Zafon i Brown w jednej spódnicy - recenzja "Ciszy białego miasta"

  • Dodał: Bartosz Szafran
  • Data publikacji: 12.02.2019, 11:27

Już 27 lutego nakładem wydawnictwa Muza ukaże się pierwsza w Polsce powieść zyskującej popularność hiszpańskiej pisarki Evy Garcii Saenz de Urturi. Będzie to gratka dla wielbicieli klimatycznych powieści kryminalnych, łączących wątki sensacyjne z historyczno-kulturalnymi.

 

Cisza białego miasta to pierwsza powieść Hiszpanki, którą przetłumaczono na język polski, ale nie pierwsza w jej dorobku. W jej rodzinnym kraju ukazały się wcześniej trzy powieści: w 2012 La saga de los longevos, a w 2014 dwie kolejne: Los hijos de AdanPasaje a Tahiti. Dzięki nim stała się de Urturi bardzo popularna w Hiszpanii. Cisza... to pierwsza część trylogii, w pierwszym półroczu od premiery sprzedano ponad pół miliona egzemplarzy. Pod koniec lutego okazję do zapoznania się z baskijską pisarką będą mieli polscy czytelnicy i coś czuję, że zakochają się w niej bez pamięci, bo taką literaturę lubimy wszyscy.

 

Już po lekturze pierwszych stron moje myśli popłynęły do Carlosa Ruiza Zafona i jego Cmentarza zapomnianych książek. Tam jest dwudziestowieczna Barcelona z jej zaułkami, zabytkami, klimatem i tajemnicami, tu jest Vitoria, miasto w Kraju Basków, zupełnie odmienne od stolicy Katalonii, ale też przyciągające swoją atmosferą, zapachem, specyficznymi zwyczajami. Autorka bardzo żywymi barwami przez całą powieść rysuje nam to stare, historyczne miasto. Wraz z bohaterami mamy okazję zajrzeć do najbardziej znanych zabytków, ale także uczestniczyć w całym szeregu miejscowych uroczystości, bawić się wraz z mieszkańcami, zaglądać im do mieszkań i ogródków. Bardzo obrazowe są opisy okolic Vitorii, w zasadzie całej Baskonii, widać, że autorka nie tylko zna te tereny bardzo dobrze (wszak stamtąd pochodzi), ale i czuje się tam najlepiej na świecie. Soczysty język sprawia, że czytelnik z łatwością przenosi się w opisywane okolice, a z drugiej strony rodzi się w nim pragnienie, by te wszystkie miejsca zobaczyć na własne oczy, odwiedzić, poczuć własnymi zmysłami. Książka staje się swoistym turystycznym przewodnikiem, jestem pewien że jest wielu, którzy zwiedzali Vitorię z Ciszą w ręce. Jest też swoistym przewodnikiem kulinarnym, czytając warto mieć pod ręką "coś na ząb" bo opisy miejscowych przysmaków powodują przyjemne ssanie w żołądku. 

 

Tytułowego "Zafona"  już wyjaśniłem, pora na Dana Browna, bo i z tym autorem thrillerów skojarzyła mi się Cisza białego miasta. Nie wiem, czy to porównanie spodobałoby się autorce, gdyby przypadkiem przeczytała moją recenzję, wszak Brown prócz grona oddanych wielbicieli, ma i krytyków, podkreślających jego powtarzalność i schematyczność. W każdym razie w powieści de Urturi kluczową rolę odgrywają symbole. Ta warstwa może nie jest aż tak rozbudowana jak w Kodzie Lonarda da Vinci, niemniej jest bardzo istotna dla narracji. Symbole, rytuały, nieco magii i zjawisk paranormalnych - są tu jak szczypta ostrej, wonnej przyprawy w tradycyjnym baskijskim daniu.

 

Bardzo ciekawa jest konstrukcja książki. Już na wstępie w pewnym stopniu poznajemy zakończenie historii. Jest ona opowiedziana retrospektywnie przez głównego bohatera, który snuje opowieść z perspektywy szpitalnego łózka, w którym znalazł się po postrzeleniu w głowę przez... No właśnie przez seryjnego mordercę, którego ściga nasz bohater. Oczywiście nie poznajemy od razu personaliów antybohatera powieści, nie trzeba omijać pierwszych kilku stron, by lektura była zajęciem pasjonującym, wciągającym wręcz do zapomnienia o całym świecie. Akcja nie jest jakoś nadmiernie dynamiczna, nie jesteśmy zalewani mnóstwem krzyżujących się wątków jak u Remigiusza Mroza, nie musimy się cofać co kilka stron by zrozumieć kolejne elementy intrygi. Nie jest też jednak sennie jak w czasie hiszpańskiej popołudniowej sjesty. Tempo akcji jest dobrane wręcz perfekcyjnie - nie pozwala się nudzić, ale nie powoduje też zawrotów głowy. Zakończenie, jak w każdej dobrej powieści kryminalnej zaskakuje, konia z rzędem temu, kto trafnie wytypuje mordercę wśród bohaterów powieści. 

 

Cisza białego miasta pozytywnie zaskakuje też w warstwie językowej, w czym zasługa jest po stronie i autorki i tłumacza. Czyta się ją lekko, dialogi zbudowane są naturalnie, opisy plastyczne, ale nie przerysowane. Powieść można czytać wieczorami i nocami, nawet jeśli jest się zmęczonym po całym dniu pracy.

 

Z wielkim zainteresowaniem będę czekał na kolejne tomy trylogii, mam nadzieję, że wydawnictwo zdecyduje się na tłumaczenie wcześniejszych powieści Evy Garcii Saenz de Urturi. Jeśli są one choć w połowie tak dobre jak Cisza, to naprawdę warto. 

 

Cisza białego miasta

Wydawnictwo Muza

Ocena 9/10

Premiera: 27 lutego 2019

Stron: 576

Bartosz Szafran

Od wielu wielu lat związany ze sportem czynnie jako biegający, zawodowo jako sędzia i medyk oraz hobbystycznie jako piszący wcześniej na ig24, teraz tu. Ponadto wielbiciel dobrych książek, który spróbuje sił w pisaniu o czytaniu.