"Niewidoczne. Historie warszawskich służących", czyli rzecz o wykorzystywaniu biednych kiedyś i nieodpłatnej pracy dziś
Walerian Twardzicki, lata 90. XIX w./Muzeum Warszawy materiały prasowe

"Niewidoczne. Historie warszawskich służących", czyli rzecz o wykorzystywaniu biednych kiedyś i nieodpłatnej pracy dziś

  • Dodał: Beata Pożarycka-Pamuła
  • Data publikacji: 19.11.2021, 22:16

Muzeum Warszawy zaprasza na wyjątkową wystawę o kobietach zapomnianych, które mimo ogromu wykonywanej pracy uznawano za mało wpływowe. Przedmioty zgromadzone w ramach ekspozycji przedstawiają los często nieznanych z imienia i nazwiska pracownic. Są śladami wykorzystywania osób biednych przez uprzywilejowaną klasę społeczną i usprawiedliwiania licznych nadużyć wolą boską. Ten ważny wycinek historii daje jednak nadzieję, że koleje niesprawiedliwości, uznawane niegdyś za naturalny porządek świata, przy braku dalszej akceptacji społecznej możemy zmienić.

 

W Warszawie na przełomie XIX i XX wieku około 20% osób pracujących wykonywało zawody związane z usługami domowymi, z czego zdecydowaną większość stanowiły kobiety. Ich życie, oprócz bezustannej pracy, naznaczone było lekceważeniem i wykluczeniem, ale przede wszystkim - dominującą samotnością - czytamy w książce wydanej przez Muzeum Warszawy. Służące - tak jak i praca, którą wykonywały - były niewidoczne. Do kamienic wchodziły osobnymi schodami, jadły samotnie, spały w kuchni, a ideałami były te kobiety, które poruszały się po mieszkaniu bezszelestnie - wyjaśnia we wstępie publikacji powystawowej kuratorka Zofia Rojek.

 

Cena za miesiąc niewolniczej pracy? Śliwowica

 

Pensje niewidocznych były niezwykle skromne. Za miesiąc pracy mogły sobie pozwolić co najwyżej na butelkę śliwowicy w restauracji Victoria lub porcję kurczaka z targu. Nędza, w szczególności ta, która zapukała do wiejskich i drobnomieszczańskich chat po I Wojnie Światowej, zmuszała wielodzietne rodziny na wysłanie starszych dzieci do pracy w większych ośrodkach. Na służbę wyprawiano już 16-letnie dziewczęta, by zarobiły na posag, pomogły finansowo rodzinie - ale przede wszystkim - by mieć jedną głowę do wykarmienia mniej. Ponieważ wojna odcisnęła swoje piętno także na finansach ludzi bogatych, mało kto zatrudniał osobno kucharkę, pokojówkę czy piastunkę do dzieci. Służąca miała zajmować się wszystkim.

 

Niewolnica nie ma wychodnego dzisiaj

 

Nie znamy imion większości służących, bo zatrudniający je bogatsi nie chcieli zaprzątać sobie tym głowy. Nazywane były Marysiami, Kasiami czy Marcysiami, w zależności od tego, jak zadecydowała pani domu. Pracowały właściwie non stop. Wstawały przed świtem, by pójść do składu po węgiel, napalić w piecu, przyrządzić śniadanie i przygotować możnym toaletę. Później, przez cały dzień wykonywały listę zdań, pozostając w gotowości na każde skinienie czy dźwięk dzwoneczka. Kładły się spać jako ostatnie. Czas wolny miały jedynie na kilka godzin w niedzielę (i to najczęściej co drugą). Żeby było tego mało, obdzierano je z prywatności. Nie mogły wychodzić z kim chciały i musiały prowadzić się dobrze, to znaczny unikać towarzystwa mężczyzn. Jeśli kobieta zaszła w ciążę - kończyła się dla niej służba.

