Bohater z przypadku, czyli "Glass" - recenzja
imdb.com

Bohater z przypadku, czyli "Glass" - recenzja

  • Dodał: Sebastian Sierociński
  • Data publikacji: 06.02.2019, 15:10

Najnowszy thriller Manoja Shyamalana miał zgrabnie zamknąć historie przedstawione w filmach Niezniszczalny oraz Split w długo oczekiwanym zwieńczeniu trylogii. Niestety, produkcja poległa na wielu płaszczyznach. W efekcie dwa poprzednie tytuły oraz najnowsze dzieło indyjskiego twórcy przypominają klocki LEGO połączone kawałem szarej plasteliny – nijak ze sobą nie współgrają i są diabelnie nieestetyczne. Zapraszam na recenzję filmu Glass.

Plusem z pewnością jest sposób przedstawienia historii. Bohaterowie poszczególnych produkcji spotykają się po latach w dość dramatycznych okolicznościach – każdy z nich zostaje uwięziony w zakładzie psychiatrycznym, gdzie pewna pani doktor psychologii rozpoczyna specyficzną terapię, by udowodnić całej trójce, iż ich moc jest jedynie wytworem wyobraźni. Niepozorny Mr. Glass ma jednak własne plany. Szybko okaże się, że niezwykłe trio zmuszone będzie stanąć w szranki, a z tego starcia nie każdy wyjdzie cało.

 


Najnowszej produkcji Shyamalana zarzucić można wiele, lecz to scenariusz jest najpoważniejszą wadą filmu. Twórcy pragnęli najwyraźniej powiązać wątki znane z Niezniszczalnego oraz Split i połączyć je w jedną, spójną całość pod postacią zwieńczenia trylogii – Glass. Niestety, wierzcie lub nie, scenarzyści ponieśli sromotną porażkę na całej linii. I nie mówię już o kiepskich, naciąganych dialogach czy płytkich relacjach między postaciami. Fabuła jest po prostu nieumiejętnie napisana.

Odbiorcę uderzają niezliczone dziury scenariuszu. W wielu miejscach produkcja zwyczajnie kłóci się z logiką, ale i podstawowymi zasadami w tworzeniu skryptów. Są tu więc postaci, przykładowo, obdarzone wiedzą, co w danym momencie planuje inny charakter, a ten fakt twórcy tłumaczą banałami w stylu otwartego pamiętnika, w którym ktoś opisał swe plany. Wspomnę też o wołające o pomstę do nieba głupoty, jak chociażby, nie spoilerując, zerowa dbałość o bezpieczeństwo szpitalnych pielęgniarzy. Urocze.

 


Glass zdaje się być obrazą dla inteligencji odbiorców. Twórcy dowolnie plączą w scenariuszu, jednocześnie usiłując sprawić wrażenie, iż jest to przemyślane posunięcie, a całość w końcu ukształtuje się w zwartą, acz pełną zwrotów akcji produkcję. Niestety, bynajmniej tak nie jest. Film przypomina raczej zbiór szkiców dziecięcych historyjek, które ktoś ubarwił i sklecił niemrawo w jeden koślawy komiks, do którego tak usilnie starają się nawiązywać twórcy. Otrzymaliśmy posklejaną historię – coś pozostało bez zakończenia, niektóre wątki pominięto, inne uznano za nieistotne, jeszcze inne sprawiają wrażenie dopowiedzianych na wieczór przed zdjęciami, może nie do końca w stanie trzeźwości. Efekt jest do przewidzenia.



