"Punisher" tom 1 [RECENZJA]
Zdjęcie własne

"Punisher" tom 1 [RECENZJA]

  • Dodał: Maciej Baraniak
  • Data publikacji: 07.11.2021, 19:27

Jeśli ktoś myślał, że wydawanie przygód Punishera skończy się po premierze ostatniego tomu serii MAX, to właśnie może się miło zaskoczyć (a zapewne jego portfel i żona bądź mąż już mniej). Bowiem tak się złożyło, że Egmont rozpoczął wydawanie kolejnej linii, zatytułowanej Marvel Knights, którego początek mam przyjemność zrecenzować poniżej.

 

Nowy Punisher przedstawia dalsze losy głównej postaci w uniwersum Marvela. Jest to pozycja, po którą zapewne sięgną fani wspomnianego MAXA, ale można to sprawdzić również bez znajomości czegokolwiek innego. Ja akurat sprawdzałem tylko niektóre tomy z poprzedniej serii, natomiast w tej odnalazłem się bez większego problemu, gdyż próg wejścia jest naprawdę niski. Warto także dodać, iż za scenariusz ponownie odpowiada Garth Ennis, mający już wieloletnie doświadczenie w pisaniu przygód tej postaci.

 

Niestety nazwisko twórcy jest kluczem w moich dywagacjach. Tak się bowiem składa, że Garth Ennis to scenarzysta świetny, ale słynący z bardzo specyficznego humoru. Z jednej strony potrafi napisać coś naprawdę dojrzałego i świeżego, a potem rzuca żarty, których nie powstydziłby się 13-latek w czasie rozmowy ze swoimi kolegami. W związku z tym wielokrotnie odbijałem się od tytułów tego autora, w tym szczególnie tych, gdzie dawał upust swojej młodzieńczej fantazji jak np. The Boys (w przeciwieństwie do serialu, który się tego pozbył i okazał się świetny). Mimo obaw chętnie sprawdziłem tę pozycję i jak się okazało, robi wszystko, o czym tutaj powiedziałem.

 

Zacznijmy jednak od plusów, gdyż ich będzie więcej. Przede wszystkim jest to dobrze zrobiony komiks akcji. Fabuła jest stosunkowo prosta, ponieważ obserwujemy Punishera, który wrócił do miasta i bierze za cel konkretną rodzinę mafijną, by skrupulatnie się jej pozbyć. Nic przesadnie wybitnego, aczkolwiek Ennis dba o różne urozmaicenia, choćby w postaci odmiennych lokacji, gdzie będą się toczyć walki. Ponadto tempo jest odpowiednio wyważone, dzięki czemu nic się nie dłuży, a wręcz bardzo szybko przelatuje się przez lekturę, czyli tak, jak powinno to wyglądać w takich tytułach.

 

Inną zaletą są niewątpliwie wątki poboczne. W związku ze stałym miejscem zamieszkania wokół Punishera pojawiają się sąsiedzi, którzy poza Panem Dumpo (o którym w dalszej części recenzji) wypadają bardzo ciekawie. Poza tym pojawią się pewni specyficzni antybohaterowie, a także będziemy śledzić losy pewnego policjanta, dla którego największym cierpieniem jest egzystencja. Dzięki temu czujemy, że to wszystko jest bardziej żywe i ludzkie, gdyż nie obserwujemy wyłącznie smutnego mężczyzny zajmującego się zabijaniem ludzi.

 

Łączy się to doskonale z humorem, który jest tutaj bardzo różny. W znacznej części jest to klasyczny dla Ennisa humor, przywodzący na myśl najtańsze i najgłupsze produkcje klasy B. Jednakże muszę przyznać, iż w wielu miejscach całkiem mnie bawił i stworzył mi otoczkę tego irracjonalnego gniota, gdzie wszystko co głupie po prostu takie ma być. Trzeba od razu podejść do tego z odpowiednim dystansem, bo inaczej lektura będzie męczarnią i wiele osób nie będzie w stanie przez nią przebrnąć. Jak się jednak stworzy zawieszenie niewiary, to bardzo często możemy się uśmiechnąć.

 

Mówię bardzo często, bo niestety pewne żarty przekraczają już pewne granice, aż za mocno. Szczególnie obraźliwe wydawały mi się żarty ze wspomnianego Pana Dumpo, który jest tym klasycznym, stereotypowym grubszym Panem, nie znającym jakichkolwiek umiarów. O ile jeden żart jeszcze mnie nawet nie ruszył, tak każdy kolejny był już po prostu irytujący. Rozumiem, że coś miało być głupie, czy irracjonalne, ale tutaj zostało to podane zwyczajnie z niesmakiem. Ten sam dylemat mam wobec niejakiego Ruska, który na samym początku działa, ale z każdą kolejną stroną miałem go już autentycznie dosyć. Co za dużo, to nie zdrowo Panie Ennis...

 

W kwestii rysunków mogę natomiast powiedzieć, że nie są one szczególnie dobre ani szczególnie złe. Ot, klasyczny styl początku XXI w., gdzie ludzie rysowali wszystko w lekko plastikowy, ale niezbyt bolesny dla oka sposób. Styl pasuje do lat, w których był tworzony, ale nie wiem czy mogę o nim powiedzieć coś więcej.

 

Wypadałoby jeszcze wspomnieć, iż w tym albumie, poza 17 zeszytami właściwej historii, znajduje się jeszcze jeden, zatytułowany Punisher kills Marvel Universe. Zwykle nie jestem fanem takich dodatków, natomiast ten wypada całkiem nieźle. Rozwija w pewien sposób protagonistę, a samo zakończenie sprawia, że widać chociaż pomysł stojący za tą opowieścią. Na pewno znajdą się ludzie, którzy lubią takie bonusiki, więc jakość tego tym bardziej ich ucieszy.

 

I tak oto wypada cały Punisher. To konkretny komiks akcji, gdzie trup ściela się gęsto, a żarty bywają bardzo różnie. Zdecydowanie polecam tę pozycję sprawdzić, jeśli ktoś ma ochotę na coś bardziej mrocznego i brutalnego. Fani Pana z czaszką na klacie będą zachwyceni, bo dostają tutaj dokładnie to co uwielbiają w ilości ponad 500 stron. Natomiast pozostałym powiem, że jeśli wady o których wspomniałem Was nie odrzucają, to śmiało sięgajcie, bo nie powinniście się rozczarować.

 

Ten oraz inne komiksy zakupicie w sklepie internetowym Gandalf

Maciej Baraniak – Poinformowani.pl

Maciej Baraniak

Student UEP na kierunku prawno-ekonomicznym. Prywatnie miłośnik różnych gatunków kina oraz komiksów z bardzo specyficznym gustem muzycznym.