W poszukiwaniu katharsis - „Syn” Floriana Zellera [RECENZJA]
Sony Pictures Classics/YouTube Screenshot

W poszukiwaniu katharsis - „Syn” Floriana Zellera [RECENZJA]

  • Dodał: Daniel Sztyk
  • Data publikacji: 18.03.2023, 14:17

Portretowanie depresji na wielkim ekranie stało się zjawiskiem powszechnym. W każdym kolejnym roku mamy co najmniej jeden obraz, którego motywem przewodnim jest wspomniana choroba. Najnowszą produkcją traktującą o depresji jest Syn w reżyserii Floriana Zellera.

 

Peter jest szanowanym prawnikiem, który właśnie rozważa przyjęcie lukratywnej propozycji od kandydata na prezydenta. W domu czeka na niego żona oraz nowo narodzony syn. Nie jest to jednak pierwsza rodzina założona przez bohatera. Z poprzedniego małżeństwa ma on syna Nicolasa, który zaczyna czuć się coraz gorzej, a jego relacja ze światem staje się coraz bardziej skomplikowana. Film rozpoczyna się w momencie, w którym Peter dowiaduje się o problemach swojego pierworodnego.

 

Zeller, podobnie jak w Ojcu, po raz kolejny przygląda się z bliska chorobie oraz studiuje etapy jej rozwoju. Skupia się na bohaterze, który cierpi oraz na jego bliskich, próbujących mu pomóc. Wszystko ubiera w formę ciężkiego dramatu, którego seans może stanowić emocjonalne wyzwanie. Jest to zarówno zaleta, jak i wada Syna. Nie da się nie docenić kilku, a może nawet kilkunastu scen, które ogląda się z gulą w gardle (tutaj chciałbym wyróżnić scenę konfrontacji Petera z synem oraz bolesny finał). Z drugiej strony czujemy jednak, że jesteśmy marionetkami w rękach Zellera, który liczy na to, że zaprojektuje nasze odczucia. Rezultatem tego są sceny, których dramaturgia dorabiana jest na siłę i to przy pomocy mało subtelnych środków. Najbardziej nachalna jest tutaj muzyka, która miała pomóc Zellorowi zrobić z tego filmu podniosłą elegię.

 

Syn okazał się również szansą na opowiedzenie o istocie rodzicielstwa. Laureat Oscara zadaje pytanie o to, czy jesteśmy w stanie nie popełniać tych samych błędów, co nasi rodzice. Jest tu miejsce na refleksję o tym, czy rodzice zawsze wiedzą, co dla ich dziecka jest najlepsze. Zeller portretuje bycie rodzicem jako ciężką pracę, w której cały czas trzeba być czujnym. W innym wypadku możemy stracić szansę na zrozumienie swojej pociechy. Nie można jednak oskarżać reżysera o to, że kieruje ostrze w stronę rodziców. Okazuje on im sporą dozę zrozumienia, ponieważ znalezienie odpowiednich środków do wyrażenia matczynej czy ojcowskiej miłości wcale nie jest takie oczywiste. Serca bohaterów portretowanych przez Hugh Jackmana oraz Laurę Dern są po dobrej stronie.

 

Najnowsza produkcja Zellera nie byłaby aż tak udana, gdyby nie kapitalna obsada, która stanowi najmocniejszy punkt całego obrazu. Hugh Jackman tworzy tutaj swoją najlepszą rolę od czasów Nędzników. W roli ojca Nicolasa wypada bardzo przejmująco. Widzimy jego zmęczenie oraz wewnętrzny rozpad. Ku mojemu zaskoczeniu nie jest to rola przeszarżowana (oczywiście nie brakuje tu emocjonalnych wybuchów, ale Jackman utrzymuje się w rejestrze wiarygodności). Bardzo dobrze wypadają również aktorki Laura Dern oraz Vanessa Kirby. Ta pierwsza z wyjątkowym przejęciem gra bezsilną matkę. Z kolei Kirby doskonale kreuje bohaterkę, która zostaje odsunięta przez swojego męża na dalszy plan. Docenić należy również Zena McGratha, który bardzo wiarygodnie portretuje człowieka, który znajduje się w coraz głębszej depresji. Cały zespół aktorski zasłużył na oklaski.

 

Drugi pełny metraż Floriana Zelllera nie jest filmem idealnym. Posiada wady, które dostrzegalne są gołym okiem. Mam na myśli przesadne dociskanie pedału gazu, czego rezultatem są wymuszone emocjonalne zrywy. Nie brakuje też tutaj uciekania w dość oczywiste tropy i sięgania po stereotypy oscylujące wokół depresji. Na zarzuciłbym jednak francuskiemu dramaturgowi tego, że nakręcił film szkodliwy. Syn to film ważny, który chce mówić (choć raczej powinienem użyć słowa „krzyczeć”) o ważnych sprawach. Zwrócenie uwagi na poważny społeczny problem, może wymagać użycia drastycznych środków. Dlatego właśnie ustawię się wśród obrońców najnowszej produkcji nagrodzonego Oscarem twórcy. Choć do pełni artystycznego spełnienia trochę zabrakło, nie można odmówić Synowi emocjonalnej siły i kilku momentów, które zostaną ze mną na dłużej.

 

Moja ocena: 7/10

Daniel Sztyk – Poinformowani.pl

Daniel Sztyk

Rozkochany w kinie i literaturze student polonistyki. W wolnych chwilach, gdy akurat nie siedzi w kinie, ogląda Premier League, by rozkoszować się magią futbolu. E-mail: danielszdanielsztyk@gmail.com