Powrót legendy, czyli recenzja filmu "Creed 2"
imdb.com

Powrót legendy, czyli recenzja filmu "Creed 2"

  • Dodał: Sebastian Sierociński
  • Data publikacji: 30.11.2018, 22:49

Wydawać się może, iż wielokrotnie powielane schematy zdają egzamin tylko i wyłącznie, jeśli chodzi o filmy co najwyżej klasy B. Steven Caple i Sylvester Stallone pokazują, że wcale tak być nie musi, bo choć obaj twórcy nie wahają się wrócić na utarte ścieżki i sięgnąć po sprawdzone elementy, kontynuacja historii Rocky’ego Balboi i Adonisa Creeda wciąż zaskakuje i bawi równie dobrze, co jej wspaniała poprzedniczka. Zapraszam na recenzję filmu Creed 2.

 

Akcja filmu rozpoczyna się na kilka miesięcy po wydarzeniach znanych z Narodzin legendy. Adonis odnosi kolejne sukcesy, i podobnie jak jego ojciec, zaczyna nabierać zgubnej pewności siebie. Kolejne zwycięstwa utwierdzają go w przekonaniu, że jest wręcz niezniszczalny. O pas mistrza świata chce jednak zawalczyć niejaki Viktor Drago, syn słynnego Ivana, który przed laty na ringu zakończył życie ojca Adonisa. Nie zważając na ostrzegawcze głosy trenera - Rocky’ego - oraz ukochanej Bianki, potomek wielkiego boksera podejmuje wyzwanie nieznanego przeciwnika. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że czyha na niego śmiertelne zagrożenie.  

 

 

Brzmi całkiem znajomo? Fakt, bo jeżeli widzieliście chociażby Rocky’ego III, to większą część scenariusza w zasadzie już znacie. Fabuła i tym razem nie zaskakuje i tak, jak mówiłem, Stallone ponownie przeprowadza nas przez dobrze już znaną ścieżkę, zatytułowaną "porażka i odrodzenie silniejszym". Zagranie klasyczne i widziane już wiele razy, ale uwierzcie, w wykonaniu Stallone’a ten szablon wciąż nie traci na połysku i atrakcyjności. A to za sprawą kilku czynników.

 

Przede wszystkim, Creed 2 różni się od poprzedniczki zupełnie innym podejściem do historii Rocky’ego. Nie jest to już tylko pełna nawiązań do kultowej serii gra na sentymencie, ale całkiem nowa opowieść w nowoczesnych ramach. Połączenie świeżości z elementami przypominającymi poprzednie odsłony jest doskonałym rozwiązaniem, bo mimo iż scenariusz praktycznie nie wnosi nowych rozwiązań, to odbiorca nie ma wrażenia powtarzalności i kręcenia się w kółko, a tak przecież czuliśmy się podczas seansu Rocky II-V i, de facto, Narodzin legendy.

 

 

Michael B. Jordan, jako mistrz świata i bokser nowej generacji, na ekranie prezentuje się naprawdę fenomenalnie, szczególnie, gdy gdzieś na drugim planie wciąż widzimy sylwetkę wygasłej gwiazdy i prawdziwego bohatera większości z nas – włoskiego ogiera. Creed 2 skupia się głównie na Adonisie, choć Balboa nie został zapomniany i tu też ma kilka dość ważnych epizodów. Wciąż bije od niego charyzma, nawet w roli trenera. Stallone po raz kolejny spełnił się w roli Rocky’ego, lecz charakter jego postaci w najmniejszym stopniu nie koliduje z samym Adonisem. Przeciwnie - obaj panowie uzupełniają się na ekranie i tworzą zgrany duet.

 

 

O dziwo, tym razem Dolph Lundgren odegrał znacznie większą rolę i dał lepszy pokaz aktorstwa, niż w czwartej odsłonie Rocky’ego. Poznajemy go po przegranej walce i obserwujemy ciekawą postać upadłego człowieka, który za swoje błędy wini syna i nie potrafi pogodzić się ze stratą dotychczasowego życia. I tu znów kontrast, szczególnie widoczny podczas niezwykłej sceny rozmowy z Balboą. Florian Munteanu, zawodowy bokser, w roli Viktora Drago nie zaskoczył i nie zawiódł – zagrał poprawnie, podobnie jak Tessa Thompson, filmowa wybranka Adonisa. 

 

 

Creed 2 oszałamia przede wszystkim pod względem wizualnym. Po raz kolejny obserwowaliśmy akcję z dwóch perspektyw. Twórcy ukazali konflikt Creed – Drago przez zestawienie i swoiste porównanie kontrastu, a tego w produkcji nie zabrakło. I choć banalnym może wydawać się klasyczny podział na jasną i ciemną stronę - dobro i zło - to mimo wszystko działa i buduje wspaniały klimat filmu. Reżyser nie omieszka zrównać bohatera z błotem, by w atmosferze zrezygnowania i rozpaczy powoli dążyć do odzyskania potęgi i sceny ostatecznego pojedynku, a ta znów wręcz nie pozwala siedzieć spokojnie.

 

 

Walki wizualizowane są niesamowicie – widz niemal czuje moc kolejnych ciosów, a kamera tylko wzmacnia to wrażenie, gdy po kolejnym prawym sierpowym Adonis zatacza się na ringu, a krew tryska z rozbitych warg. Napięcie nie pozwala siedzieć spokojnie, choć tak naprawdę wszyscy doskonale wiedzą, jak zakończy się film. Lecz kiedy syn Apollo Creeda po raz kolejny upada na deski, ujęcie nabiera szarości, a w głowie boksera rozbrzmiewa ledwie słyszalny głos, trudno myśleć racjonalnie, bo twórcy ze swobodą i radością bawią się emocjami widza, a trzeba przyznać, że wychodzi im to świetnie. Wspaniałego obrazu całości dopełnia muzyka – w idealnych momentach akompaniująca wartkiej akcji. Nie zabrakło klasycznych motywów, przy których wielbicielom serii zakręci się w oku łezka.

 

Produkcja zamyka pewne wątki, lecz inne pozostawia wciąż otwarte i faktem jest, że na twórców wciąż czeka furtka do kolejnego, dziewiątego już, epizodu tej wspaniałej historii. Warto zadać sobie jednak pytanie – czy jej potrzebujemy? Moim zdaniem nie, bo prawdę powiedziawszy Creed 2 może być ostatnią udaną odsłoną i w mojej opinii taką, która jest idealnym zwieńczeniem całości. Cały projekt powinien się więc zamknąć właśnie na filmie Caple’a, z korzyścią dla wszystkich. Czy rzeczywiście tak będzie? To się okaże.

 

 

Creed 2 to film z pewnością warty obejrzenia. To pozycja obowiązkowa dla miłośników historii Rocky’ego, ale też i idealna propozycja dla kinomaniaków poszukujących nowych wrażeń. Produkcja Caple’a to doskonały przykład przystępnego, acz angażującego kina, z którym z pewnością warto się zapoznać. Kontynuacja Narodzin legendy wzrusza i trzyma w napięciu, to fakt, ale niesie również dość ważną naukę – prawdę o wartościach w życiu, które powinniśmy rozróżniać, o marzeniach, z których nigdy nie można rezygnować, ale i dążeniu do pokonania własnych barier – bo te nigdy nie leżą poza granicami naszych możliwości. I o najważniejszym, jak mawiał Rocky: nieważne, jak mocno uderzasz, ale jak dużo jesteś w stanie znieść i nadal iść do przodu. Warto to zapamiętać.

 

 

Sebastian Sierociński

Bloger, publicysta, miłośnik kina i literatury. Wielbiciel filmów każdego gatunku i klasycznego jazzu.