„Bodies Bodies Bodies” [RECENZJA]
A24/YouTube screenshot

„Bodies Bodies Bodies” [RECENZJA]

  • Dodał: Zuzanna Ptaszyńska
  • Data publikacji: 15.09.2022, 21:40

Zamknięta przestrzeń, grupa młodych osób pod wpływem używek i gra towarzyska, która wymyka się spod kontroli - schemat ograny do ostatniej nuty, a mimo to Bodies Bodies Bodies wypada całkiem w porządku. A na pewno dużo lepiej niż można było się spodziewać po zwiastunie.

 

Przyznam, że na film wybrałam się dość uprzedzona negatywnymi reakcjami krytyków, zaś po seansie zastanawiałam się czy oglądałam ten sam film, co oni. Powtarzające się zarzuty odnośnie do warstwy wizualnej i sposobu kręcenia filmu są wyssane z palca, obraz jest przejrzysty, a widz nie ma problemu z identyfikacją, kto pojawia się na ekranie. Produkcja ta jest poprawnie nakręcona, domyka się fabularnie, choć niestety nie jest slasherem, którego mogliśmy spodziewać się po materiałach promocyjnych.

 

Moim największym problemem było to, że nie znalazłam nikogo, z kim mogłabym choć trochę sympatyzować. Postacie z Bodies Bodies Bodies to istny generator tekstów Gen Z, co jest dość niekonsekwentne, bo wszyscy są bogaci (gdzie mamy Eat the rich?), a w dodatku wychodzi z nich srogi klasizm - oto jedna z dziewczyn pochodzi tylko z wyższej klasy średniej, co samo w sobie przybiera postać największej obelgi. A tego chyba byśmy się nie spodziewali po wrażliwości tych osób na kwestie rasowe i zdrowia psychicznego łącznie z afiszowaniem określenia gaslighting, ultraliberalnych poglądach, w tym potępieniu prawa do posiadania broni (bo przecież ojciec bohatera byłby palantem, gdyby w luksusowej willi na pustkowiu miał cokolwiek, co pozwoliłoby mu się obronić przed np. włamywaczami). Można więc na to narzekać albo dopatrzeć się swoistego komentarza społecznego i psychologicznego, że w obliczu zagrożenia wychodzą największe brudy i nagle łatwo obrzucać się oskarżeniami odnośnie do kwestii, które wcześniej przykrywaliśmy pod płaszczem nieszczerych przyjaźni. Nie sądzę, by ktokolwiek z widzów pokusił się o kibicowanie którejś postaci, bo nie mamy szansy ich dobrze poznać czy polubić. Kolejne śmierci są mało efektowne, więc czekamy po prostu na rozwiązanie.

 

A rozwiązanie jest rozbrajające, miłe to było prychnięcie w kinie. Gdy na ekranie pozostają dwie żywe osoby, jesteśmy na tyle zainteresowani, kto jest mordercą, że wyłącza nam się myślenie abstrakcyjne. Finał tym bardziej naświetla wcześniejszą kwestię komentarza psychologicznego, a także pewnej samospełniającej się przepowiedni.Szkoda mi tylko zmarnowanego potencjału Marii Bakalovej, która w ostatnim Boracie była tak barwna i tak plastyczna, a w tym filmie została sprowadzona do wycofanej plus jeden. Podobnie Pete Davidson nie ma czym się popisać, a wątpiących w jego ekranowe zaangażowanie odsyłam do filmu Król Staten Island. Zresztą Bodies Bodies Bodies w ogóle nie warto oceniać pod względem aktorskim, bo postacie raczej nie są interesujące ani zbyt wyraziste. Mimo iż film nie jest zbyt emocjonujący, a straszny nie jest w ogóle, to w gruncie rzeczy jest to całkiem fajna rozrywka, przynajmniej na tle innych młodzieżowych wanna-be straszydeł. 

Zuzanna Ptaszyńska

Doktorantka Uniwersytetu Warszawskiego (nauki o polityce i administracji - stosunki międzynarodowe) zamiłowana w historii popkultury i wszystkim, co brytyjskie.