Smak tamtych lat - recnezja filmu „Licorice Pizza”
MGM/YouTube Screenshot

Smak tamtych lat - recnezja filmu „Licorice Pizza”

  • Dodał: Daniel Sztyk
  • Data publikacji: 04.01.2022, 18:40

Paul Thomas Anderson wielkim reżyserem jest. Jego kino ma w sobie coś wyjątkowego, funduje swoim widzom coś na kształt uniesienia. Myślę, że takimi filmami jak Magnolia czy Aż poleje się krew zasłużył sobie na miano mistrza współczesnego kina. Teraz zabiera nas w filmową podróż do Stanów Zjednoczonych lat 70. Czy Licorice Pizza to kolejne arcydzieło w dorobku tego wyjątkowego twórcy?

 

Licorice Pizza to opowieść o czasach, kiedy początek miała rewolucja w postrzeganiu miłości w USA. Głównymi bohaterami najnowszej opowieści Andersona są Alana Kane oraz Gary Valentine, którym trafia się miłość niemożliwa. On jest chodzącym do szkoły nastolatkiem, ona pracującą w firmie zajmującej się fotografią młodą kobietą. Czy istnieje tu potencjał na szczęśliwy związek?

 

Anderson wywraca klasyczne love story do góry nogami. Opowiada jedną z najbardziej oryginalnych historii miłosnych w kinie XXI wieku. Do samego końca nie wiemy, dokąd swoich bohaterów zaprowadzi amerykański wirtuoz. Ścieżki bohaterów regularnie się rozchodzą, ale wciąż odczuwamy między nimi miłosne napięcie i swego rodzaju uzależnienie.

 

Potęga najnowszego scenariusza twórcy Boogie Nights widoczna jest nie tylko w przypadku wątku miłosnego. W Licorice Pizza Anderson znajduje okazję na opowiedzenie o swojej największej miłości, czyli o X muzie. Najnowszy obraz Amerykanina to także kino autotematyczne. Nie brakuje tutaj znanych z Hollywood postaci. Bradley Cooper wciela się w Jona Petersa, czyli producenta Narodzin gwiazdy z Barbrą Streisand w roli głównej. Dwukrotnie nagrodzony Oscarem Sean Penn wciela się w Jacka Holdena, który był wzorowany na postaci Williama Holdena, czyli aktora złotej ery Hollywood.

 

Oddzielny akapit koniecznie muszę poświęcić aktorstwu, ponieważ nikt tak jak Anderson nie prowadzi swoich aktorów. Debiutujący na ekranie Alana Haim i Cooper Hoffman zaliczają doskonałe występy. Znana z muzycznego trio Haim tworzy hipnotyzującą rolę. Świetnie oddaje nietuzinkowość swojej bohaterki, wypada wiarygodnie w momentach, w których musi się wyciszyć, oraz w tych, gdzie potrzebna jest duża dawka emocji. Haim jest wielkim odkryciem i moją faworytką w tegorocznym oscarowym wyścigu. Na oklaski zasługuje również Cooper Hoffman, czyli syn zmarłego w 2014 roku Philipa Seymoura Hoffmana. Ze starcia z legendą własnego ojca udaje mu się wyjść obronną ręką. Udaje mu się także pokazać skrywane morze aktorskiego potencjału, który, mam nadzieję, zaprezentuje nam więcej w kolejnych filmowych projektach. Drugi plan także jest obłędny. Bradley Cooper, o którym już wspominałem, daje tutaj jeden ze swoich najlepszych występów. Jako Jon Peters jest porywczy, chamowaty i momentami nawet przerażający. Penn jako Holden zgrabnie balansuje na granicy dopuszczalnej w kinie teatralności. Obaj panowie z hollywoodzkiej ekstraklasy, choć pojawiają się tylko na chwilę, zaznaczają swoją obecność wyraźnie i zapadają widzowi w pamięć.

 

Nie ukrywam, Paul Thomas Anderson jest moim ulubionym twórcą filmowym. Doskonale umie wydobyć magię z kinowego obrazu. Kamera w jego ręku to nie tylko narzędzie pracy, to także zapowiedź, że czeka nas coś wielkiego. Licorice Pizza może nie jest najwybitniejszym filmem w dorobku amerykańskiego mistrza, ale wciąż pozostaje bardzo ważnym dziełem ostatnich 12 miesięcy. To także jeden z jego najcieplejszych filmów, który zostawia w nas nadzieję. Autor Nici widmo po raz kolejny udowodnił, że kocha kino tak, jak nikt. Ciekawe, co jeszcze przygotuje dla nas zakochany Anderson.

 

8/10