Subiektywny przegląd muzycznych premier września
pexels

Subiektywny przegląd muzycznych premier września

  • Dodał: Kamil Kopała
  • Data publikacji: 02.09.2018, 12:05

Wrzesień od lat kojarzy mi się z gonitwą. Po leniwych wakacjach następuje mozolny wyścig o dobre oceny, jesień zaczyna doganiać lato, muzycy zaś stają na głowie, aby zdążyć wydać album przed końcem września – deadlinem dla piosenek starających się o nominację do nadchodzącej gali Grammy. Czego więc przyjdzie nam słuchać? Przed nami m.in. wielka bitwa na polu muzyki elektronicznej, stare wygi postarają się pokazać młodym miejsce w szeregu, a na dodatek swoją płytę wyda jedna z najważniejszych grup z West Coast.

 

07.09

 

Magic! – Expectations 


Ich debiut był naprawdę udany. Singlem Rude, który mieszał klimaty reagge z popem, zdobyli wiele szczytów list przebojów. Sam album był w porządku, druga płyta zaś nie podchwyciła sukcesu poprzednika. Nadszedł czas na trzeci krążek, który jest promowany m.in. przez tytułowe Expectations. Boli zanik ich brzmienia w stylu reagge, choć z drugiej strony nadchodzący materiał powinien być bardziej spójny. Problemem dla płyty byłby brak jakiegokolwiek przeboju, który moglibyśmy nucić miesiące po premierze, tak jak miało to miejsce w przypadku Rude. Wydane do tej pory kawałki głowy i innych części ciała nie urywają, ale z oceną trzeba jeszcze poczekać tydzień; może Kanadyjczykom uda się jednak zaskoczyć?

 

Paul McCartney – Egypt Station

Paul jest w naprawdę dobrej formie. Single promujące album byłego Beatlesa są ciekawe, zwłaszcza energiczne Come On To Me. Płyta zapowiada się na doskonałą propozycję dla fanów dojrzałego brzmienia. McCartney pracuje nad płytą wraz z producentem Gregiem Kurstinem, który ma na koncie wiele sukcesów, w tym genialny powrót Adele w 2015 roku, co w połączeniu z doświadczeniem muzyka powinno dać piorunujący efekt.

 

Lenny Kravitz – Raise Vibration

Lenny przez lata zmieniał swój styl wielokrotnie, co jest całkowicie zrozumiałe, gdy spojrzymy, jak wielką jest postacią w historii muzyki. Nadchodzący album będzie już jedenastym w jego karierze solo. Niedzielni słuchacze, wciąż pamiętający jego nagrania z lat 90', poczują się pewnie zawiedzeni, bo brak mu już tego młodzieńczego pazura. Wciąż jest jednak wielkim muzykiem, a na dodatek  doskonale pamięta jak obchodzić się z gitarą, co potwierdzają wydane do tej pory single.

 

ZHU – RINGOS DESERT

To, że album ma w sobie wielki potencjał, wiemy nie tylko za sprawą singli, ale... za sprawą wydania połowy płyty z początkiem maja. Nietypowy sposób promocji, wydaje się jednak być skuteczny. Artysta, którego znamy przede wszystkim z klimatycznego, choć raczej mało ambitnego Faded, stara się nam pokazać, że potrafi opowiedzieć ciekawsze historie niż te alkoholowe. Do współpracy zaprosił m.in. zespół Tame Impalaa to już swego rodzaju gwarancja jakości. Nie mam jednak pewności, czy to on wygra wrześniową wojnę na polu muzyki elektronicznej, a wszystko za sprawą następnej pozycji.

 

14.09

 

Bob Moses – Battle Lines

Będę szczery – to za tę płytę trzymam kciuki w tej elektronicznej zawierusze. Każdy z ich albumów miał unikalne brzmienie z charakterystycznym klimatem nocy. Nie inaczej będzie tym razem. Dotychczasowym singlom daleko do moich ulubionych propozycji tego duetu, jednak dobrze budują napięcie i za ich sprawą 14 września jest zakreślony w moim kalendarzu czerwonym kółkiem.

