do krainy wspomnień. Tej samej muzyki słuchałem, te same alkohole piłem i te same papierosy paliłem. Te same problemy mnie nurtowały, o tym samym dyskutowałem z kolegami i koleżankami. Dla mojego pokolenia może być więc Prince Polonia nostalgicznym powrotem do czasów młodości, które choć niekiedy ciemne, zimne, biedne, to jednak bardzo były szczęśliwe. Niby gorsze niż te, w których teraz żyjemy, ale czy aby na pewno?

 

Dzisiejszą młodzież zadziwi zapewne jak można było żyć bez telefonu, komputera, telewizora z nieograniczoną liczbą kanałów, paszportu i możliwości wyjechania za granicę gdzie i kiedy się chce (no dobra, pandemia nieco nas przyhamowała, ale to tylko czasowo). Trudno jej będzie uwierzyć, że zakup dobrej pary dżinsów czy butów sportowych to był nie lada wyczyn, a słuchanie mużyki na walkmanie było wyznacznikiem bogactwa i pochodzenia z innego, lepszego świata. A przecież to wszystko tak właśnie wyglądało, raptem nieco ponad 30 lat temu!

 

Jest to więc książka, po którą sięgnąć może i moje pokolenie i ci nieco starsi i ci nieco młodsi. Każdy tam znajdzie coś dla siebie, każdemu przed oczyma pojawią się inne obrazy, ale na pewno nie będzie się przy niej nudził i męczył. Ta różnorodność form literackich, obrazów, czasów i przestrzeni daje taką pewność.

 

Prince Polonia

Max Cegielski

Wydawnictwo Marginesy

Stron 407

Premiera: 17 czerwca 2020

 

Ocena: 7/10

Bartosz Szafran

Od wielu wielu lat związany ze sportem czynnie jako biegający, zawodowo jako sędzia i medyk oraz hobbystycznie jako piszący wcześniej na ig24, teraz tu. Ponadto wielbiciel dobrych książek, który spróbuje sił w pisaniu o czytaniu.