"Suicide Squad. Zła krew" [RECENZJA]
Zdjęcie własne

"Suicide Squad. Zła krew" [RECENZJA]

  • Dodał: Maciej Baraniak
  • Data publikacji: 24.10.2021, 14:11

Nie wiem, czy Legion Samobójców miał kiedyś większe szczęście do dzieł popkultury, niż właśnie teraz. Niedawno ukazał się przecież genialny film od Jamesa Gunna, niebawem swojej premiery doczeka się jego serialowa kontynuacja, poświęcona postaci Peacemakera, a gdzieś pomiędzy nimi został wydany komiks od Toma Taylora. Czas więc pochylić się nad tym ostatnim i jasno odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego warto go kupić?

 

Suicide Squad. Zła krew to komiks opowiadający przygody tytułowej drużyny w nowym wydaniu. Idea jest taka jak zawsze - bierzemy kilkoro mało istotnych złoczyńców i dwie/trzy postaci, które wszyscy znają, wszczepiamy im bomby w głowy, a potem każemy wykonywać misje, aby odpracowali swoje wyroki. W tym przypadku powodem nie będzie do końca przymus odpracowania wyroku, jednakże to już pozostawiam bezpośrednio czytelnikom.

 

Od razu zaznaczę, aby nie zlinczowali mnie czytelnicy - to nie jest ten sam filmowy Suicide Squad, jaki przedstawił nam James Gunn. Tom Taylor miał własny pomysł na stworzenie tytułowej drużyny i zrobił ją wedle własnych upodobań. Dlatego też skład jest zupełnie inny, a nawet gdy pojawi się ktoś znajomy, to może być zupełnie inaczej napisany. Najłatwiej ukazać to na przykładzie postaci King Sharka, którego w ramach filmu uwielbiałem, a tutaj życzyłem mu szybkiej i bolesnej śmierci. Jednak ta odmienność wcale nie jest zła, a wręcz przeciwnie, gdyż daje nam zupełnie inne doświadczenie.

 

A trzeba przyznać, iż lektura tego tomu to doświadczenie niesamowicie przyjemne. Zdecydowanie najbardziej rzucił mi się w oczy humor, który jest po prostu genialny. Mamy mnóstwo żartów sytuacyjnych, często wyśmiewających standardowe klisze filmowe i komiksowe, ale wszystko jest tu zrobione z odpowiednim wyczuciem, dzięki czemu działa rewelacyjnie. Śmiem twierdzić, że był to najzabawniejszy komiks, jaki miałem okazję czytać w tym roku, a to już wiele dla mnie znaczy.

 

Warto jednak zaznaczyć, iż nie samym humorem ta pozycja stoi. Poza świetnymi żartami, autor napisał także fantastycznie relacje międzyludzkie. Czuć, że między konkretnymi bohaterami jest chemia, a sam zespół dociera się nadzwyczaj naturalnie. Cieszy mnie przy tym, że wszystko jest tutaj konsekwentne. Często określone decyzje zamykają jakąkolwiek furtkę do przyjaźni bohaterów i na szczęście twórca doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dostarczając nam przy tym głębokie i ciekawe konflikty.

 

Poza relacjami muszę także docenić jak został tutaj napisany Deadshot. Jego wątek naprawdę potrafi wzruszyć i szczególnie wyróżnia się on na tle pozostałych postaci. Aby nie zdradzać zbyt wiele, wspomnę jedynie, że jest to jeden z tych ludzi, których życie zraniło już za mocno i nie widzi już motywacji do dalszego działania. Oczywiście splotem nachodzących po sobie wydarzeń będzie zmuszony zmusić się działania i walki o to co mu zostało. Jest to szczere, życiowe i naprawdę angażujące.

 

Troszkę jednak ponarzekać na ten tytuł muszę. Przede wszystkim czuję, że wiele z postaci zostało za bardzo spłyconych i w zasadzie stanowi jedynie tło całej opowieści. Mam świadomość, iż Tom Taylor mógł nie mieć na nich szczególnych pomysłów i chciał, aby właśnie takowe tło stanowili, jednakże czułem w nich naprawdę spory potencjał i kłuło mnie tak powierzchowne potraktowanie ich wątków. Teoretycznie wynagradza nam to droga Deadshota, aczkolwiek chciałoby się tego zespołu trochę więcej.

 

Za to muszę przyznać, że wszystko jest naprawdę ładne. Rysunki nie powalą nikogo unikatowym stylem, ale całkiem ładnie łączą się z lekko przerysowanym klimatem całej opowieści. Wystarczy spojrzeć na zdjęcie główne artykułu, by samodzielnie ocenić, czy taki wygląd postaci będzie komuś odpowiadać. W mojej opinii nawet jeśli komuś ten styl się nie za bardzo podoba, to lektury na pewno nie popsuje.

 

Ostatecznie Suicide Squad. Zła krew to naprawdę świetna pozycja. Uśmiałem się przy niej nieraz, wzruszyłem także, ale przede wszystkich genialnie się bawiłem. Mogę trochę narzekać, że ten czy tamten wątek nie wyszedł olśniewająco, ale i tak na końcu będę pamiętał tylko te dobre momenty, gdyż było ich zdecydowanie więcej. Może to nie jest najlepszy komiks tego roku, ale zdecydowanie jest jednym z moich ulubionych, ponieważ dawno nic nie dało mi takiej autentycznej frajdy z lektury.

 

Ten oraz inne komiksy i gry planszowe kupicie w sklepie Rubico.

Maciej Baraniak – Poinformowani.pl

Maciej Baraniak

Student UEP na kierunku prawno-ekonomicznym. Prywatnie miłośnik różnych gatunków kina oraz komiksów z bardzo specyficznym gustem muzycznym.