 

David Guetta – 7

Wymyślenie nazwy dla płyty nie jest łatwym zadaniem, w końcu powinna ona oddawać charakter płyty, brzmieć zachęcająco i spełniać szereg innych wymogów. Jednak David Guetta zdecydowanie nie zgodziłby się ze mną, bo siódmą płytę w swoim dorobku po prostu „oznaczył”, co jednak pokazuje, że ważniejsze dla niego jest nagranie dobrych utworów niż złożenie spójnego i ciekawego krążka. Patrząc na to, co się na nim znajdzie: 2U, Flames, Like I Do, a także z kim muzyk nagrywał: Sia, Justin Bieber, Martin Garrix, Jason Derulo, Bebe Rexha, Nicki Minaj..., śmiało możemy założyć, że szykuje się nam „hollywoodzki blockbuster” w wersji muzycznej.

 

28.09

 

alt-J – REDUXER

Ubiegłoroczny Relaxer był dla mnie rozczarowaniem. Miał swoje dobre momenty, jednak skutecznie zraził mnie wymieszaniem wyśmienitych utworów, np. In Cold Blood czy 3WW z tymi beznadziejnymi, które tak utalentowani muzycy powinni bez wahania odrzucić na etapie nagrywania wersji demo. Pomysł oficjalnej płyty z remiksami naprawdę mi się podoba. Martwi mnie jednak, że te miksy skupiają się głównie na rapie, zamiast na wyciąganiu esencji z utworów i poprawie błędów. Czekam na tę płytę, chociażby dla samego nagrania House of the Rising Sun. Przesłuchanie wersji rapowej tego utworu będzie z pewnością ciekawym doświadczeniem, a o jego poziom jestem spokojny, bo po prostu nie da się wykonać go gorzej niż w wersji ubiegłorocznej. Z tego, co widzę, nie jestem jedyną osobą w redakcji, która czeka na płytę.

 

Cypress Hill  – Elephants on Acid

Od poprzedniej płyty minęło już 8 lat. Cypress Hill był w latach 90. jednym z najważniejszych zespołów z West Coast. Jestem bardzo ciekaw, jak ta oldschoolowa grupa odpowie na nową falę rapu oraz jak zostanie przyjęta. Singiel Band of Gypsies brzmi, jak gdyby nagrano go na tłocznych ulicach Bombaju. Nie ma jednak w nim mroku, pewnej grozy, a także tej nieskończonej energii, która kojarzyła mi się z nimi. Mimo wszystko chętnie poczekam na płytę, by usłyszeć, co do powiedzenia mają weterani. Może ponownie wszyscy będziemy Insane in the Brain.

 

Kodaline – Politics of Living

Za lekko ponad miesiąc szczęśliwcy będą mogli wybrać się na ich koncerty w Warszawie i Krakowie. Zanim jednak artyści trafią do Polski, świat pozna ich trzecią studyjną płytę. Znamy już kilka piosenek, dla mnie jednak najciekawszy jest najnowszy singiel –Head Held High. Może nie jest to poziom ich osławionych ballad, tak jednak dobrze jest słyszeć ich w materiale, który ma niemałe szanse stać się częścią tła dla ostatnich w tym roku ognisk.

 

Warto pamiętać, że to nie wszystkie muzyczne premiery, które będą miały miejsce we wrześniu, a jedynie te, na które ostrzę sobie zęby najbardziej. Kto wie, może któryś muzyk zaskoczy niczym Eminem i także wyda album bez zapowiedzi?

 

 

Kamil Kopała

„Graj muzyko” – miał w zwyczaju mówić Bonhart przed pojedynkiem. Jak dobrze, że nawet najgorsi wiedzą, co jest najlepsze.