Z kolekcji Truszkowskiego #2: "Autobahn"
K. Truszkowski / poinformowani.pl

Z kolekcji Truszkowskiego #2: "Autobahn"

  • Dodał: Karol Truszkowski
  • Data publikacji: 06.10.2018, 15:02

Druga część poświęcona muzycznej kolekcji redaktora. Na warsztacie - dźwiękowa podróż po autostradzie i ponownie zespół niemiecki.

 

Autobahn (z niem. autostrada) to wydany 1 listopada 1974 album, który często zaskakuje słuchacza, o czym za chwilę. Płyta była pierwszym wielkim sukcesem zespołu Kraftwerk (z niem. elektrownia). Zajęła czołowe miejsca na listach sprzedaży w Stanach Zjednoczonych, Anglii czy Niemczech. Do dziś uważa się, że Autobahn jest jednym z najważniejszych wytworów muzyki elektronicznej lat 70. XX wieku i zestawia się ją m.in. z Oxygene Jeana-Michela Jarre’a. Niemiecka płyta powstała w bardzo prosty i ciekawy sposób - muzycy nagrywali dźwięki autostrady A555, która łączy Kolonię z Bonn w Nadrenii Północnej-Westfalii, podczas długich i nudnych podróży Garbusem Beetle Ralfa Hüttera. Stały się one potem podstawą do nowego wydawnictwa zespołu. Odgłosy zostały przepuszczone przez syntezator, przez co melodie są pełne dziwnych elementów, które jednocześnie nie odrzucają. Cała płyta ma na celu odtworzenie odczuć, które towarzyszą podczas jazdy autostradą: od tych związanych z podróżami pośród sielskich pejzaży, przez te, które się udzielają podczas jazdy z wysoką prędkością, po nużącą monotonię długiej jazdy. Ponadto występuje tu też motyw tak banalnej czynności, jak zmienianie częstotliwości radia. I rzeczywiście - wszystko to można poczuć podczas słuchania płyty. Już na samym początku słyszalne są dźwięki klaksonu i uruchamianego silnika. W mojej opinii na szczególną uwagę zasługuje wcześniej wspomniane ustawianie radia, które mi przywiodzi na myśl scenę nieudanej, z powodu urwanej anteny czołgu, próby radiowego skontaktowania się porucznika Westa (ojca Janka Kosa) z dowództwem w Czterech Pancernych. Albumu nie można wbrew pozorom przypisać jednoznacznie do muzyki elektronicznej. Jaki jest tego powód? Zaskakujące jest to, że obok syntezatorów w piosenkach zabrzmiały skrzypce, flety, gitary oraz pianino. Inni muzycy tego gatunku raczej nieczęsto sięgają po inne instrumenty w swojej twórczości. W następnej kolejności trzeba zwrócić uwagę na to, że pierwszy raz możemy usłyszeć głosy kompozytorów. Na wcześniejszych albumach znajdowały się utwory instrumentalne, rzadko wzbogacone o modyfikowane elektronicznie słowa. Tym razem słuchacz ma do czynienia z piosenką, do której powstał pełnoprawny tekst śpiewany przez niemiecki kwartet. Do tego tekstu również przejdziemy za chwilę. Kolejną rzeczą, na którą trzeba zwrócić uwagę, jest liczba i długość piosenek. Na płycie znalazła się piątka (a tak naprawdę tylko trójka) kompozycji, z których zdecydowana większość trwa ok. 3-6 minut. Ale jest jeszcze tytułowy utwór, który otwiera album. Piosenka Autobahn trwa ponad 20 minut i do dziś jest jednym z najsławniejszych wytworów Niemców. Powstały też dwie wersje singla, które trwają po nieco ponad 3 minuty każdy i często plasowały się w pierwszej czterdziestce na listach przebojów. Niech liczby mówią same za siebie:
- Nowa Zelandia - 4. pozycja,
- Niemcy - 9.,
- Wielka Brytania - 11.,
- Holandia - 12. (Dutch Top 40), 16. (Single Top 100),
- Kanada - 12.,
- Austria - 15.,
- RPA - 15.,
- Stany Zjednoczone - 25. (Billboard Hot 100), 43. (Adult Contemporary),
- Australia - 30.

