„Sześć powodów żeby umrzeć”  Marty Zaborowskiej (RECENZJA)

„Sześć powodów żeby umrzeć” Marty Zaborowskiej (RECENZJA)

  • Dodał: Bartosz Szafran
  • Data publikacji: 16.02.2024, 08:46

To moje pierwsze spotkanie z Martą Zaborowską i jej kryminałem. Spotkanie sympatyczne, ale czy autorka trafi do mojej osobistej grupy "muszę przeczytać wszystko co napisze" to wątpię tak szczerze. Głównie dlatego, że nie lubię, kiedy przedstawiciele mojego zawodu są tak czarnymi charakterami, jak w Sześciu powodach by umrzeć. Pisząc jednak poważnie, tak zagmatwana narracja zawsze mnie zniechęca. 

 

Jakiś czas temu uświadomiłem sobie, że czasy jednolitej, klasycznej narracji jako kanonu literatury nawet tej lżejszej, minęły bezpowrotnie. Konstatowałem to z rozczarowaniem, ale idąc z duchem czasu staram się nie odrzucać i nie krytykować innych sposobów opowiadania historii. Czy jednak w Sześciu powodach by umrzeć Marta Zaborowska w tej zabawie z formą nie poszła za daleko? I ciut w niej się nie pogubiła? No bo to, że wydarzenia przedstawiane są z perspektywy kilku (sześciu jak mi się zdaje) bohaterów to jeszcze można zrozumieć. Jednak dlaczego nawet w przypadku jednego bohatera używana jest zamiennie narracja pierwszoosobowa a raz trzecioosobowa? Są też wstawki, nieliczne, ale jednak są, w których trzecioosobowy narrator nie jest żadną z głównych postaci opowieści. No i naturalnie autorka ni szczędzi nam zmian perspektywy czasowej, przeskoki są tak liczne, że mimo uważnej lektury w pewnym momencie pogubiłem się, w którym miejscu osi czasu aktualnie się znajdujemy. Dla mnie to zagmatwanie narracji nie tylko nie było potrzebne, ale i utrudniało odbiór historii, którą autorka nam zafundowała. 

 

A sama historia, którą Zaborowska wymyśliła jest interesująca, wielowątkowa, zagmatwana (chyba jeszcze bardziej niż narracja) i wciągająca czytelnika. Zakładam, że autorka świadomie wielu wątków nie rozwiązuje, pozostawia czytelnika bez odpowiedzi na wiele z pytań, które w czasie lektury się nasuwają. Ze znaczną częścią bohaterów rozstajemy się w momencie, w którym ich losy są raczej nietrudne do przewidzenia, ale jednak rozwiązań nie dostajemy od Zaborowskiej na tacy. To na pewno powoduje, że po odłożeniu książki na półkę nie rozstajemy się z tą historią od razu, ale jeszcze przez jakiś czas zastanawiamy się, jakie były owe dalsze losy. Sam finał jest dość przewidywalny, w sumie takiego obrotu spraw można się było spodziewać po kilku rozdziałach, ciekawa jest droga, która do niego prowadzi, niemniej spodziewałem się po tak zagmatwanej historii większych fajerwerków na sam koniec. 

 

Bardzo mocną stroną Sześciu powodów żeby umrzeć są misternie skonstruowane postaci bohaterów. Trudno wskazać tego jednego, głównego, ale każdy to zupełnie odrębna osobowość, można też powiedzieć, że żaden z nich nie jest do końca normalny. Postaci są złożone, skomplikowane, ale w tym skomplikowaniu konsekwentne i logiczne charakterologicznie. Każde zachowanie, każde niemal wypowiedziane słowo, a nawet sposób narracji pierwszoosobowej pasują do obrazu danej osoby, który czytelnik tworzy sobie już od początku lektury. Dotyczy to nawet nieco drugoplanowych tutaj postaci śledczych, którzy też są dość specyficzni, oględnie rzecz ujmując. Tak trochę na marginesie muszę przyznać, że trochę nie mogę zrozumieć, czemu we współczesnej polskiej literaturze kryminalnej nie ma w zasadzie lekarzy, którzy byliby postaciami pozytywnymi. Albo są to bohaterowie mocno negatywni, czarne charaktery, jak u Zaborowskiej, albo absolutnie neutralnymi. Że też nikt dotąd nie wpadł na pomysł, by z lekarz uczynić bohatera, który rozwiązuje zagmatwane kryminalne zagadki, jednocześnie ratując liczne ludzkie istnienia? Gdybym miał więcej pisarskiej odwagi, to bym taką postać zapewne stworzył, ale no cóż, rynek jest już tak wysycony nowymi powieściami, że miejsca na kolejne już nie m a zbyt dużo.

