W samym środku ciszy - recenzja filmu „Sound of metal”
materiały promocyjne/COTA Films

W samym środku ciszy - recenzja filmu „Sound of metal”

  • Dodał: Daniel Sztyk
  • Data publikacji: 22.02.2021, 18:08

Czasami wydaje nam się, że nasze życie jest ustabilizowane. Czujemy się szczęśliwi i spełnieni. Jednak czasem musimy zostać wystawieni na próbę, tak jak Ruben, czyli główny bohater filmu Sound of metal. Czy uda mu się przezwyciężyć przeciwności losu i uratować to, co najbardziej kocha?

 

Sound of metal to historia młodego perkusisty zespołu metalowego, Rubena, który jest w trakcie trasy ze swoim zespołem. Razem ze swoją dziewczyną przemierzają Stany Zjednoczone, gdzie każdego wieczoru zachwycają swoich fanów. Pewnego dnia w trakcie przygotowań do kolejnego koncertu Ruben przestaje słyszeć. Bohater ma nadzieję, że to chwilowe. Nic bardziej mylnego. Teraz będzie musiał nauczyć się żyć bez słuchu, a co za tym idzie - przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości. 

 

Od razu pragnę zaznaczyć, że opis filmu może być mylący. Na pierwszy rzut oka może nam się wydawać, że mamy do czynienia z filmem o muzyce. Miłośnicy metalowych brzmień mogą poczuć się nieco rozczarowani. Ważniejsza od dźwięków muzyki jest tutaj cisza, cisza z którą Ruben musi nauczyć się żyć. Razem z bohaterem oswajamy się z nowo zastaną rzeczywistością. Reżyser stara się oddać to, jak słuch bohatera się pogarsza. Nie rezygnuje z wyciszeń, dodaje szumy, które obecne są w scenach dialogowych. To wielka siła tej produkcji, ponieważ ten zabieg jest tutaj zrealizowany bardzo naturalnie. Gratulacje należą się dźwiękowcom, którzy wiedzieli, jak oddać zmiany w ludzkim słuchu.

 

Tak jak wspomniałem wcześniej, Mardera bardziej od muzyki interesuje podróż głównego bohatera. Nowa rzeczywistość to nowe wyzwania. Problem ze słuchem to swego rodzaju wystawienie Rubena na próbę. Musi on pójść na terapię, nauczyć się po prostu żyć ze swoim schorzeniem. Nauka migowego, asymilacja ze społecznością cierpiących na wadę słuchu czy detoks od muzyki - to tylko niektóre z wyzwań czekających na bohatera. To wszystko czyni Sound of metal kinem egzystencjalnej drogi, której zwieńczeniem ma być zgoda z nowym porządkiem. Czy jednak Ruben jest w stanie przełknąć tę pigułkę od życia ?

 

Tej produkcji nie byłoby bez dwóch wybitnych ról. Riz Ahmed w roli protagonisty jest przekonujący od pierwszej do ostatniej minuty. Na jego twarzy rysuje się zakłopotanie, czujemy, że jest on niepewny i nie jest w stanie przewidzieć tego, co przyniesie przyszłość. Jest to zdecydowanie najlepsza rola tego aktora. Równie rewelacyjny jest Paul Raci, wcielający się w rolę mentora głównego bohatera. Próbuje nauczyć Rubena życia z chorobą, której tak naprawdę nie definiuje jako choroby. Raci za pomocą prostych emocji kradnie nasze serca w każdej scenie, w której się pojawia.

 

Uważam Sound of metal za udany film, jednak w mojej opinii nie jest on dziełem w stu procentach spełnionym. Niektóre momenty nie wybrzmiewają tak jak powinny, a pierwszy i trzeci akt nie są nawet w połowie tak dobre, jak wybitny akt drugi. Niedosyt pozostawia także wątek dziewczyny głównego bohatera, której poświęcono tutaj zdecydowanie za mało miejsca. Te grzechy jednak nie czynią z Sound of metal złego filmu. To bardzo kompetentny obraz, który niejednego poruszy. We mnie nie zostawił aż takiego śladu, ale to nadal kawał bardzo dobrego kina, któremu po prostu powinniście dać szansę.

 

7,5/10