"Ojciec" [RECENZJA]
Ojciec/IMDb

"Ojciec" [RECENZJA]

  • Dodał: Maciej Baraniak
  • Data publikacji: 22.05.2021, 02:49

Kina powoli wracają do życia, a wraz z tym wydarzeniem wiele osób zastanawia się, co ciekawego można będzie obejrzeć na dużym ekranie. Moja odpowiedź jest bardzo prosta - Ojca. Nie można pozwolić, aby stepujący Anthony Hopkins zginął w gąszczu wielu widowiskowych blockbusterów, dlatego też warto pochylić się nad pozostałymi zaletami tej produkcji w bezspoilerowej recenzji.

 

Ojciec to film szczerze i boleśnie przedstawiający chorobę Alzheimera. Choć jego stylistyka wygląda dość przyjaźnie, to jest on wyjątkowo przerażający, lecz nie w sposób do jakiego przyzwyczaiły nas współczesne horrory. To produkcja, która straszy nas niejednoznacznością, tajemniczością, a przy tym tworzy bardzo klaustrofobiczny klimat. Wykorzystuje w tym celu ukazanie różnych wydarzeń, często sprzecznych ze sobą, które nierzadko wzbudzają w nas lekki dreszczyk emocji, a całość może przywołać na myśl Wyspę tajemnic Martina Scorsese, choć opowiada o czymś zupełnie innym.

 

Aurę tajemnicy i mroku przełamuje tutaj humor, który pojawia się całkiem często i zawsze wpasowuje się idealnie. Za każdym razem zastanawiałem się czy Anthony Hopkins miał tutaj scenariusz i to wszystko było specjalnie wymyśloną sceną, czy po prostu bawił się wedle własnego uznania. Nie oznacza to oczywiście, że film ma tak zły scenariusz, że ludzie musieli aż improwizować by zrobić coś dobrego, a po prostu pokazuje, ile radości miał ten aktor, mogąc odgrywać swoją rolę. Zresztą jego występ to prostu kwintesencja aktorstwa w każdym calu, gdyż przechodzi od wspomnianej we wstępie genialnej scenie stepowania, do wyjątkowo dramatycznych momentów, a przy tym zawsze pozostaje wiarygodny. Nic dziwnego, że to właśnie on zdobył Oscara za rolę pierwszoplanową.

 

Reszta obsady również daje sobie radę i robi, co może, by nadążyć za Anthonym, choć ten wysoko zawiesił poprzeczkę. Olivia Colman doskonale sprawdziła się w roli córki, choć jej rola wymagała naprawdę wiele umiejętności. Cała jej kreacja to postać bardzo dramatyczna, która z dnia na dzień coraz bardziej cierpi. Nawet kiedy się uśmiecha, ma zagrać ten moment radości i otuchy, to wciąż widzimy ból, jaki przeszywa ją od środka. Zresztą pozostali również dają radę, mimo że scenariusz wymagał od nich naprawdę dużo.

 

Na uwagę zasługuje również reżyseria. Choć można by pomyśleć, że Florian Zeller nie zrobił tutaj nic nadzwyczajnego, gdyż po prostu przedstawił mieszkanie, w którym dzieją się wszystkie wydarzenia, to jednak jest to jedynie pozorne myślenie. To właśnie wizerunek tej małej przestrzeni jest powodem wspomnianej aury tajemnicy. Można było to spłycić, zrobić sucho i bez charakteru, ale dzięki temu stało się wręcz przeciwnie. Każdy zakątek został dobrze przemyślany i widać w nim duszę jego twórcy, za co należą się szczere słowa uznania.

 

Podsumowując, jest to jeden z tych filmów, w których groza doskonale przeplata się w humorem i dostarcza nam dzieło praktycznie doskonałe. Wreszcie ktoś przedstawił chorobę Alzheimera taką, jaką powinna być postrzega - jako zło ostateczne, od którego nie da się uciec. Oczywiście powtórzę raz jeszcze, gdyby komuś to umknęło - stepujący Anthony Hopkins - czy komuś trzeba czegoś więcej do szczęścia?

Maciej Baraniak – Poinformowani.pl

Maciej Baraniak

Człowiek, który wreszcie wyszedł z maturalnego piekła i cieszy się chwilową wolnością. Miłośnik kina oraz komiksów z bardzo specyficznym gustem muzycznym. Oto cały ja.