"Gideon Falls", tom 6 [RECENZJA]
Zdjęcie własne

"Gideon Falls", tom 6 [RECENZJA]

  • Dodał: Maciej Baraniak
  • Data publikacji: 24.11.2021, 20:52

Na wstępie muszę powiedzieć, iż jestem olbrzymim fanem wszystkiego, co zawiera w sobie temat multiwersum. Nieważne, czy jest to komiks, film czy inne dzieło kultury - po prostu sprawdzam wszystko z zaciekawieniem. Nie powinno więc dziwić, że skoro Gideon Falls traktuje wieloświat jako swój motyw przewodni, to jego recenzja się tutaj pojawi.

 

Tak jak wspomniałem, Gideon Falls jest kolejną serią biorącą na warsztat motyw multiwersum. W tym tytule wieloświat przybiera postać swego rodzaju wszechświata, w którym każdy ze światów może na pewnym etapie upaść i trafić do krainy koszmaru. Główni bohaterowie będą chcieli zmierzyć się z władcą tego wymiaru, a tom 6 jest ostateczną kulminacją ich potyczki.

 

Skoro już wspomniałem o multiwersum, to od niego zacznę swoje dywagacje. Bo tak się składa, że Jeff Lemire miał naprawdę ciekawy pomysł, w który ładnie wplótł rozterki moralne. Koncept na ukazanie światów, mających mimowolnie umrzeć i znaleźć się w niejakim koszmarze, został ograny fantastycznie i cała intryga wokół niego po prostu wciąga. Oczywiście innych może to nie porywać aż tak, ale myślę, że jest to odpowiednio przystępne, nawet dla bardziej niedzielnego czytelnika.

 

Ale sam koncept nie byłby tak dobry, gdyby Andrea Sorrentino nie znalazł się na stołku rysownika. Ten człowiek jest dla mnie jednym z najzdolniejszych twórców swojego pokolenia, ale nie tylko. Jego kreska jest ostra, specyficzna i zapada w pamięć, a przy tak niejednoznacznym świecie wybija się jeszcze bardziej. Dzięki niemu całość staje o wiele mroczniejsza i naprawdę potrafi przerazić tym co przedstawia. 

 

Cieszy mnie przy tym, że twórcy nie zapomnieli o bohaterach. Już od samego początku postawiono na nich narrację i to z ich perspektywy obserwowaliśmy wszystkie wydarzenia. Doceniam to tym bardziej, gdy patrzę na ostatnie komiksy jakie czytałem, gdzie zwyczajnie zapomniano o postaciach na rzecz stawki większej niż życie. Tutaj świat mógł swoim ogromem przyćmić protagonistów, jednakże do ostatniej strony widziałem, że tak się nie stało.  

 

Wiem natomiast, że mówię tutaj strasznie ogólnie o serii, a zapewne część czytelników przyszła poznać moją opinię stricte o zakończeniu. Więc mogę powiedzieć, iż było w porządku. Ten tom stanowi ostateczną kulminację, gdzie stawka musi zostać podniesiona do granic, a wątki w końcu się rozwiążą. Zapewniam, że ten, kto polubił bohaterów, czy został wciągnięty przez historię, zdecydowanie zostanie usatysfakcjonowany.

 

Niestety największym mankamentem tego tomu jest fakt, iż zawiera tylko jeden, finałowy epizod. Reszta jego zawartości to różne bonusy w postaci okładek, scenariuszy czy map. Generalnie jest to gratka dla fanów, którzy chcieli poznać jak to wszystko wyglądało od kuchni i pod tym kątem działa wyśmienicie. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że w oko wpadła mi mapa multiwersum, tłumacząca ładnie i klarownie zasady świata.

 

Ponadto na końcu załączono bardzo ciekawą historię, będącą podstawą do rozpoczęcia całej serii. Bo jak się okazuje, Jeff Lemire zaczął właśnie od krótkiego opowiadania, które na tyle skradło serca ludzi, że zostało rozwinięte do 32-zeszytowej, pełnoprawnej opowieści. To chyba najlepszy bonus spośród zamieszczonych, mający szczególny wydźwięk dla fanów całej fabuły i będący piękną klamrą dla całości.

 

Gideon Falls to komiks, który zdecydowanie mogę nazwać udanym. Ma zwartą historię, ciekawy pomysł na siebie, a co najważniejsze, nie zapomniał o bohaterach przy tak ogromnym świecie. Oczywiście przemawia przeze mnie fan pewnego gatunku, którego ta seria jest reprezentantem, ale to zapewne tylko przekona takich jak ja, by poznać tę historię.

Maciej Baraniak – Poinformowani.pl

Maciej Baraniak

Student UEP na kierunku prawno-ekonomicznym. Prywatnie miłośnik różnych gatunków kina oraz komiksów z bardzo specyficznym gustem muzycznym.