Gdy potwory wychodzą spod łóżek - „Wizyta” [RECENZJA]
Aleksandra Banaszak / źródło własne

Gdy potwory wychodzą spod łóżek - „Wizyta” [RECENZJA]

  • Dodał: Aleksandra Banaszak
  • Data publikacji: 05.03.2021, 18:57

Helen Phillips to pisarka, laureatka wielu nagród i wykładowczyni w Nowym Jorku. Magazyn Time uznał „Wizytę” za jedną z 10 najlepszych książek wydanych w 2019 roku.

 

Świat, w jaki się zagłębiamy, jest miejscem niezwykle mrocznym i skomplikowanym. Poznajemy naszą bohaterkę kulącą się z dziećmi w łazience, nasłuchującą kroków intruza w domu. Jest sama, nie ma broni, jej mąż wyjechał. Kobieta niedawno urodziła drugie dziecko, a jej pierwsze ma niespełna cztery lata. Molly – bo tak ma na imię – musi zmierzyć się z tajemniczym gościem, który naruszył spokój jej domowego królestwa. Czego chce? Kim jest? I dlaczego ma na sobie maskę jelenia? Na to i wiele innych pytań przyjdzie jej poznać odpowiedzi, ale by to zrobić, będzie musiała pokonać największy, odwieczny strach każdego rodzica: ten przed utratą ludzi, których kochamy najbardziej.

 

Co byś zrobił, gdyby wszystkie potwory ukrywające się pod twoim łóżkiem nagle spod niego wyszły? Stanęły z tobą twarzą w twarz, owiały oddechem pełnym rozpaczy, smutku, ale również zimnej i mrocznej determinacji? Spoglądały ci prosto w oczy, rzucając wyzwanie, któremu nie możesz, a musisz podołać? Molly nie musi się nad tym zastanawiać. Ona to przeżywa. Na początku może się wydawać, że jej strach jest wyłącznie produktem zmęczonego umysłu – każdy świeżo upieczony rodzic wie najlepiej o tym, jak dzieci potrafią być wymagające. Ci, którzy ich nie mają, nie będą mieli problemu, aby to sobie wyobrazić, bo autorka w sposób niezwykle obrazowy, ale szczery opisuje doznania, jakie towarzyszą przy wychowywaniu potomstwa. Najważniejszym z nich jest ciągłe poczucie strachu: to właśnie ono wybija się na pierwszy plan i staje się swoim własnym, odrębnym bohaterem w książce. Takim, którego obecność towarzyszy nam przez cały okres trwania historii, od początku, aż do jej końca.

 

Lęk, zagubienie, radość, rozpacz – wszystkie te emocje dotykają nas na różnych etapach historii równocześnie. Wiele rzeczy w książce dzieje się równocześnie i nie jest to przypadkowy zabieg. Czas jest bardzo ważnym elementem fabuły, jego złożoność, przemijalność, przypadkowość, a może nawet pewna okrutność. Zwłaszcza to ostatnie jest bardzo wyraźnie zaznaczone w fabule, która początkowo wydaje się prosta. Ot, mamy samotną kobietę z dziećmi, która musi walczyć z intruzem, ale, jak było to wspomniane wcześniej, świat, jaki stworzyła Phillips - jego bohaterowie i ich relacje - jest o wiele bardziej skomplikowany, niż początkowo się wydaje. Nie można za wiele mówić o Molly i Intruzie, aby nie zdradzić fabuły, ale to, o czym trzeba wspomnieć, to, że są to postacie niezwykłe, ludzkie, po prostu. Obu bohaterów możemy zrozumieć, nawet jeśli nie zawsze do końca popieramy ich działania.

 

Sposób prowadzenia antagonisty sam w sobie jest trochę nietypowy, momentami można odnieść wrażenie, że brakuje pewnego rozwinięcia i być może głębszego zanurzenia się w pewien aspekt psychiki Intruza, który zostawia się nam do domysłu, a który dla niektórych osób mógłby być bardziej opisany. Nie jest to jednak jakaś „wada”, bo sama historia jest niezwykle wciągająca i czyta się ją z przyjemnością. Struktura książki została podzielona na pięć części, a wszystkie ich rozdziały są dosyć krótkie, co nadaje dynamizmu i sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko. Jeśli chodzi o zakończenie – na pewno dla wielu będzie zaskakujące, zostawi po sobie trudne do zdefiniowania uczucie, które będzie towarzyszyć nam przez jakiś czas. Takie, które będzie tkwić w środku, rezydując gdzieś poniżej żołądka, uciskając od czasu do czasu i przypominając o tym, że czasem nasze potwory faktycznie mogą wyjść spod łóżka.

 

Na koniec pora krótko omówić techniczne aspekty „Wizyty”. Okładka, która została zaprojektowana przez Kouzou Sakai, jest niezwykle klimatyczna, a w dodatku nawiązuje do fabuły. Zarówno przód, jak i tył książki, utrzymane są w kolorach granatu, którego dominację zaburza niewielkie okno przedstawiające błękit nieba, razem z postacią, która stoi na drodze czytelnika. To bardzo symboliczne nawiązanie, a po przeczytaniu książki postać jelenia na okładce ma jeszcze mroczniejszy wydźwięk. Historia Helen Phillips została przełożona przez Maciejkę Mazan, której tłumaczenie czyta się bardzo przyjemnie, a język, jaki stosuje, jest prosty i przystępny. Podsumowując, Wizyta", którą miałam okazję przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka, jest pozycją, którą mogę z czystym sumieniem polecić każdemu, kto lubi starcia z potworami spod łóżka.

 

Tytuł: Wizyta

Autor: Helen Phillips

Tłumaczenie: Maciejka Mazan

Liczba stron: 320

Cena: 38 zł

Aleksandra Banaszak – Poinformowani.pl

Aleksandra Banaszak

Jestem absolwentką filologii polskiej na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Interesuję się szeroko pojętą kulturą – literaturą, filmami… ale też jej internetowym obliczem, które jest równie ciekawe, co jej tradycyjna forma.