"Moonshadow" [RECENZJA]
Zdjęcie własne

"Moonshadow" [RECENZJA]

  • Dodał: Maciej Baraniak
  • Data publikacji: 11.08.2021, 23:02

W momencie, gdy skończyłem czytać Moonshadow, zrozumiałem, że napisanie jego recenzji będzie prawdziwym wyzwaniem. Oto mamy dzieło wielkie rozmiarem, ale i przekazywaną treścią. Pozycja, która zdecydowanie nie trafi do każdego, a ja czuję się zobowiązany wytłumaczyć dlaczego tak uważam, nie ujmując jej przy tym wagi wartości, jakie niesie za sobą jej przekaz. Dlatego też zapraszam do mojej analizy tego klasyka, gdzie postaram się szerzej wyjaśnić co mam na myśli oraz podzielić się swoimi, dość niejednoznacznymi, odczuciami.

 

Moonshadow to opowieść o międzygalaktycznej wędrówce głównego bohatera, którym jest tytułowy Moonshadow. Podczas swojej podróży będzie on musiał poznać świat, odkryć własną tożsamość, a także zdecydować, jakimi wartościami będzie chciał się kierować w życiu. Album wydany w Polsce zawiera pierwotną historię w postaci jednego dużego albumu, ale dołączono do niego również epilog zatytułowany Żegnaj, Moonshadow, napisany przez autora pierwowzoru po latach. Po opisie fabuły łatwo rzec, iż jest to Mały Książę dla dorosłych, lecz radzę unikać pójścia za tym tropem, ponieważ bardzo łatwo można się później rozczarować.

 

Jak wspomniałem we wstępie, jest to pozycja, z którą mam kilka problemów, lecz do nich przejdę dopiero pod koniec moich wywodów. W pierwszej kolejności chciałbym pochwalić samą spektakularność dzieła. Jest to bowiem pierwsza w historii powieść graficzna, która wręcz zdefiniowała ten gatunek. Gdyby nie debiut tej opowieści, nie otrzymalibyśmy takich klasyków jak Strażnicy Alana Moore'a, a to już doskonale mówi nam z czym mamy do czynienia. To widać na każdej stronie, ale i w każdej kwestii. Wszystko miało być monumentalne, by pokazać czytelnikom zupełnie nową stronę medium komiksowego i patrząc na obecną sytuację rynkową, łatwo stwierdzić, iż autor zrealizował swoje zadanie.

 

O dziwo, ważnym elementem w tym wszystkim stała się groteska. To zjawisko kojarzone głównie z lekturami szkolnymi dwudziestolecia międzywojennego, pokroju Ferdydurke, tutaj stało się w zasadzie podstawą całości. Wszystko jest w tym dziele absurdalne, ale zarazem przedstawione w pełni poważnie. Może być to z początku mylące dla kogoś, kto oczekuje dzieła wybitnego, o którym cały czas mówię, aczkolwiek jest to groteska dobrze przemyślana, która niesie za sobą konkretny morał. Dzięki temu dzieło zyskuje jeszcze więcej głębi, a czytelnik będzie miał do czego wracać, by po latach dojrzeć więcej niż widział przy poprzednim kontakcie.

 

Warstwa graficzna jest równie olśniewająca. Większość rysunków wygląda niczym żywcem wyciągnięta z prawdziwych obrazów i tym samym podkreśla tę baśniową atmosferę całego dzieła. Ten klimat sprawdza się przy głównym motywie podróży, będącą w końcu nie tylko przeprawą fizyczną dla naszego protagonisty, ale także duchową. Wspaniale łączy się to z patetyczną narracją i barwnymi, niekiedy irracjonalnymi przez groteskę, opisami. Stwarza to aurę surrealistyczną, niczym żywcem wyjętą z najambitniejszych snów autora.

 

Tak jak wspomniałem we wstępie, mam z tą powieścią graficzną spory problem. Choć w moich wywodach czuć podziw wobec tego dzieła, tak podczas lektury zrozumiałem, iż nie jest ona dla każdego. W końcu nie wszystkim przypasuje wspomniana groteska, tudzież baśniowy klimat. Teoretycznie, zawsze mam na względzie, że dane dzieło jest dla konkretnej grupy odbiorców, jednakże tutaj daje się to bardziej we znaki, niż zazwyczaj. Przy każdym przewróceniu strony miałem w głowie te osoby, które sprawdzą tę historię i nie zrozumieją jej blasku, a ja w zasadzie się nie zdziwię. Bo jeśli ktoś nie pokocha tej surrealistycznej atmosfery, nie zrozumie tych alegorii, czy poszczególnych wątków, to może się mocno rozczarować. Jeśli jednak ktoś to jednak lubi, to ta pozycja została dla niego stworzona.

 

Chciałbym jeszcze wspomnieć kilka słów o epilogu, który jest stosunkowo przeciętny. Pozostawienie historii z otwartym zakończeniem ewidentnie nie dawało spokoju autorowi, w związku z czym, ten postanowił dopisać ostatni rozdział życia naszego bohatera. Ten powrót zdecydowanie nie był konieczny, choć czuję w nim olbrzymie serce do tej opowieści. Widać, że zależało mu na dopowiedzeniu tego, co niedopowiedziane, nawet jeśli komuś nie przypadnie to do gustu. Dla mnie ta historia skończyła się wraz z oryginalnym zakończeniem, natomiast ostatnie strony traktowałem już jedynie jako ciekawostkę, aby pozostawić sobie po nim lepsze wspomnienie.

 

I oto całe Moonshadow. Niepowtarzalna i spektakularna kosmiczna epopeja, która zostanie ze mną przez lata. Sny już nigdy nie będą tak dobre, bo ta prawdziwie surrealistyczna opowieść prawdopodobnie przewyższyła wszystkie przyszłe wytwory mojej wyobraźni. Choć nie jest to pozycja dla wszystkich, to na pewno znajdzie ona wielu swoich zwolenników, do których i ja przyłączyłem się pod wpływem przeczytania ostatniej strony.

 

 

Maciej Baraniak – Poinformowani.pl

Maciej Baraniak

Człowiek, który wreszcie wyszedł z maturalnego piekła i cieszy się chwilową wolnością. Miłośnik kina oraz komiksów z bardzo specyficznym gustem muzycznym. Oto cały ja.