"Deadly Class", tom 7 [RECENZJA]
Zdjęcie własne

"Deadly Class", tom 7 [RECENZJA]

  • Dodał: Maciej Baraniak
  • Data publikacji: 20.11.2021, 10:38

Nie tak dawno recenzowałem szósty tom Deadly class, gdzie podzieliłem się swym małym marzeniem, aby kolejny tom zadebiutował jeszcze w tym roku. Tak też się stało, więc nie pozostaje mi nic innego, jak ponownie pozachwycać się nad tym arcydziełem w poniższej recenzji.

 

Siódmy tom Deadly class kontynuuje opowieść Marcusa, który na swojej drodze spotyka dawnych, ale i nowych znajomych. Wspólnie będą musieli stawić czoła przeróżnym zagrożeniom, choćby w postaci wojowników Yakuzy. Oczywiście w tle wciąż przewijają się różne wątki, zapoczątkowane w poprzednich rozdziałach historii, które zostaną pchnięte choć troszkę do przodu.

 

Z racji, że w recenzji poprzedniego tomu wypisałem wszystko co kocham w tej serii, to dzisiaj nie będę się już powtarzał. Jak ktoś miałby ochotę dowiedzieć się o co w tym tytule chodzi i dlaczego zdecydowanie warto go sprawdzić, to tam pozna wszystkie odpowiedzi. Tutaj jednak chciałbym przedstawić swoją opinię stricte dla fanów całej historii, którzy po prostu chcą się dowiedzieć, jak wygląda kolejny rozdział ich (jak zgaduję) jednego z ulubionych komiksów.

 

Bo tak się składa, że ten rozdział wyróżnia się znacząco pośród pozostałych. Przede wszystkim czuć, iż jest to jeden z tych epizodów, gdzie twórca chce wszystko pospinać i wprowadzić opowieść na nowe tory, po których będzie jechał w kolejnych rozdziałach. Jak zwykle jest dużo akcji, lecz w tym zamieszaniu widzimy mnóstwo ważnych momentów, mogących znacząco zmienić bohaterów w dalszej części serii. Przy okazji wszystkie wątki wreszcie zaczynają się scalać, więc jeśli komuś przeszkadzał lekki misz-masz zaserwowany w tomie 6., to teraz otrzyma powrót do normy.

 

W tym wszystkim znacząco wyróżnia się droga Marcusa. Wspaniale jest widzieć, jak ta postać dojrzewa z każdą kolejną stroną, ucząc się na własnych błędach. Przy okazji widzimy, że twórca w sposób nieinfantylny rozlewa fundamenty pod jego dalszy rozwój i naprawdę nie mogę doczekać się, by zobaczyć co z tego wyjdzie. Pozostali też idą do przodu, ale to właśnie nasz protagonista jest najjaśniejszą gwiazdą wśród tej galaktyki.

 

Poza tym, to nadal przecudowne Deadly Class. Rysunki już same w sobie są rewelacyjne, a ich kolory nadają im rangi arcydzieła. Tutaj szczególnie zauważyłem że poza charakterystyczną kreską, rysownik ma także świetne wyczucie do ukazywania akcji (co ładnie podsumowuje, ile w tym komiksie jest walki). Oczywiście poziom irracjonalności i szaleństwa nadal jest utrzymany odpowiednio wysoko, a zaskoczeń nie zabraknie.

 

I to w zasadzie cały siódmy tom Deadly Class. Nie jest to recenzja długa, lecz fani tej serii zapewne więcej informacji nie potrzebują, by sięgnąć po ten epizod. Mimo wszystko czuję, że ten rozdział był niesamowicie potrzebny, aby kolejne pomysły wypadły bardziej autentycznie. Na ten moment, to nadal jedna z moich ulubionych serii komiksowych i zdecydowanie jedna z najlepszych na całym rynku. Jeśli ktoś już wcześniej tak właśnie uważał, to zapewniam, iż ten ponownie utwierdzi go w tym przekonaniu.

Maciej Baraniak – Poinformowani.pl

Maciej Baraniak

Student UEP na kierunku prawno-ekonomicznym. Prywatnie miłośnik różnych gatunków kina oraz komiksów z bardzo specyficznym gustem muzycznym.