 

Pokusa bycia molestowaną

 

Jeśli pan lub panicz zabłądził, wracając z nocnych hulanek,  i zamiast do własnego łóżka przyplątał się do kuchni czy służbówki, pokrzywdzone nie były poważnie traktowane przez policję. Z dala od rodziny, w przytłaczającym poczuciu wstydu za spowodowanie grzechu, młode kobiety nie miały do kogo zwrócić się w przypadku nadużyć. Przerzucanie odpowiedzialności na dziewczęta było głęboko zakorzenione w tradycji patriarchalnej i kościelnej - czytamy w powystawowej publikacji. Ksiądz Kazimierz Riedl w poradniku wydanym w 1887 r. pisał, że jednym z niebezpieczeństw czyhających na pokojówkę jest jej własne ciało, które będąc młode i w kwiecie wieku, pragnie używać rozkoszy. Emancypantka Teodora Męczkowska w broszurze Służące a prostytucja opisała liczne historie nadużyć w tym zakresie, m.in. sytuację z 1906 r., kiedy to 16-letnia służąca została sama w domu z panem, podczas gdy jego żona wyjechała na wakacje. Po powrocie pani okazało się, że nastolatka jest w ciąży. Oburzona kobieta obarczyła dziewczynę winą, wydalając ją ze służby, mimo że przyczyną ciąży był gwałt sprawstwa jej męża. 

 

Zaświadczenie o pracy wydane dla służącej Kazimiery Woydy, 1936-1939 / Muzeum Warszawy materiały prasowe

 

Czego nie wiemy o naszych synach?

 

Z publikacji autorstwa Izabeli Moszczyńskiej, wydanej pod tym tytułem w 1904 r., dowiadujemy się, że większość młodzieńców swój pierwszy stosunek odbyło ze służącymi lub pracownicami seksualnymi. Zresztą ścieżka od służącej do kobiety świadczącej usługi seksualne była w tamtych czasach oczywista. Wydalona ze służby, ze złymi referencjami dziewczyna na próżno mogła szukać dalszego zatrudnienia jako pomoc domowa. Nikt nie chciał też zatrudnić kobiety ciężarnej czy samotnej matki z dzieckiem. Aby utrzymać się i nie zdradzić pogorszenia losu przed bliskimi, często decydowały się na pracę seksualną. Zgodnie z danymi spisu powszechnego z 1889 r.  53%  pracownic seksualnych to byłe służące. Czesława Wojeńska w artykule z 1933 r. przedstawia statystyki, zgodnie z którymi odsetek ten wynosił już 70%.

 

Bóg tak chciał kontra 8-godzinny dzień pracy

 

Katolickie podręczniki radziły, by kobieta służyła swemu państwu jak Panienka Najświętsza służyła Jezusowi w Nazarecie. Przedstawiciele Kościoła Katolickiego przekonywali, że nędzniczka powinna być zadowolona ze swojego losu, przyjmując go bez skargi, bo Bóg tak chciał, że świat dzieli się na panów i tych, którzy im służą. Jak świat jest stary, tak starą jest różnica państwa i sług. Tak też zostanie do skończenia świata - czytamy w publikacji Jana Hermana, wydanej w 1880 r. W późniejszych latach, porządek ten kwestionowały ruchy walczące o prawa pracownicze, zachęcające do walki o większą sprawiedliwość. Postulowano m.in. o prawo do urlopu i odpoczynku. Odwiecznego porządku świata bronili księża: Szatan dzisiejszy tak nie psuje ludzi, jak złemi przewrotnymi pismami. Tak czynią bolszewicy, komuniści, Żydzi i socjaliści, którzy iście szatańską pracą, jaką rozszerzają pomiędzy ludem i robotnikami, szatańskie i diabelskie na świecie budują królestwo - przestrzegało Stowarzyszenie Katolickiej Służby Żeńskiej pod wezwaniem św. Zyty, którego celem było moralne i religijne formowanie służących.

