Thriller liryczny - recenzja powieści "Ostatni dzień" Luanne Rice

Thriller liryczny - recenzja powieści "Ostatni dzień" Luanne Rice

  • Dodał: Bartosz Szafran
  • Data publikacji: 17.05.2022, 00:37

Ostatni dzień Luanne Rice nieźle podsumował Lee Child: Liryczna opowieść i mrożący krew w żyłach thriller w jednym. Przy czym podkreślić warto, że jest to powieść zdecydowanie bardziej liryczna niż mrożąca. Dla miłośników zawrotnego tempa i nagłych zwrotów akcji może nawet zbyt powolnie tu wszystko płynie, ale owa powolność jest za to taka swojska i realna. Premiera już 18 maja!

 

Jak można przeczytać w notce biograficznej, Luanne Rice to autorka bardzo znana i popularna za oceanem, nagradzana i honorowana. W Polsce podobną popularnością nie może się pochwalić, zresztą na nasz język przetłumaczone zostało tylko kilka jej powieści i to głównie obyczajowych, ewentualnie romansów. Klasycznych kryminałów w jej wykonaniu dotąd nie znaliśmy. W sumie jednak określenie klasyczny kryminał do Ostatniego dnia kompletnie mi nie pasuje. To jest zdecydowanie bardziej opowieść obyczajowa, której wątki kręcą się wokół dwóch zdarzeń kryminalnych odległych w czasie, których ofiary łączą rodzinne bliskie więzy. I tak naprawdę trudno powiedzieć, które z tych zdarzeń jest w całej historii ważniejsze. Chyba to dawne, bo to ono ukształtowało wszystkie postaci rozgrywającego się obecnie dramatu, bez tego pierwszego, nie byłoby drugiego. To sprzed lat formalnie jest zamknięte, winni zostali ukarani, przebywają w więzieniach, ale tak naprawdę pozostaje ono wciąż niezasklepioną raną, wraca do bohaterów niemal każdego dnia, tak, jakby dotąd nie udało się im przepracować wszystkich etapów żałoby.

 

Współczesna intryga kryminalne zrazu wydaje się mało skomplikowana - ot, zwykłe morderstwo i kradzież. Cóż w tym może być nadzwyczajnego? Jak się jednak okazuje w toku długiego, żmudnego, ale bardzo w sumie powolnego śledztwa za tą śmiercią kryje się zdecydowanie więcej, niż można by przypuszczać. Wykrycie sprawcy zajmuje policjantom ponad pół roku, można odnieść wrażenie, że tak naprawdę nikomu tu do końca nie zależy wyjaśnieniu zagadki. U Remigiusz Mroza cała historia wymyślona i opowiedziana przez Rice zamknęłaby się w maksymalnie 12 godzinach intensywnej akcji i może 10 stronach maszynopisu, tu rozciąga się na wiele miesięcy i ponad 450 stron. Nudy, powiecie. Otóż niekoniecznie. Jak ktoś lubi czystą akcję, niech sięga po najbogatszego z polskich pisarzy, ten, kto lubi coś więcej, śmiało może sięgnąć po Rice.

 

Co zatem oferuje jeszcze amerykańska autorka? Po pierwsze pokazuje skomplikowaną sieć relacji między ludźmi, których dotknęła niegdyś tragedia. Cztery przyjaciółki, które w różnym stopniu i w różny sposób doświadczyły traumy, różnorako wychodzą z niej pokiereszowane. To cztery zupełnie inne sposoby radzenia sobie z krytycznym zdarzeniem i jego konsekwencjami. Losy tej czwórki pokazują, że żadna z obranych przez nie dróg nie jest ostatecznie dobra. Autorka zdaje się nam mówić, że są takie wydarzenia w naszym życiu, z którymi nie da się dobrze sobie poradzić. Tak jak głęboka rana pozostawia na skórze bliznę na resztę życia, tak utrata najbliższej osoby w dramatycznych (morderczych) okolicznościach na zawsze odmienia życie, postrzeganie świata. Naznacza w sposób niezacieralny i nieodwracalny. Zwłaszcza, kiedy i ofiarą i katem są najniżsi i najważniejsi ludzie z otoczenia. I niezależnie od statusu społecznego. Bogactwo przed tym nie chroni. Zaskakujące, prawda?

 

Książka Rice jest bardzo plastyczna, nie trzeba sobie nadwyrężać wyobraźni, by zobaczyć miejsca, w których dzieje się akcja. Już to dzięki licznym opisom jak się wydaje uroczego, klimatycznego zakątka stanu Connecticut. Widać, że dla autorki przyroda, ta ożywiona i nieożywiona jest bardzo cenna, przekazuje nam mocne wezwanie do dbania o nią - choćby historią z ratowaniem królika, czy czyszczenia skał z graffiti. Z drugiej strony bohaterowie to zamożni ludzie, którzy majątek zbili na handlowaniu (jak najbardziej legalnemu) dziełami sztuki. Mamy tu wiele opisów obrazów, nawiązań i wplecionych prawdziwych historii o malarzach i marszandach. Centrum tego świata jest niewielka galeria, w której działy się i dzieją się najważniejsze dla bohaterów rzeczy - te piękne i te złe. Czytając ma się wrażenie, że wszystko to dzieje się w zaułkach którejś z europejskich wielkich stolic kultury - Paryżu, czy jakimś innym Wiedniu, tyle tu cennych dzieł sztuki, takie tu przepływają kwoty za pojedyncze obrazy. A jednak to nie Francja czy Austria, lecz nieco zapomniany zakątek Ameryki, gdzie iluminację zapewniają nie błyskające neony, lecz jasno świecące gwiazdy i księżyc.

