Oscary 2019 - wielka improwizacja i jeszcze większy chaos.
libreshot

Oscary 2019 - wielka improwizacja i jeszcze większy chaos.

  • Dodał: Patryk Rzemyszkiewicz
  • Data publikacji: 20.02.2019, 18:45

Już niedługo kolejne rozdanie Oscarów i choć cały okołofilmowy świat powinien na nie czekać, coraz więcej osób kręci na nadchodzącą galę nosem. Wszystko dlatego, że dziewięćdziesiąte pierwsze rozdanie to jeden wielki chaos, nad którym nikt nie potrafi zapanować.

 

To wprost niesamowite, że najbardziej prestiżowe nagrody w ostatnim czasie borykają się z taką ilością problemów. Oczywiście, nie jest żadną nowiną, że ostatnie edycje przyciągały nieszczególną liczbę widzów, ale trudno im się dziwić, gdy prowadzący pokroju Jimmiego Kimmela w tak desperacki sposób próbowali rozruszać skostniałe struktury i zamiast salw śmiechu wzbudzał coś pokroju zażenowania.

 

Tutaj nawet żarty z Matta Damona nie pomogą, ani hucpa z pomyłką podczas wręczania laurów w najważniejszej kategorii. Ale bądźmy szczerzy, taki Chris Rock też nie miał wielkiego pola do popisu. Brał udział w jednym wielkim wiecu, który na siłę chciał pokazać ułomność nominowanych i braku w nich pozycji z czarnoskórymi aktorami czy reżyserami. Mieliśmy więc kajanie się na wizji, z którego nic szczególnego nie wynikło. Neila Patricka Harrisa zjadł stres i nawet umiejętności wokalne i wrodzony wdzięk niewiele pomogły. Kto wie czy pizza i selfie w wydaniu Ellen DeGeneres nie było najlepszym i najmniej wymuszonym elementem w ostatnich rozdaniach.

Płynnie przechodząc do tegorocznej edycji wypada opowiedzieć o gospodarzu, a w zasadzie jego braku. Swego czasu pojawiła się zaklepana kandydatura Kevina Harta i większość nie zdążyła powiedzieć - o nie, tylko nie to - gdy na ratunek przybył twitter z archiwalnymi, dalekimi od dzisiejszych standardów wypowiedziami aktora. W związku z tym Hart przeprosił za swoją indolencję i z prowadzenia po prostu zrezygnował.

 

Wydawałoby się, że nie ma nic prostszego niż przyciągnięcie prowadzącego takiego wydarzenia, tymczasem okazuje się, że nikogo tak po prawdzie to nie interesuje. Nie oszukując się, postawienie swego czasu na Kevina Harta bardzo dobrze świadczy o desperacji osób u sterów i nie dawało szczególnych nadziei na przyszłość. W związku z tym na tydzień przed ceremonią wiemy jedno – gospodarza nie będzie. Jak zostanie to rozwiązane nie wiadomo, acz trudno nie mieć  wrażenia, że ten wabik na widzów może zakończyć się kolosalnym rozczarowaniem.

 

Jednak nie tylko kwestia prowadzącego jest znacząca w kwestii braku pomysłu jak rozruszać wręczanie statuetek. Swego czasu wielka nowością miała być kategoria nagrody dla filmu popularnego, czyli oddanie miejsca kinowym blockbusterom. Można by rzecz idealny laur pocieszenia dla kasowych produkcji, które mogłyby bardziej zaistnieć. Prędko pojawiło się pytanie, czy zwiększanie ilości kategorii jest tym, czego naprawdę gali potrzeba. Nie bez powodu najczęściej w ostatnich latach narzekano na jej metraż i zamiast coś z tym robić, postanowiono całość dodatkowo wydłużyć. Nic dziwnego, że prędko się z tego pomysłu wycofano, argumentując jakoby propozycja takiej nowości padła zwyczajnie zbyt późno.