Aleksander Minorski, Uczestniczki pochodu pierwszomajowego w 1936 roku / Muzeum Warszawy materiały prasowe

 

Praca nie służba, kochane koleżanki!

 

Nawet po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, mimo licznych zmian politycznych i przyznaniu praw wyborczych kobietom, służące wywodzące się z klas ludowych pozostały jedyną grupą pozbawioną ochrony prawnej. Liczne debaty, owszem, toczyły się w sejmie, jednak nawet ówczesne emancypantki-posłanki nie były zgodne co do przyznania uboższym siostrom większych praw. Obawiano się zburzenia funkcjonującego porządku świata. Konieczność samodzielnego podjęcia się domowych prac przerażała uprzywilejowanych. Zmiany utrudniał fakt, że służące nie identyfikowały się z zamożniejszą od nich klasą robotniczą. Zresztą, bogatsi robotnicy chętnie zatrudniali służące do wszystkiego panny. Co więcej, same poszkodowane z powodu narracji Kościoła Katolickiego, w obawie przed grzechem, często odrzucały rewolucyjną retorykę. Największą organizacją pracowniczą żeńskiej służby domowej w II Rzeczpospolitej było Chrześcijańskie Zjednoczenie Zawodowe Rzeczypospolitej Polskiej, które w latach 30. opublikowało odezwę, która zaczynała się od słów: Kochane koleżanki! Mimo że służące coraz liczniej zrzeszały się w tym związku, nie udało się im wywalczyć zmian. Kresem nadużyć w omawianym zakresie okazał się dopiero koniec II Wojny Światowej i nowy porządek świata czasów powojennych. 

  

Zdjęcie publikacji powystawowej /Źródło własne

Współczesne niewidoczne

 

Charakter pracy domowej - żmudnej i nudnej, która nigdy się nie kończy, bo zawsze jest coś do zrobienia w domu - nadal pozostaje taki sam. Obecnie również częściej wykonują ją kobiety. Zgodnie z danymi CBOS to kobiety głównie piorą, gotują, sprzątają i myją okna, podczas gdy mężczyźni częściej zajmują się drobnymi naprawami czy zlecają usługi profesjonalistom np. elektrykowi czy hydraulikowi. Według danych GUS kobiety na prace domowe poświęcają średnio 4 godziny i 33 minuty na dobę, przy czym mężczyźni - 2 godziny i 48 minut. Powyższe dane dotyczą osób bezdzietnych. Rodzice mają zdecydowanie więcej obowiązków, więc zajęcia te zajmują im dużo czasu. 6 godzin i 48 minut dziennie w przypadku matek oraz 3 godziny i 17 minut gdy mówimy o ojcach. Twórcy wystawy również zauważyli ten problem, prezentując w ostatniej z sal wystawowych prace poświęcone współczesnym nieodpłatnym obowiązkom kobiet. Na wystawie możemy obejrzeć fotografie, film oraz rzeźby. Moją szczególną uwagę przykuła instalacja z mopów Weroniki Gęsickiej pt. Brown, Blonde, Red oraz autoportret Adama Rzepackiego pt. Projekt pomnika Ojca Polaka, który przedstawił się w charakterystycznym geście karmienia ze swoją nowo narodzoną córką.

 

Źródło własne

Wystawę można zobaczyć do 20 marca 2022 roku. Sprawdzajcie konieczne wydarzenia towarzyszące, bo planowane są pokazy filmowe, prelekcje, debaty a nawet lekcje czy warsztaty rodzinne. Wystawa jest dostępna dla osób z niepełnosprawnością ruchową, a więcej informacji z pewnością udzieli koordynartorka dostępności.

Źródła: red. Z. Rojek Niewidoczne. Historie warszawskich służących; J. Kucel-Frydryszak Służące do wszystkiego; stat.gov.pl; cbos.pl; deon.pl