"I Loved You At Your Darkest" - recenzja nowego albumu Behemoth
Bartosz Moszkowski

"I Loved You At Your Darkest" - recenzja nowego albumu Behemoth

  • Dodał: Bartosz Moszkowski
  • Data publikacji: 05.10.2018, 23:00

Dokładnie dziś swoją premierę ma krążek I Loved You At Your Darkest. Album dostępny jest w trzech wersjach: CD Jewelcase, CD Digibook oraz LP. Przed Wami recenzja najnowszego dzieła Pomorskiej Bestii.

 

 

Kiedy The Satanist ujrzał światło dzienne, wydawało się, że nic nie jest w stanie przebić tak dojrzałej i przemyślanej kompozycji, która łączyła w sobie nieznające litości ekstremalne brzmienia i znacznie delikatniejsze, rockowe wstawki. Przez ponad cztery lata stanowiła najbardziej złożone dzieło w historii zespołu. Dziś jednak wydarzyło się coś, co rozwiewa wszelkie wątpliwości na temat tego, czy zespół będzie w stanie przebić muzycznie dziesiąty album studyjny.

 

Zapowiedziany drugiego sierpnia b.r. singlem God = DogI Loved You At Your Darkest po pierwszym odsłuchu przywodzi na myśl wyżej wspomnianego poprzednika, ale jednocześnie zaskakuje jeszcze wyraźniejszą od The Satanist złożonością. Poza nieśmiertelnie ekstremalnym (choć trochę mniej brutalnym, niż np. Evangelion), muzycznym ciosem prosto w twarz każdego przeciwnika Behemotha, album częstuje nas - niczym Nergal na koncercie nieświętą hostią - łagodniejszymi, wręcz epickimi wstawkami; jest punkowo, rockowo i progresywnie. Wracając jeszcze na moment do tytułu płyty - I Loved You At Your Darkest to cytat z listu do Rzymian, co stanowi, zdaniem lidera grupy, największe dotychczas świętokradztwo w historii zespołu.

 

ILYAYD jest najbardziej ambitnym dotychczas dziełem Pomorskiej Bestii. Nagrywany był za granicą, z udziałem m.in. Daniela Bergstranda (Meshuggah), Matta Hyde’a (Slayer) czy Toma Bakera (Nine Inch Nails) oraz orkiestry pod batutą Jana Stokłosy. Album otwiera Solve, niezwykle klimatyczne intro - notabene, ostatni raz mieliśmy okazję cieszyć się równie epickim wstępem do The Apostasy, 11 lat temu - w którym niewinny, dziecięcy chór, wypowiada niezwykle odważne słowa: Adonai - I shall not forgive/Elohim - I shall not forgive/Living God - I shall not forgive/Jesus Christ - I forgive Thee not, nawiązując bezpośrednio do tekstu God = Dog, ale o nim za chwilę.

Zaraz po Solve nadciąga horda wilków - Wolves ov Siberia, drugi singiel z płyty. Co ciekawe, brak w nim kontrowersji i niezwykle epickich muzycznie fragmentów, ale sam klimat utworu zabiera nas ponad 20 lat wstecz, przywodząc na myśl Grom, drugi studyjny krążek zespołu.

 

 

Wyżej wspomniany God = Dog to już o wiele bardziej złożona kompozycja, pełna kontrowersji i niewygodnych słów. Sam tytuł jest anagramem angielskiego God, nie szczeniacką zagrywką. Wirtuozerska praca perkusji (która gra absolutnie pierwsze skrzypce na ILYAYD), nieprzewidywalne i schizofreniczne zmiany tempa oraz motywów. Jest tu death metal, speed i post-metal, nie brakuje też rockowych solówek. A wokal Nergala zdaje się być mocny jak nigdy.

 

 

Sam teledysk, w którym Nergal wciela się w ukrzyżowanego Chrystusa, obrazuje zakłamanie zarówno religii jak i współczesnych mediów. Nikt bowiem nie ma problemu w pokazywaniu/opisywaniu scen przemocy, tortur, obdzierania ze skóry i śmierci. Ale już z pokazywaniem nagiego kobiecego ciała już tak.

 

Ecclesia Diabolica Catholica idzie w muzycznie podobnym kierunku, choć jest już spokojniejszym kawałkiem. Mrożące krew w żyłach brutalne riffy, dominujące zwrotki, przechodzą w symfoniczny metal z gregoriańskim chórem wraz z początkiem refrenu. Na sam koniec do kanonady dołączają gitary akustyczne, które towarzyszą niewiarygodnie wręcz szybkim bębnom, zapowiadającym nadchodzącą Apokalipsę.

 

Bartzabel zaczyna się od genialnego, choć prostego rytmu wybijanego przez Inferno, któremu towarzyszy nastrojowy riff. Tempo jest już wolniejsze, wokal Nergala ma okazję lepiej wybrzmieć. Tym bardziej, że to jeden z przystępniejszych i bardziej melodyjnych utworów w całym katalogu Behemotha, prawdopodobnie najspokojniejszy w historii zespołu (nie licząc Hell Dwells In Ice z pierwszego krążka grupy, Sventevitha, który jest raczej monologiem Adama z pięknym, klawiszowym motywem w tle). Wyśpiewywany w refrenie zwrot Come unto me Bartzabel brzmi jak modlitwa do Szatana w wykonaniu Sisters Of Mercy. A ostatnia minuta z okładem po raz kolejny pokazuje, że muzycy coraz śmielej flirtują z melodyjnym rockiem. Co do samego teledysku taki mały szczegół: zwróćcie uwagę na trzymane przez Inferno i Oriona proporce - czy czegoś Wam to nie przypomina?

 

 

Pozostałe utwory, grzmiące kanonadami wprowadzającej słuchacza w trans perkusji, mknącymi z prędkością światła riffami, zgrabnymi zmianami tempa, epickimi wstawkami i cudownym klimatem nadawanym przez orkiestrę, dopełniają obrazu I Loved You At Your Darkest jako dzieła skończonego i epickiego. Ucztę dla uszu kończy Coagvla - szybkie, mocne i bezkompromisowe outro, na długo zapada w pamięć po wybrzmieniu ostatnich riffów. Na koniec dodam od siebie, że outro jako takie ostatni raz zamykało płytę Pandemonic Incantations 20 lat temu. Może nie jest to najlepsza płyta w historii Behemotha, ale na pewno najbardziej dojrzała. Umiejętności muzyczne zespołu są na tak wysokim poziomie, że z pewnością zaskoczą nas jeszcze nie raz, a ten krążek tylko to potwierdza. Pozycja obowiązkowa dla każdego fana zespołu, polecam ją każdemu wielbicielowi mocnych brzmień.

 

 

 

Tracklista:

 

1. Solve

 

2. Wolves ov Siberia

 

3. God = Dog

 

4. Ecclesia Diabolica Catholica

 

5. Bartzabel

 

6. If Crucifixion Was Not Enough

 

7. Angelvs XIII 

 

8. Sabbath Mater

 

9. Havohej Pantocrator

 

10. Rom 5:8

 

11. We Are The Next 1000 Years

 

12. Coagvla

Bartosz Moszkowski

Student 3ego roku bezpieczeństwa wewnętrznego na Uniwersytecie Warszawskim. Z zamiłowania perkusista i recenzent piw rzemieślniczych. Pasjonat mocnych brzmień, fantastyki, post - apokalipsy i wojskowości. Kiedyś napisze książkę w klimatach S.T.A.L.K.E.R.a. KIEDYŚ. P.S. Ten starszy pan to Adam Nergal Darski ;)