Szczęście w kieliszku - recenzja filmu „Na rauszu”
Sturla Brandth Grøvlen/Multikino

Szczęście w kieliszku - recenzja filmu „Na rauszu”

  • Dodał: Daniel Sztyk
  • Data publikacji: 28.02.2021, 15:48

Filmy o alkoholizmie wpadają w dużą liczbę pułapek. Jedne są zbyt moralizatorskie. Drugie pokazują tylko i wyłącznie ciemną stronę spożywania trunków. Trzecie nie potrafią powiedzieć nic nowego w temacie tego uzależnienia. Na rauszu podchodzi do tematu w sposób świeży, prezentując zarówno radość płynącą z opróżniania każdej kolejnej butelki, jak i konsekwencje płynące z utraty kontroli nad piciem.

 

Na rauszu to historia czterech przyjaciół, którzy pracują w szkole. Ich życie jest rutyną i popadaniem w coraz większy marazm. Brakuje im skarbów młodości oraz wielkich namiętności. Wszystko zmienia się, gdy postanawiają poddać się eksperymentowi, polegającemu na utrzymywaniu stałego poziomu alkoholu we krwi. Już sam koncept przyjęty przez Vinterberga to zerwanie z kliszami. Bohaterów nie poznajemy jako alkoholików, ale ludzi z pozycją, którzy pragną po prostu zmienić swoje życie, znaleźć nową energię. 

 

Jako że jest to film traktujący o piciu alkoholu i jego skutkach, zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy samym napoju wysokoprocentowym. Twórca Festen nie idzie na skróty. Zamiast traktować picie jako po prostu brutalny nałóg, ubiera alkohol w nowe szaty interpretacyjne. Pełni on tutaj funkcję symbolu przeszłości, za którą bohaterowie tak bardzo tęsknią. Jest tożsamy z młodością, którą bohaterowie już utracili. Jednak to, co wydaje się być tutaj najważniejsze, to fakt, że opowieść o piciu pozwala na rozliczenie się z ludzkimi lękami. Bohaterowie zaglądają do kieliszka, by znaleźć w sobie odwagę oraz stać się kimś innym niż na co dzień. Duński reżyser burzy tutaj powszechny portret męskości i pokazuje bohaterów, którzy zarówno będąc trzeźwymi, jak i pijanymi, nie posiadają kontroli nad swoim życiem.

 

Bardzo dużo mówię w swojej recenzji o pracy Vinterberga, jednak dla mnie największą gwiazdą tego obrazu pozostaje Mads Mikkelsen, który w Na rauszu wszedł na wyższy poziom aktorstwa. Wystarczy spojrzeć w jego oczy, które często są przeszklone. Emocje Mikkelsena to zawsze czyste nuty, które nawet przez chwilę nie ocierają się o fałsz. Każdą scenę kradnie dla siebie, a po obejrzeniu finału nie będziecie mieli już wątpliwości, że to kawał niesamowitej aktorskiej pracy. Dla mnie to zdecydowanie najlepsza rola w jego karierze, która zasłużyła na wszelkie możliwe laury. Trzeba przyznać, że Mikkelsen sprawdza się o niebo lepiej w ambitnych europejskich produkcjach niż w hollywoodzkich blockbusterach.

 

Takim właśnie dziełem jest Na rauszu, spełnionym, niekonwencjonalnym i wybitnym. To film, który zostanie ze mną na lata. Cieszę się, że dostaliśmy w kinie portret alkoholizmu, który pokazuje go z trochę innej strony niż ta najbardziej destrukcyjna. Jednak pamiętajmy, że to także przestroga i z niczym w życiu nie powinniśmy przesadzać. Zobaczenie tej produkcji uznaję za obowiązek kinomana, bo ta jest potencjalnym klasykiem europejskiej kinematografii. Jestem poruszony i już nie mogę się doczekać kolejnego seansu. 

 

Ocena: 9,5/10