Najlepsze muzyczne premiery wakacji
px here

Najlepsze muzyczne premiery wakacji

  • Dodał: Kamil Kopała
  • Data publikacji: 09.09.2018, 15:46

Nawet jeśli lata szkolne już za nami, wakacje wciąż są wspaniałym okresem, choćby ze względu na nieograniczone słońce. W wielu branżach nie jest jednak tak gorąco, jak na zewnątrz, dlatego ten czas nazywa się często sezonem ogórkowym. W kinie trudno o ambitne propozycje, zaś w najlepsze gry zagramy dopiero z początkiem jesieni. Identycznie sprawa miała się w ubiegłych latach z muzyką, jednak tegoroczne wakacje przełamały ten premierowy impas. Muzyka rozkwitała przez całe 73 dni wakacyjnego słońca, a jej owocami były wspaniałe premiery. Wspólnie z Natalią Adamską i Karolem Truszkowskim przygotowaliśmy listę albumów, które będą nam przypominać o tegorocznych wakacjach, a Jakub Pienta postanowił podzielić się swoim ulubionym letnim przebojem.

Kamil Kopała – LOVE ME / LOVE ME NOT, HONNE

Tak się złożyło, że na brytyjski duet wpadłem, gdy dopiero rozkręcali swoją karierę. Będę szczery – swoim ciepłym, bardzo klimatycznym brzmieniem, kupili mnie od razu. Gdy po raz pierwszy usłyszałem singiel Day 1/Sometimes, ponownie poczułem to uczucie nastrojowej nocy, które było ze mną zawsze, gdy słuchałem płyty. Pozwolę sobie na lekką dygresję – moim zdaniem część płyt brzmi lepiej w pełnym słońcu, inne doskonale nadają się do maszerowania przez śnieżne alejki, jeszcze kolejne są pretekstem do deszczowych rozmyślań. Słuchanie HONNE o porze innej niż wieczór czy noc, to jakby zdejmowanie ananasa z pizzy hawajskiej – świadomie odbieramy to, co najlepsze. Sugeruje to sam artysta, dodając ikonkę ostatniej kwadry księżyca obok nazw utworów.

 

Druga płyta jest podobna do pierwszej – to fakt. Piosenki z drugiego albumu nie staną się tak popularne, jak te z debiutu – to także całkiem prawdopodobne. Nie zmienia to jednak mojej opinii – obok tej premiery trudno przejść obojętnie, właśnie ze względu na to charakterystyczne brzmienie. Delikatne pianino miesza się z syntezatorami (także wokalu), do tego wspaniale pracuje automat perkusyjny, który bardzo dobrze prowadzi dynamikę całej płyty. Są tu utwory, które pozwolą nam odpłynąć przy ich powolnym brzmieniu, jak i bardziej dynamiczne kawałki, nadające nocy wspaniały charakter (w tej roli świetnie sprawdza się Crying Over You).

 

Płyta wiele osób może znudzić, ponieważ piosenki dla niektórych mogą wydawać się zbyt podobne do siebie. Warto jednak dać jej szansę; jeśli ktoś poczuje jej klimat i da się zauroczyć, łatwo się nie odkocha, gwarantuję.

Natalia Adamska - HIVE MIND, THE INTERNET

Pochodzący z Los Angeles kolektyw The Internet robi tak dobrą mieszankę r’n’b, hip-hopu, funku i soulu, że słuchając ich najnowszego albumu Hive Mind, nie sposób nie myśleć o słońcu i wakacyjnym luzie. Kołyszące, miękkie melodie, które dominują na albumie, oraz anielski głos Sydney Bennett to idealne uzupełnienie ciepłych dni i spacerów na plaży o zachodzie słońca.


Hive Mind to czwarty album studyjny The Internet, następca wydanego w 2015 roku Ego Death. Nowa płyta jest zdecydowanie bardziej różnorodna i świeża, chociaż na Ego Death pojawiły się znane nazwiska (Tyler The Creator, Janelle Monáe), a Hive Mind zespół przyrządził samodzielnie. Na albumie nie usłyszymy ani jednego przypadkowego, wymuszonego dźwięku. Nie brakuje tutaj nastrojowych numerów, takich jak Stay the Night czy Hold On, których brzmienie przypomina mi o takich wokalistkach jak Aaliyah czy Sade, a także bardziej dynamicznych kawałków jak np. La Di Da.


Jeśli lubicie muzykę w klimacie R&B i chcecie trwać w wakacyjnym nastroju dłużej niż do końca sierpnia - sięgnijcie po najnowsze dziecko kwintetu The Internet.

Karol Truszkowski - FOREVER WARRIORS // FOREVER UNITED, DORO

Twórcy ostrych brzmień byli bardzo aktywni w te wakacje. Ciężko było zdecydować, którą z przesłuchanych płyt tutaj opisać. Szczególne emocje wywoływały premiery od norweskiego Immortal (pierwszy raz bez Abbatha w składzie) oraz niemieckie Van Canto, które tworzy muzykę wyłącznie z użyciem perkusji i głosów. Ostatecznie wybór padł na Forever Warriors // Forever United, niekwestionowanej Królowej Heavy Metalu. Niemiecka wokalistka nie zawiodła. Jej najnowszego albumu słucha się wybitnie przyjemnie podczas lata. Gorące dźwięki idealnie wpasowują się w aurę upalnych dni. Wszystko spełnia na tej płycie swoją rolę - ciężkie riffy, porywający głos Doro, ujmujące chórki i solówki, po prostu wszystko.