I w zasadzie dałoby się to wszystko zdzierżyć, gdyby nie fakt, iż Glass umiejętnie dobija gra aktorska. Jeśli liczyliście na pokaz kunsztu weteranów kina, czeka Was kolejny zawód. Samuel L. Jackson nie pokazuje absolutnie nic nowego. Przedłuża więc kilkuletnią już passę identycznej postawy, miny i gestykulacji, co daje potworny efekt. Bruce Willis nie ma praktycznie nic do powiedzenia. Raz czy dwa ostentacyjnie rzuca kpiącym uśmiechem, wypowie kilka nieistotnych kwestii i usuwa się gdzieś na trzeci plan. McAvoy daje z siebie wszystko i sceny z jego udziałem stanowią najmocniejszą stronę produkcji. Faktem jest jednak, iż filmowy Kevin Wendell Crumb nie zaprezentował sobą niczego, czego byśmy nie widzieli w Split.

 


Scenariusz okazał się dla aktorów wyjątkowo niefortunny. Praktycznie żaden z trójki bohaterów nie ma szansy rozwinąć skrzydeł i zaprezentować prawdziwej głębi postaci. Oczy rani jednak rola Sarah Paulson – chyba najgorszy występ w karierze aktorki. Postać stereotypowej pani psycholog w jej wykonaniu budzi najpierw uśmiech zażenowania, a potem grymas, jak przy piciu soku z cytryny. Niestety, pani Paulson jest na ekranie stanowczo zbyt dużo.  

Shyamalan stara się rzucić nowe światło na obraz superbohaterów. W zasadzie mogłoby się to udać, gdyby nie uderzająca nieudolność twórców na niemal każdej płaszczyźnie. Z jednej strony ma być dojrzała historia życia z niecodziennymi umiejętnościami, z drugiej zaś przedłużająca się w nieskończoność gra tajemnic, w której to uwięziony na wózku starzec wymyka się z celi, by nocami realizować swój złożony plan. I niby wszystko się w końcu rozwiązuje, ale jakieś to mdłe, niejasne i za grosz tu oryginalności.

 


Tak niska ocena Glass wynika z faktu, że twórcy popełniają klasyczny i tragiczny w skutkach błąd. Starają się chwycić za ogon wiele srok – stworzyć mroczny, dojrzały obraz współczesnych bohaterów, jednocześnie skomplikowany, wielowątkowy thriller psychologiczny, a na dokładkę wykreować dokładną wizję trzech złożonych postaci, co jest naturalnie niemożliwe – w efekcie uzyskaliśmy zaledwie ogólny wygląd trzech de facto ciekawych osobników. Film trwa niespełna dwie godziny. Twórcy zapragnęli właśnie w tym czasie spełnić powyższe warunki i częściowo udało się jedynie z pierwszym, lecz to zbyt mało, by Glass nazwać chociażby średniakiem.

Film męczy niespójnością i pozbawionym logiki scenariuszem. Jest jak senny koszmar – chaotyczny, uciążliwy i przykry. To przedłużający się do bólu koncert niespełnionych marzeń i zmarnowanego potencjału. Glass z pewnością nie jest pokłonem w stronę kart klasycznych komiksów. To raczej aktorska (i krwawa) wersja Disneyowskich przygód Myszki Miki utrzymana wedle zadziwiającej myśli Goofy’ego – czym prędzej wypij to, w czym chcą cię utopić (choć w tym przypadku to wyjątkowo niefortunny przykład). Nie zagrało tu niemal nic, począwszy od mało spójnego scenariusza, aż po drętwych aktorów, którzy wciąż są przekonani, iż w zanadrzu mają jeszcze nieznane dotąd sztuczki.

 


Glass wiele mówi się o superbohaterach, ludziach obdarzonych niezwykłymi umiejętnościami. Po seansie doszedłem do wniosku, że być może reżyser produkcji jest jednym z nich, a do jego specjalnych zdolności należy najpewniej moc robienia kiepskich filmów. Cóż mogę powiedzieć, panie Shyamalan? Jak widać, nie każdy bohater nosi pelerynę!

Ogólna ocena: 3/10

Sebastian Sierociński

Bloger, publicysta, miłośnik kina i literatury. Wielbiciel filmów każdego gatunku i klasycznego jazzu.