 

Tej książki nie da się połknąć, ją się raczej smakuje, choć czyta się lekko, łatwo i przyjemnie. To rozciągnięcie w czasie jest takie naturalne, toczy się torem, który znamy z codzienności. W sumie z czasem intryga kryminalna staje się dla czytelnika mało istotna, przewracamy strony nie po to, by jak najszybciej dowiedzieć się, kto zawinił, lecz dla posmakowania tego, co namalowała nam autorka. Momentami przypomina mi książką Rice trylogię o białym mieście Evy Garcii de Urturi. Jednak tylko momentami, bo u Hiszpanki wszystko jest jednak intensywniejsze. Nawet kolory okładek tę różnicę pokazują - u de Urturi kolory są intensywne, wysycone, u Rice raczej blade. Niemniej pomysł na obudowanie thrillera czymś więcej jest zbliżony.

 

Rice to doświadczona pisarka, o wyrobionym warsztacie. Językowo, narracyjnie trudno się cokolwiek przyczepić. Przekład też wydaje się bardzo dobry. I nawet tytułu Muza nie przerobiła, tylko najzwyczajniej przetłumaczyła, co w ostatnich latach nie jest w tym wydawnictwie regułą.

 

Ktoś kto szuka Mroza, niech czyta Mroza. Jak od literatury, nawet określanej jako sensacyjna, oczekuje czegoś więcej niż Mroza, śmiało może sięgnąć po Ostatni dzień. Przyjemna to lektura, choć niełatwa, bo o trudnych rzeczach mówi. 

 

Luanne Rice – pisarka amerykańska, bestsellerowa autorka „New York Timesa”, ma na swoim koncie ponad trzydzieści powieści, które zostały przetłumaczone na dwadzieścia cztery języki. Część z nich doczekała się telewizyjnych adaptacji. W 2002 roku Connecticut College przyznał jej tytuł doktora honoris causa, takie samo wyróżnienie otrzymała także od University of Saint Joseph. W 2014 roku przyjęła z rąk gubernatora stanu Connecticut nagrodę za swoje dokonania literackie. Jest  zapaloną obrończynią środowiska i rzeczniczką rodzin dotkniętych przemocą domową.

 

Tytuł: Ostatni dzień

Autorka: Luanne Rice

Premiera: 18.05.2022 r.

Przekład: Paweł Wolak

Cena: 44,90 zł

Liczba stron: 480

Wydawnictwo MUZA SA

 

Ocena: 7/10

 

Opis treści: Beth Lathrop i jej siostra Kate Woodward jako nastolatki przeżyły ogromną tragedię – w wyniku brutalnego napadu straciły matkę oraz cenne dzieło sztuki, które miało szczególne znaczenie dla ich rodziny: obraz autorstwa Benjamina Morrisona zatytułowany „Blask księżyca”. Przydzielony do rozwiązania tamtej sprawy detektyw Conor Reid poprzysiągł sobie i dziewczynkom, że już zawsze będzie je chronił. Beth w przeciwieństwie do siostry, która po stracie matki zamknęła się w sobie, zdołała jakoś otrząsnąć się po przeżytej traumie. Nie tylko poświęciła się prowadzeniu galerii sztuki, którą zarządzała Helen Woodward, ale też założyła rodzinę – ma cudowną córkę Sam i wspaniałego męża Pete’a, z którym spodziewają się drugiego dziecka. Kiedy pewnego lipcowego poranka Beth zostaje znaleziona martwa we własnym domu, a odzyskany wcześniej „Blask księżyca” ponownie znika, detektyw Reid nie może oprzeć się wrażeniu déjà vu. Głównym podejrzanym od razu staje się Pete. Mężczyzna ma jednak mocne alibi na czas morderstwa. Kate i Reid starają się zrozumieć sens śmierci Beth, ale zamiast odpowiedzi znajdują tylko kolejne pytania: jeśli to nie Pete, to kto jeszcze mógłby czyhać na jej życie? Jaką rolę w całej tej sprawie odgrywa należący do rodziny Woodwardów obraz? Reid nie dotrzymał złożonej przed laty obietnicy. Dlatego teraz nie spocznie, nim nie odkupi swoich win – rozwiązanie sprawy morderstwa Beth stanie się jego obsesją...

Bartosz Szafran

Od wielu wielu lat związany ze sportem czynnie jako biegający, zawodowo jako sędzia i medyk oraz hobbystycznie jako piszący wcześniej na ig24, teraz tu. Ponadto wielbiciel dobrych książek, który spróbuje sił w pisaniu o czytaniu.