 

Notabene kilka uproszczeń i stereotypów zastosowała Zaborowska pisząc o działalności dwóch lekarzy, którzy w powieści odgrywają główne role. No bo na przykład czasy hucznych sympozjów medycznych, na których alkohol i wszelakie dobro wylewało się z każdego kąta już raczej minęły. Owszem na konferencjach są poczęstunki, są spotkania towarzyskie, ale najlepszy szampan i najdroższy kawior w wannach nie jest już serwowany. Zapewniam panią, pani Marto. Jak chce się pani przekonać na własne oczy, to serdecznie zapraszam na takie spotkanie. Może nie chirurgów plastycznych, bo tego środowiska nie znam, ale na przykład kardiologów. No i ta prywatna klinika chirurgii plastycznej, w której lekarze pełnią "dyżury", a zabiegi odbywają się niezbyt często, żeby nie powiedzieć, że sporadycznie. To tak nie działa, nie da się mieć takich środków finansowych jak pani bohaterowie, pracując tak mało. No i w prywatnych klinikach dyżurów się nie pełni, tylko przyjeżdża wykonać zabiegi i na tym koniec. 

 

Widać, że Zaborowska to już nie debiutantka, ma wyrobiony, choć dość specyficzny warsztat. Piórem posługuje się sprawnie, pisze stylistycznie i językowo czysto i elegancko. Książkę się czyta płynnie i z przyjemnością, choć te narracyjne szaleństwa mi się nie podobają. Nie ulega też pisarka modzie na skracanie historii do wersji kompaktowych, te blisko 440 stron to objętość odpowiednia do opowiadanej historii. Niedokończone wątki to zabieg specjalny, a nie efekt oszczędzania miejsca i presji czasowej, jak się wydaje. No i ten tytuł. Sześć powodów żeby umrzeć - ja aż tylu nie odnalazłem, ale w sumie się na tym nie skupiałem. Na pewno intrygujący i pomysłowy, ale dla mnie nie do końca zrozumiały.

 

Koniec końców z mieszanymi uczuciami kończę te swoje pierwsze spotkanie z Martą Zaborowską. Sześć powodów by umrzeć to dobra książka, nieco przesadzona w warstwie narracyjnej, ale jeśli chodzi o sam pomysł na intrygę, budowę postaci i warstwę jezykowo-stylistyczną zdecydowanie na plus. Czy będę czekał na kolejne powieści tej autorki? Może nie z niecierpliwością, ale zapewne po nie sięgnę. 

 

Marta Zaborowska – z wykształcenia politolog. Zadebiutowała w 2013 roku powieścią Uśpienie, która dała początek popularnej i cenionej przez czytelników sadze kryminalnej z Julią Krawiec w roli głównej. Jej utwory charakteryzują wielowątkowa fabuła oraz wartka akcja. Autorka, poza tematyką kryminalną, porusza w swoich powieściach zawiłe kwestie psychologiczno-społeczne, w które uwikłani są bohaterowie jej książek. Do dorobku pisarki zalicza się również powieść kryminalną Jej wszystkie śmierci, a także thriller psychologiczny Lęki podskórne.

 

Tytuł: Sześć powodów żeby umrzeć

Autorka: Marta Zaborowska

Data premiery: 14 lutego 2024

Stron: 438

Wydawnictwo: Czarna Owca

 

Ocena: 6/10

 

Opis fabuły od wydawnictwa:  W czwartą rocznicę swojego ślubu Miriam Macharow wychodzi z domu i ginie po niej wszelki ślad. Pół roku później na terenie starej fabryki w Ursusie zostają odkryte spalone zwłoki kobiety. Zbrodnia, nieszczęśliwy wypadek czy może samobójstwo? Miriam wydawała się taka szczęśliwa, więc jak to możliwe?… O ile jej mąż, Konrad, stara się pogodzić z myślą o stracie ukochanej, to siostra ofiary ma z tym poważny problem – podczas okazania ciała nie rozpoznaje w nim Miriam i odmawia potwierdzenia jej tożsamości. Jaki ma w tym cel i czy naprawdę wierzy, że zaginiona wciąż żyje? Podobno ktoś widział ją w tłumie w tunelu metra… Policja bada zagadkę tajemniczej śmierci: typuje pierwsze nazwiska podejrzanych o zbrodnię i stawia oskarżenia. Nikt z bliskiego grona Miriam nie może czuć się bezpiecznie, zwłaszcza że na światło dzienne zaczynają wypływać brudne sekrety, a misternie tkana sieć kłamstw zaczyna się rwać. By odsunąć od siebie podejrzenia, każdy staje przeciwko każdemu.

Bartosz Szafran

Od wielu wielu lat związany ze sportem czynnie jako biegający, zawodowo jako sędzia i medyk oraz hobbystycznie jako piszący wcześniej na ig24, teraz tu. Ponadto wielbiciel dobrych książek, który spróbuje sił w pisaniu o czytaniu.