"Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni" [RECENZJA]
Shang-Chi/IMDb

"Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni" [RECENZJA]

  • Dodał: Maciej Baraniak
  • Data publikacji: 05.09.2021, 10:11

Fani uniwersum Marvela nie mogą narzekać na brak nowych treści. Poza nowościami serialowymi, zostaliśmy uraczeni Czarną Wdową, a już po dwóch miesiącach od jej premiery możemy poznać najnowszego bohatera w tym świecie. Czas więc pochylić się nad jakością jego przygód i stwierdzić, czy w parze z dużą ilością, idzie także dobra jakość nowych produkcji.

 

Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni opowiada przygody tytułowego bohatera (Simu Liu), który po 10 latach mieszkania w USA zostaje zmuszony wrócić do rodzimych Chin, by stawić czoła swojemu ojcu (Tony Chiu-Wai Leung). W realizacji celu wspomoże go wierna przyjaciółka (Awkwafina), a także ważną rolę odegra jego siostra (Meng'er Zhang). Oczywiście nie zabraknie również gościnnych występów innych postaci, natomiast nie chcę zdradzać zbyt wiele, aby uniknąć spoilerów.

 

Już na wstępie zaznaczę, że kampania reklamowa tego filmu, mocno mnie do niego zniechęciła. Widziałem w tym widowisku kolejny film Marvela bez polotu, o którym zapomnę już po tygodniu, ale z racji, iż jest to część MCU, to wypada go chociaż raz zobaczyć. Dlatego z wielkim żalem przyznaję, że jest to jedna z najbardziej nietrafionych tegorocznych kampanii, bowiem Shang-Chi to konkretny blockbuster mający naprawdę wiele uroku.

 

Przede wszystkim muszę pochwalić cudowne sceny walki. Choreografie zostały starannie przemyślane i mimo, że potrafią trwać naprawdę długo, to cały czas ogląda się to z wypiekami na twarzy. Otoczenie jest często wykorzystane, a każdy cios ma swoją odpowiednią wagę, dzięki czemu naprawdę robi to wrażenie. Choć czasem widać dużą ilość cięć, to niekiedy zostanie zastosowane dłuższe i ciągłe ujęcie które nam to ładnie wynagrodzi. Generalnie czuć tutaj olbrzymią miłość do kina kopanego i fani tego gatunku ze spokojem mogą udać się na ten seans, gdyż to film stworzony dla nich.

 

Punktem spornym są w mojej opinii bohaterowie. Protagonista jest całkiem sympatyczny, jednakże często zastanawiałem się, za co ja mam go właściwie lubić. Mam świadomość, że jego dzieciństwo nie było proste, natomiast spora część scen gryzła się ze sobą i nie miała większego sensu logicznego. Natomiast postać, w którą wciela się Awkwafina to, w mojej opinii, jedna z najgorszych bohaterek w Marvelu od lat. Jest nieśmiesznym comic reliefem z najbardziej prostolinijną drogą, jak tylko się da, co akurat mogłoby bawić, gdyby było samoświadome. Niestety, tak nie jest.

 

Naprzeciw nim wychodzą postaci znane z poprzednich produkcji tego uniwersum. W szczególności wątek jednego z nich jest naprawdę świetny i każde jego pojawienie na ekranie było dla mnie przyjemne. Ponadto antagonista historii jest naprawdę interesujący, a co ważniejsze, fenomenalnie zagrany. Niezależnie czy go polubimy, czy też nie, to i tak potrafimy go zrozumieć, a to jest dla mnie najważniejsze. Aktor fenomenalnie sprzedaje nam tę rolę i za to należą się brawa. Podobno była jeszcze siostra, ale nie wiem czy mogę coś więcej napisać, poza informacją, że była.

 

Podobnie do wątku siostry wypada główna intryga. Bohaterowie chodzą od punktu A do punktu B, biją się (co jest akurat super), rozmawiają ze sobą (co jest mniej super) i tak mija nam prawie dwie i pół godzinki seansu. Ponadto trzeci akt to klasyczny Marvel w swojej hermetycznej i spektakularnej formule, więc jeśli ktoś polubił już te olśniewające sceny kina kopanego, to będzie musiał się z nim pożegnać, niczym z teletubisiami za dzieciństwa mówiąc smutne "pa pa", ponieważ fani muszą dostać WIELKĄ stawkę. Są wybuchy, rzeczy większe niż życie, a w tle na sali kinowej słychać cichy płacz ludzi, tęskniących za tym, co już polubili i właśnie stracili.

 

Ostatecznie Shang-Chi to naprawdę przyjemna rozrywka na odpowiednim poziomie, która gubi się w opowiadaniu historii bohaterów, ale dostarcza nam piękne sceny walki, wyróżniające się pośród generycznych promieni Kapitan Marvel. Pewnie sam nie wrócę już do tej produkcji, ale niektóre sekwencje będę sprawdzał czasem na YouTube, gdyż są naprawdę solidne. Mimo wszystko jest to część Marvel Cinematic Universe, więc na pewno fani tego świata nie odpuszczą sobie okazji, by poznać nowego bohatera, a mi pozostaje wszystkim życzyć udanego seansu.

 

Film jest już dostępny w polskich kinach.

 

Maciej Baraniak – Poinformowani.pl

Maciej Baraniak

Człowiek, który wreszcie wyszedł z maturalnego piekła i cieszy się chwilową wolnością. Miłośnik kina oraz komiksów z bardzo specyficznym gustem muzycznym. Oto cały ja.