„Kurier Francuski” [RECENZJA]
SearchlightPictures/Wikimedia Commons

„Kurier Francuski” [RECENZJA]

  • Dodał: Zuzanna Ptaszyńska
  • Data publikacji: 26.11.2021, 00:47

Wes Anderson powraca na ekrany kin, prezentując na nich m.in.: Frances McDormand, Adriena Brody'ego, Tildę Swinton, Benicio Del Toro czy Timothée Chalameta. Czy gwiazdorska obsada i sprawdzony, jedyny w swoim rodzaju styl reżysera podtrzymują Kuriera francuskiego na wysokim poziomie?

 

Jest to zdecydowanie najbardziej estetyczny film Wesa Andersona. Zgrabnie eksperymentuje się z kolorystyką, symetrią lub jej brakiem, a scenografia jest jak zwykle przepiękna. Całość opakowuje powtarzający się motyw muzyczny w wykonaniu Jarvisa Cockera (w oryginale hipnotyzujący utwór był śpiewany przez Christophe'a). Zdaje się jednak, że nawet najdoskonalsze opakowanie nie jest w stanie wynagrodzić samego prezentu. 

 

Fabuła skupia się wokół fikcyjnego francuskiego miasteczka, z którego relacja ma poszerzyć horyzonty czytających tytułowy dziennik Amerykanów. Część filmu skupia się na pracownikach pisma, część na wydarzeniach w Ennsui-sur-Blasé. Są studenckie bunty, rewolucja obyczajowa, refleksja nad sztuką i szaleństwem, jest intryga kryminalna, pochylenie się nad kuchnią i kucharzami, a wreszcie chęć złożenia hołdu dziennikarstwu jako takiemu. No i slapstickowe numery. 

 

I tu pojawia się problem zbytniego rozdrobnienia, pokrojenia i pomieszania. Nie wykorzystano potencjału poruszonych wątków, gdyż do tego dania kuchni francuskiej wrzucono zdecydowanie za dużo przypraw, i ciężko to zjeść, jeśli nie jest się wytrawnym smakoszem. Widzimy jedynie pocztówki i słyszymy mądre slogany, ale nie czekamy z wypiekami na twarzy na wydarzenie z kolejnej sceny. Można się domyślić, że film z założenia nie miał dostarczyć historii z początkiem, rozwinięciem i zakończeniem w klasycznym rozumieniu, a raczej być sztuką dla sztuki z morałem, który można, lecz nie trzeba, dostrzec.

 

Przekłada się to na fakt, iż poza kilkoma wyjątkami w tej rozbudowanej obsadzie tak naprawdę nikt nie ma czasu na zaprezentowanie się. Mimo iż żadne z tych nazwisk nie potrzebuje dodatkowego potwierdzenia, że przynależy do fantastycznego aktora, wiele z nich wydaje się być nieuszanowanych. A Adrien Brody, jak to u Andersona, chce mieć jakiś obraz.

 

Kurier francuski jest z pewnością zadowalający jako dzieło audiowizualne, lecz nie zrealizował, według mnie - określonego nawet w dedykacji - celu, czyli wyrażenia nabożnej czci ponadczasowemu dziennikarstwu. Z pewnością będzie stanowił gratkę dla niejednego poszukiwania odwołań i nawiązań, jednak nie jest aż tak przystępny dla masowego widza, jak chociażby Grand Budapest Hotel.

Zuzanna Ptaszyńska

Studentka stosunków międzynarodowych oraz amerykanistyki na Uniwersytecie Warszawskim zamiłowana w historii popkultury i wszystkim, co brytyjskie.