Jest to też utwór, do którego powstał wcześniej wspomniany tekst. Ten jest jednak bardzo prosty i opiera się głównie na wielokrotnie powtarzanym: Wir fahren fahren fahren auf der Autobahn (z niem. My jedziemy, jedziemy, jedziemy autostradą). Wers ten często jest źle rozumiany przez fanów, którzy słyszą Fun fun fun on the Autobahn. Wolfgang Flür komentował:

- Nie! Ktoś mi powiedział, że myślał, iż, niemieckie "Fahren", co oznacza prowadzenie samochodu, brzmi jak angielskie "Fun". "Fahren fahren fahren" - "fun fun fun". To błąd, ale działa. Prowadzenie jest zabawą. Nie mieliśmy ograniczenia prędkości na autostradach, więc mogliśmy ścigać się na nich, przez Alpy, więc tak: "Fahren fahren fahren" idzie w parze z "Fun fun fun". Ale to nie miało nic wspólnego z Beach Boys! Jeździliśmy bardzo dużo i nasłuchiwaliśmy dźwięków jazdy, wiatru, przejeżdżających samochodów i ciężarówek, deszczu. W każdym momencie dźwięki dookoła zmieniały się i wpadliśmy na pomysł odtworzenia ich na syntezatorze.

Pozostałe wersy stanowią bardzo krótki opis okolicy i samej drogi. Minimalistyczny tekst i rozbudowana ścieżka melodyjna - cóż za połączenie. O legendarności i wyjątkowości tytułowego utworu niech świadczy też fakt, że był on coverowany przez wiele różnych grup, m.in. holenderski zespół deathmetalowy Gorefest, kanadyjski Shadowy Men on a Shadowy Planet i kwartet smyczkowy Balanescu Quartet.

 

Kolejne piosenki zostały podzielone na pół - składają się ze wstępu i części głównej. Pierwszy utwór to Kometenmelodie, którego części w sumie trwają ok. 12 minut. Pierwsza część brzmi dosyć mrocznie i wzbudza niepokój, aby potem ku zaskoczeniu słuchacza całkowicie zmienić nastrój na o wiele weselszy i przede wszystkim żywszy.

W końcu mamy parę Mitternacht-Morgenspaziergang, gdzie schemat się powtarza. W pierwszej kompozycji z tej pary występują niepokojące dźwięki rodem ze starego horroru czy thrillera science fiction. Nagle piosenka się kończy, a słuchacza wita wesoło brzmiący flet i dźwięki strojenia odbiornika radiowego. Następuje swojego rodzaju ucieczka z piekła do spokojnej krainy.

Mimo, że album ma już 44 lata, to ciągle słucha się go wspaniale. Pomysł, aby stworzyć muzykę z losowych dźwięków słyszanych podczas jazdy samochodem, okazał się być genialnym w swej prostocie. Piosenki są pełne przejść między skrajnie różniącymi się momentami. Obok fragmentów monotonnych, występują te urozmaicone dźwiękowo. Płyta zaskakuje na każdym kroku. Dodajmy do tego wykorzystanie innych instrumentów, pośród których wyróżnia się przede wszystkim flet w ostatniej kompozycji, czyli Morgenspaziergang. Cały krążek jest w stanie zrelaksować słuchaczy, ale i wywołać gęsią. Melodie są dynamiczne, ale spokojne zarazem.

Kilka tajemnic skrywa też okładka oryginalnego wydania. Po prawej stronie znajduje się wspomniany na początku Garbus Beetle Ralfa. I to właśnie ten samochód wydaje dźwięki na samym początku płyty. Natomiast pojazd po lewej to Mercedes Benz Floriana Schneidera. Historia tego auta jest koszmarem kierowców - silnik Mercedesa uległ zniszczeniu, ponieważ muzyk zapomniał go najpierw rozgrzać przed rozwinięciem prędkości maksymalnej.

 

W 2009 roku zespół zremasterował i wydał płytę z nową okładką, a w 2013 roku zagrał ją w całości na koncercie w Tate Modern w Londynie.


Warto przemyśleć podczas planowania dłuższej wycieczki samochodowej, czy zabrać ze sobą i posłuchać Autobahn w samochodzie. Szczególnie, jeśli chodzi o podróż którąś z naszych, niestety nielicznych, autostrad do Niemiec, jak Autostrada Wolności z Warszawy do Świecka (i dalej do Berlina). Niezależnie od gustu muzycznego, żaden pasażer i kierowca raczej nie odczują rozczarowania dźwiękami zespołu Kraftwerk.

Podium według redaktora:
#1 Autobahn
#2 Morgenspaziergang
#3 Kometenmelodie 2

Karol Truszkowski – Poinformowani.pl

Karol Truszkowski

Miłośnik geografii, historii XX wieku, ciężkiej muzyki i japońskiej popkultury. Absolwent Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego.