Stary dobry Spidey z sąsiedztwa, czyli recenzja filmu "Spider-Man Uniwersum"
imdb.com

Stary dobry Spidey z sąsiedztwa, czyli recenzja filmu "Spider-Man Uniwersum"

  • Dodał: Sebastian Sierociński
  • Data publikacji: 29.12.2018, 11:40

Spider-Man Uniwersum jest jednym z filmów, których każdą kolejną scenę chce się przewijać i oglądać ponownie. To także jedna z lepszych animacji i większych zaskoczeń tego roku, ale i świeże spojrzenie na historię amerykańskiego komiksu. Zapraszam na recenzję najnowszego dzieła Marvel Entertainment.

 

Bohaterem filmu jest Miles Morales – nastolatek wiodący nudne, acz chaotyczne życie typowego ucznia jednej z nowojorskich szkół. Obraz jego beztroskiego dzieciństwa zaburza zmiana otoczenia, uczucie osamotnienia i niezrozumienia ze strony rodziców. Kiedy pewnego dnia Miles zostaje ugryziony przez radioaktywnego pająka, życie chłopca wywraca się do góry nogami, a on sam odkrywa w sobie niezwykłe umiejętności.

 

 

Szybko okazuje się, że chłopiec będzie musiał skorzystać z nowych umiejętności. Oto działania niejakiego Kingpina mogą bowiem zagrozić życiu mieszkańców Nowego Yorku. Młody bohater musi opanować tajemniczą moc, a pomogą mu w tym jego odpowiedniki z innych wymiarów. Miles będzie musiał nauczyć się wiary w samego siebie, ale też swoich przyjaciół i bliskich.

 

Scenariusz autorstwa Phila Lorda i Rodneya Rothmana nie zachwyca, bo pod warstwą fantastycznonaukowej mieszanki skoków w czasoprzestrzeni i wielowymiarowych podróży to tylko prosta opowieść o dojrzewaniu i odnajdywaniu własnych celów w życiu, a to widzieliśmy już wielokrotnie, choćby w klasycznych komiksach o Człowieku-Pająku, ale też w licznych utworach współczesnego kina.

 

 

Cały żart polega jednak na tym, że tak na dobrą sprawę odbiorca w niewielkim stopniu zwraca uwagę na dość płytką i przewidywalną fabułę. Ta schematyczność i z pozoru uderzająca powtarzalność nie budzi nawet zniechęcenia, bo oto na ekranie otrzymujemy wręcz oszałamiającą dawkę audiowizualnego szaleństwa, którego nie widzieliśmy chyba w żadnej dotychczasowej animacji. Sceny walk czy podróży przez miasto można nieuprzejmie nazwać koszmarem epileptyka. Trudno powstrzymać ciarki, gdy bohater rzuca się z dachu wieżowca, by przy pomocy pajęczych sieci w ostatniej chwili przemknąć w wirze barw i dźwięków nad ruchliwą jezdnią, a to wszystko w akompaniamencie pędzącego utworu techno.

 

 

Nie będzie to z mojej strony egzageracja, jeśli powiem, że najnowsze dzieło Petera Ramseya, Boba Persichettiego i Rodneya Rothmana otwiera nowe ścieżki w tworzeniu animacji. Nigdy wcześniej twórcy nie pokusili się o tak śmiałe połączenie muzyki i barw mieniących się jak w kalejdoskopie, a to wszystko okalające wartką akcję rodem z kart klasycznych komiksów Stana Lee i Steva Ditko.

 

To także wielki pokłon i słowo uznania w stronę twórczości obu zmarłych legend świata popkultury. Spider-Man Uniwersum wręcz kipi od nawiązań do charakterystycznych scen i postaci znanych z filmów i animacji. Twórcy nie wahają się jednak nie tylko przed wdrażaniem własnych pomysłów i rozwiązań, ale i kształtowaniem nowych postaci, wydarzeń i miejscami zaskakującej rzeczywistości. Nic więc dziwnego, że produkcja w dużym stopniu przypomina plac zabaw, na którym wodze fantazji puszczają zafascynowani superbohaterskim światem chłopcy. Najpewniej stąd ta wyczuwalna magia i ogromna swoboda w kreacji zarówno bohaterów, jak i otaczającego ich świata.

 

 

Na ekranie obserwujemy klasyczne (choć wykreowane w nowym stylu) postaci z uniwersum Marvela. Jest tu więc stary, dobry Spider-Man, jak i zaskakujący luzackim stylem (także w huśtaniu się na pajęczynach) Morales, ale i zwinna Spider-Gwen, mroczny Spider-Man Noir, przywołujący uśmiech Spider-Ham czy intrygująca Peni Parker.

 

Niestety, mnogość postaci sprawia co prawda, że większość z nich jest zarysowana zaledwie pobieżnie i najzwyczajniej brakuje czasu, aby się z nimi zapoznać i polubić. Trzeba jednak przyznać, że wbrew pozorom dodają one produkcji pewnego uroku i z pewnością różnicują sam scenariusz. Dają też duże pole do popisu twórcom. Tu wyraźnie widać rękę Phila Lorda, który zasypuje odbiorcę żartami i komicznymi sytuacjami, szczęśliwie z umiarem i wyczuciem.

 

 

Spider-Man Uniwersum to także świetnie dobrana ścieżka dźwiękowa. Twórcy czerpią głównie z utworów współczesnych artystów. I tu, co ciekawe, wybór jest jak najbardziej słuszny, bo chyba żaden gatunek muzyczny nie pasuje lepiej do niektórych komiksowych scen walki niż techno czy rap, a tych tu nie brakuje, za co brawa.

 

To właśnie muzyka, ale i postać głównego bohatera w dużej mierze budują nastrój, który najtrafniej definiuje przymiotnik… luzacki. Bo taki właśnie jest Człowiek-Pająk nowej generacji – w Nike’ach z rozwiązanymi sznurowadłami i zbyt dużej bluzie narzuconej na kostium. Pytanie, czy jest to krok w dobrą stronę? Cóż, z pewnością odważny krok w przód. Uspokajam jednak, że jest to historia postaci znanej w uniwersum Marvela od lat, więc klasycznego Spidey’a Morales w żadnym wypadku nie wyklucza!

 

 

Jeśli miałbym określić tę niezwykłą animację jednym słowem, to bez wątpienia byłby to chaos, lecz w pozytywnym znaczeniu. Bo jak niewiele innych produkcji tego rodzaju, Spider-Man Uniwersum opowiada prostą historię w najbardziej widowiskowy z możliwych sposobów. Jest niczym wielkobudżetowa superprodukcja, ujęta w komiksowe, przesycone barwami ramy. Mieniąca się wciąż forma i niezwykły dynamizm obrazu połączone z charakterystyczną ścieżką dźwiękową sprawiają, że Into the Spider-Verse zdaje się być nie tylko powiewem świeżości wśród animacji, ale i swego rodzaju odskocznią, nowym rozdziałem w świecie Marvela.

 

 

Spider-Man Uniwersum można zaliczyć do czołówki najlepszych filmów tego roku, a z pewnością do szczytowych animacji 2018, choć pokusiłbym się i o całą dekadę. Tak potężnej dawki emocji na ekranie nie czułem od lat. Powiem więcej – Into the Spider-Verse bije na głowę większość dotychczasowych produkcji superbohaterskich od studia Marvel. I choć tych filmów z zasady nie powinno się do siebie porównywać, to jednak zdecydowałem się to zrobić, głównie dlatego, iż animacji choć podobnych Spider-Man Uniwersum zwyczajnie nie ma. Wydaje mi się, że już ten fakt wiele świadczy.

 

 

Dlatego z całą pewnością mogę zapewnić, że ową produkcję jak najbardziej warto obejrzeć, szczególnie na wielkim ekranie. Niezapomniane wrażenie, którego sądzę, nigdy wcześniej w kinie nie było, przynajmniej wśród animacji, z pewnością wynagradza przewidywalność i prostotę fabuły oraz delikatne zaniedbanie w dokładniejszym zarysowaniu poszczególnych postaci. Spider-Man Uniwersum oferuje multum nowości, przedstawia innowacyjne, nowoczesne spojrzenie na tradycję z perspektywy młodego odbiorcy, który pewne aspekty komiksu postrzega na różne, często zaskakujące sposoby.

 

Jestem przekonany, że jeszcze długo na srebrnych ekranach kin nie rozbłyśnie podobny obraz, animacja stworzona na tak oszałamiającą skalę. Jeżeli wciąż nie jesteście pewni, zaryzykujcie! Przeżyjcie sami tę niezwykłą przygodę na pajęczym Roller coasterze. Gwarantuję, że nie pożałujecie!

 

Sebastian Sierociński

Bloger, publicysta, miłośnik kina i literatury. Wielbiciel filmów każdego gatunku i klasycznego jazzu.