Tłumaczenie mówiąc delikatnie niesatysfakcjonujące, acz dopiero wydarzenia ostatnich dni pokazały, jak ogromny nieład panuje w strukturach władzy akademii. Pomysł wręczania nagród w czasie przerw reklamowych jest sam w sobie cokolwiek naciągany, ale dopiero dobór kategorii sprawił, że co niektórzy zaczęli rwać sobie włosy z głowy. O ile krótkometrażowy film aktorski czy charakteryzację i fryzury można by jakoś przeboleć, tak wykreślenie montażu czy zdjęć zakrawało na mało śmieszny żart.

 

Montaż to jedna z tych rzeczy, która sprawia, że film jest niepodobny do żadnego innego medium, właśnie dzięki niemu tworzy się niezapomniane dzieła, które zapisują się w historii. Dla wielu twórców stół montażowy jest miejscem, w którym powstaje film. Zdjęcia natomiast to esencja obrazu i bez nich, pracy operatora, film zwyczajnie nie mógłby powstać. Operatorzy to cisi bohaterowie, którzy sprawiają, że wizja reżysera nabiera kształtów. Kluczowi na wielu poziomach, nie zawsze doceniani tak jak powinni, zostali niecnie zredukowani do atrakcji poza ramówką.

 

Środowisko filmowe podniosło słuszne larum, na tak idiotyczne zmiany zaraz po ich ogłoszeniu. Akademia nie miała wyboru i ugięła się pod stosem niezadowolonych głosów, wśród których pojawiła się masa laureatów z poprzednich lat. Można powiedzieć, że wszelkie zmiany jakie zostały zaproponowane okazały się chybione i zanim wprowadzono je w życie prędko się z nich wycofano.

W związku z tym jak pobudzić Oscary i sprawić, by stały się dla widza ciekawsze? Być może postawienie na więcej niż jednego prowadzącego byłoby całkiem słusznym pomysłem. Trochę różnorodności nikomu by nie zaszkodziło i nawet jeśli w pamięci tkwi niewypał w wydaniu Jamesa Franco i Anne Hathaway, to może warto byłoby znów spróbować, angażując przy tym bardziej doświadczone jednostki w podobnych przedsięwzięciach.

 

Trzeba też sobie szczerze powiedzieć, że z co niektórych nagród wypadałoby się po prostu wycofać. Gala zwyczajnie trwa za długo i nie bardzo jest pomysł jak ją zapełnić. Na pewno nie rezygnacją z wykonania oscarowych piosenek, bo nie oszukując się, wykonanie na żywo Shallow, to jedna z tych rzeczy, na które wszyscy czekają. Wracając do kategorii, osobiście uważam, że nagrody za krótkie metraże powinny zasłużyć sobie na osobną galę i zwyczajnie z rozkładu jazdy zniknąć. Wypadałoby też zawrzeć dźwięk i montaż dźwięku w jednej kategorii.

 

Powyższe postulaty to rzecz jasna kropla w morzu potrzeb, bo wydaje się, że sama struktura musi być zwyczajnie zdynamizowana i kto wie, czy nie wymyślona na nowo. Świat idzie do przodu, a Oscary zostają tak samo konserwatywne w pewnych kwestiach i zwyczajnie wypadałoby to zmienić, wprowadzając trochę energii i swobody. W zakresie Oscarów 2019 można śmiało powiedzieć, że wiemy iż nic nie wiemy. Gala raczej nie będzie żadną rewelacją, samym sukcesem byłoby to, gdyby udało się jej uniknąć wszelkich wpadek. Patrząc na organizację wszystko może się zdarzyć, ale trudno powiedzieć, by ta wypowiedź zawierała pozytywny kontekst. Także spodziewajmy się niespodziewanego i miejmy nadzieję, że wyjdzie coś z niczego, nawet jeśli przeczucie sugeruje nam zupełnie coś innego.