Już pierwszy utwór obrazuje, z jakim wydawnictwem mamy do czynienia. Tekst i melodia All For Metal brzmią tak, że równie dobrze utwór ten mógł zostać skomponowany przez amerykański zespół Manowar. Również tytuł samej płyty kojarzy się z tym zespołem. To wszystko dowodzi jednoznacznie, że społeczność heavy metalowa jest ze sobą bardzo zżyta. Dla wielu to jedynie "darcie mordy i satanizm". Błąd. Podstawą heavy metalu są emocje, energia i relacje między członkami społeczności, a jego idealnym owocem jest właśnie najnowsza pozycja w dyskografii Doro. Tak, jak wskazuje tytuł albumu - ludzie tej społeczności są na zawsze zjednoczonymi wojownikami celebrującymi swoją muzykę. Na płycie można znaleźć energiczne utwory, ale też wolniejsze melodie. Im głębiej w las, tym więcej zmian klimatu. Usłyszymy tu mnóstwo spokojnych kompozycji, m.in. Soldier of Metal, Freunde Fürs Leben Bring My Hero Back Home Again, by za chwilę odkryć miażdżące z całą mocą Don't Break My Heart Again, Be Strong lub Fight Through The Fire. Całość wieńczy brzmiący komicznie Metal Is My Alcohol. Na płycie gościnnie udzielili się Johan Hegg (Amon Amarth), jazzman Helge Schneider i Doug Aldrich (ex-Whitesnake, The Dead Daisies). Szczególnie interesująco brzmi If I Can't Have You - No One Will z udziałem tego pierwszego. Jego ciężki wokal skonfrontowany z głosem niemieckiej wokalistki tworzy ciekawe połączenie, zwłaszcza w ostatniej minucie piosenki.

 

Niestety, nie sposób opisać w krótkim tekście całej płyty, ponieważ tę tworzy aż 25 piosenek. Forever Warriors // Forever United to ponad 90 minut genialnej muzyki. Można powiedzieć tylko jedno - pozycja obowiązkowa dla wszystkich wielbicieli ciężkiego, ale melodyjnego brzmienia. Pozytywna energia płynąca z dźwięków albumu prawdopodobnie niezbyt pasuje do okoliczności przyrody innych niż łąki, plaże lub lasy w gorące letnie dni. Z drugiej strony być może podniesie człowieka na nogi w depresyjne jesienne lub zimowe wieczory. Warto też zaprezentować tę płytę osobom, które unikają heavy metalu. Może dzięki temu przekonają się, że ten gatunek muzyczny nie jest taki straszny, jak go malują i nadaje się na prywatki.

Podium według redaktora:
#1 Blood, Sweat And Rock'n'Roll
#2 All For Metal
#3 Turn It Up

Jakub Pienta- WHEN THE CURTAIN FALLS, GRETA VAN FLEET

When The Curtain Falls to singiel zapowiadający debiutancki album (w końcu!) grupy Greta Van Fleet. Piosenka miała swoją premierę w samym środku wakacji i zdecydowanie nadała im szczególny klimat. Oczywiście jest to odczucie subiektywne, ale też cały ten tekst ma być w końcu osobistym spojrzeniem.

 

Amerykański zespół, choć oficjalnie działa już od 2012 roku, do dzisiaj nie wydał albumu LP. Poprzednie oryginalne kompozycje formacji z 2017 roku zostały opublikowane w formie kompilacji EP, na których właściwie nie ma kiepskiego kawałka. When The Curtain Falls to wciąż to samo brzmienie, ten sam klimat, ale zdecydowanie nie jest to wada tej piosenki. Greta swoimi kompozycjami nawiązuje do złotej epoki rocka i daje nadzieję na powrót do czasów świetności tego gatunku. Wystarczy poczytać komentarze w serwisie YouTube - amerykańska grupa łączy pokolenia. Zachwycają się nimi zarówno młodzi ludzie, jak i osoby w wieku lat 50.

 

Oczywiście tam gdzie dużo chwalą, musi pojawić się też krytyka. I tak Grecie zarzuca się kopiowanie stylu Led Zeppelin. Rzeczywiście, wokalista Grety (Josh Kiszka) głos ma łudząco podobny do Planta, choć to już nie jest do końca jego wina. Samo brzmienie również może wydawać się znajome, ale to kwestia swego rodzaju przyjętej estetyki. Chłopaki nie kryją się inspiracjami rockiem lat 70. i znowu, jak dla mnie, to świetnie!  Brakowało mi takiego zespołu, takiego brzmienia.

 

Niestety, na tę chwilę, przez te wakacje mogłem się delektować tylko tym singlem. Nie doczekałem się premiery pełnego albumu, ta ma mieć miejsce dopiero w październiku. Mam nadzieję, że całość utrzyma poziom i o grupie zrobi się naprawdę głośno, bo zdecydowanie na to zasługuje. 

Kamil Kopała

„Graj muzyko” – miał w zwyczaju mówić Bonhart przed pojedynkiem. Jak dobrze, że nawet najgorsi wiedzą, co jest najlepsze.